fbpx

Dlaczego dla wielu święta są trudne?

przez Anna Ulatowska

Święta dla wielu są trudne. Nie każdy jest w trybie lukrowania pierniczków i cieszenia się na rodzinną, luźną atmosferę. Do tego przełom roku zachęca do robienia rachunków sumienia, a jak wiadomo, one nie zawsze wychodzą na plus. Często są na minus. Nie zdążyłam schudnąć, nauczyć się hiszpańskiego i tak mija rok za rokiem, a my glebujemy się coraz bardziej. Ja mam w pakiecie po świętach i nowym roku urodziny, więc taki hat trick życiowych refleksji. Ale też totalnie rozumiem, że nie każdy chce się cieszyć, nie każdy ma powód do radości, a dla wielu to jest po prostu moment, który chcieliby przeleżeć pod kołdrą.

Po pierwsze – czeka nas presja spełniania oczekiwań. A oczekiwania mogą być różne. Co z tym dzieckiem, gdzie ten chłopak i po co się ubrałaś w taką kieckę, jak ci brzuch podkreśla! Oczekiwania są zawsze o jednym – powinnaś być idealna. Bo rodzina lubi się przypierdalać i rodzina często nie widzi w swoim oku belki, za to chętnie u ciebie zauważy odstępstwo od normy. W związku z tym spinasz się cała. Bo te kilka dni w roku to moment, kiedy musisz tym oczekiwaniom sprostać…albo wybrać siebie. Zdarzają się tacy, którzy ochoczo opowiadają o wyimaginowanych partnerach czy partnerkach, żeby tylko cała reszta świata się od nich odpierdoliła. Zdarzają się i tacy, którzy potrafią postawić na siebie i przyjąć tryb asertywny, czyli umieć powiedzieć dzieci nie planuję, partnera także i żyję swoim życiem, wam polecając to samo.

Co ciekawe ci, którzy tak chętnie zaglądają nam do sypialni, majtek i brzuchów wcale a wcale nie są ciekawi, jak nam się żyje albo czy jesteśmy szczęśliwi. Chodzi o ten chwilowy moment konsternacji, wpędzenia nas w poczucie winy, że nie jesteśmy tacy jak, kuzynka, sąsiadka albo po prostu wyobrażenie w ich głowie.

Spotkania rodzinne to nie dla każdego jest miły czas. Dla wielu to obowiązek. Dla innych no właśnie to znane ziarenko poczucia winy – w sumie to bym chętnie zeżarła lody przed netflixem, a nie jakiegoś karpia, ale oni czekają. Oni nie wiadomo jak długo pożyją. Oni potrzebują. A czego ty chcesz i potrzebujesz? Czy w tej świątecznej roszadzie potrafimy postawić na siebie i swoje potrzeby? Albo chociaż je trochę wypośrodkować?

Końcówka roku to też czas na ogarnięcie strat. A strat jest czasem dużo i bywają bolesne. Przypominamy sobie chwile z naszymi partnerami czy partnerkami i chociaż nie był to idealny czas, to no właśnie – on, ona byli. A teraz jesteśmy sami. Samotność w święta jest trudna i nie oszukujmy, że jest inaczej. Może gdyby w telewizorze było więcej reklam szczęśliwych singli kupujących sobie owe lody na wigilię, zamiast uśmiechniętych, wielopokoleniowych rodzin łatwiej byłoby nam uwierzyć, że taki model jest ok. Że możemy sami spędzać święta, czując to jako nasz wybór a nie konieczność. Nie czuć się jak odrzut na marginesie społecznym, którego nikt nie kocha albo nikt nie chciał.

To jest moment, w którym trzeba i warto być dla siebie dobrym. Bo każdy z nas coś czasem traci, każdy z nas czegoś czasem nie ma, a za największymi uśmiechami często pojawia się największy smutek.

Nie porównujcie się. Bo porównania oprócz życiowego glebowania nie doprowadzą was donikąd oprócz czarnej rozpaczy. Więcej o perspektywie straty pisałam tutaj

O albo weźmy te rachunki sumienia. Ja to w ogóle rachunków nie lubię, ani tych w knajpie ani tych na matmie nie lubiłam też, a tu końcówka roku zmusza niejako do podsumowań. Co wyszło, co nie wyszło, a co być może nigdy nie wyjdzie. I ok dla jednych to jest akcja motywacja, czyli spinam poślady, bo widocznie coś robiłam źle, może za mało czasu na to poświęciłam a może za mało chęci. Ale znowu dla niektórych to okazja do wytknięcia sobie swojej beznadziejności i lenistwa. Więc może weźmy te całe podsumowania wsadźmy sobie w dupę i odpierdolmy się od siebie, bo przełom roku to tak naprawdę tylko czas, który jest umowny. Coś jak przejście między weekendem a poniedziałkiem. I można sobie robić jakieś plany, że coś tam od poniedziałku się zaczyna, a coś od nowego roku, ale też nie dajmy się zwariować. Jeśli masz co roku w głowie „nowy rok nowa ja”, a po minięciu 356 dni dochodzisz do punkt „kurwa, wciąż jestem taka sama!,” to sobie po prostu odpuść. I żyj zamiast robić kolejne rachunki sumienia i kolejne plany. Szkoda czasu.

Wszyscy za czymś tęsknimy. Za nią. Za nim. Za sobą sprzed 10 kilo i sprzed 20 lat. Tęsknota jest na stałe wpisana w nasze życie. I ona przychodzi zdecydowanie częściej pod koniec roku. W święta przychodzi. Kiedy sobie przypominamy ich uśmiechy, być może wspólne chwile z tego roku, które już nie nadejdą. I to nam łamie serca. Głos nam łamie. Życie czasem. A już na pewno plany na najbliższy czas. Tęsknienie jest ludzkie. Ale też nie warto w nim utykać. Bo to tak jakby zostać w przeszłości i nie chcieć się przekonać, jaki film wyświetlą jutro. A tam na ciebie coś czeka. Czeka na pewno, tylko warto się odważyć.

I tu w tym punkcie chiałam wam powiedzieć, że jesteście ważni. Zachęcić do stanięcia za sobą, a nie wybierania sprostania cudzym oczekiwaniom. Zachęcić do zaopiekowania się swoim poczuciem samotności i swoimi emocjami. Zniechęcić do robienia rachunków sumienia, które czasem do niczego nie prowadzą. Jeśli święta mają być dobre, to czas być dla siebie dobrym.

Ale też w pełni rozumiem, że ktoś może nie być na coś gotowy, że ktoś może ten okres przeżywać w gniewie, rozczarowaniu i marzyć o tym, żeby już była połowa stycznia. Nie musisz świętować. Nie musisz się uśmiechać. Nie musisz kupować prezentów. I to jest ok.

Może Ci się spodobać

Subskrybuj
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze

Wykorzystujemy pliki cookies w celu prawidłowego działania strony, korzystania z narzędzi analitycznych i marketingowych oraz zapewniania funkcji społecznościowych. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Czytaj więcej

Prywatność & Polityka cookies
6
0
Kocham twoje myśli, proszę o komentarz.x