fbpx
Myśli zebrane

Prawdziwy przyjaciel mówi prawdę

22 kwietnia 2019

Jak już w temacie przyjaźni jesteśmy, to naszła mnie jeszcze jedna myśl. W sumie to nasunęło mi się to po oglądaniu Seksu w wielkim mieście (to jedyny serial, który mogę oglądać w nieskończoność i wciąż nie mogę się zdecydować, czy jestem Samanthą, bo uwielbiam seks czy Carrie, bo piszę i też miałam jedną wielką miłość, bez happy endu niestety). W każdym razie był sobie taki odcinek, gdzie Carrie przyłapuje Samanthę na robieniu laski kurierowi i niby ma to w nosie, ale potem patrzy na nią przez pryzmat swojej oceny. I zastanowiłam się przez chwilę, czy przyjaciele są po to, żeby patrzeć na nas z bezwarunkową miłością czy to właśnie jedne z nielicznych osób, które mogą nam powiedzieć prawdę, nawet jeśli pójdzie nam w pięty?

Dawno temu w innym życiu miałam przyjaciela, którego uwielbiałam. Przyjaciele są różni. Z jednymi możemy się widywać raz na rok, a każde kolejne spotkanie jest jak dokończenie gdzieś w połowie urwanej opowieści. Rozumiemy się bez słów i czas nic nie zmienia. Z nim widywałam się codziennie. Jedliśmy razem śniadania, zasypialiśmy, zdradzaliśmy sobie najskrytsze sekrety i w ogóle mieliśmy podobne podejście do życia. Niestety po kilku miesiącach takiej intensywnej relacji, musieliśmy włożyć bombę w system i nasze kłótnie były równie spektakularne, jak nasza znajomość. Ów przyjaciel obok miliona wad, jak każdy z nas, miał niestety jedną wadę, która wkurwiała mnie do granic możliwości. Lubił się dopić. Ale tak do końca, czyli po każdym powrocie z imprezy musiał sobie kupić jeszcze dwie butelki wina albo zgrzewkę piwa, żeby się porządnie przeczołgać. Ja wiedziałam, że on tak ma. On wiedział, że ja wiem. Ale przy każdym takim momencie granicznym miałam ochotę brać nogi za pas, żeby tego nie oglądać i nie słuchać po 550 razy tych samych historii. I pewnego dnia po imprezie u mnie i kilku butelkach wina, poczułam, że czas kończyć party. Wtedy on otworzył moją lodówkę i wyruszył na poszukiwanie alkoholu. Zwróciłam mu uwagę, że może starczy, bo ma dosyć i niech bierze taksówkę i śmiga do domu. Po czym rozpętała się dzika awantura, że się wtrącam, zawsze wiem lepiej, a w ogóle to gówno wiem. I nie rozmawiamy do dziś.

Mam też innego przyjaciela, który zawsze mi powtarzał – Anka, ludzie, którym będzie zależało na Twoim lubieniu i poklasku powiedzą Ci wszystko. Ludziom, którym zależy na Tobie powiedzą Ci prawdę. I mówił mi, jak jest. A nie jak powinno być, co bardzo sobie ceniłam. Potrafił za moje głupoty objechać mnie od góry do dołu. I tylko jemu zawdzięczam, że nie zdjęłam majtek przed kimś, za kogo dziś bym się wstydziła. Uratował mnie wiele razy. Wtedy, gdy potrafił racjonalnie podsumować moje wybory i nie lukrował, że jest wspaniale, jak się pakowałam w bagno. Ja też bez ogródek potrafiłam mu powiedzieć, że wkurwia mnie, że pije. I że marnuje sobie życie i stać go na więcej. Nie udawałam, że czarne jest białe. Mówiliśmy sobie jak tvn całą prawdę całą dobę. Na tym polegała nasza przyjaźń. Nie na instagramowych lajkach, dzióbkach i słodkościach. Na prawdzie i realizmie.

Z jednej strony przyjaciele są po to, żeby być obok, gdy jest źle. Patrzeć na nas jak na 8 cud świata. Ale nie bezkrytycznie. Bo kto nam powie, że wyglądamy w tej kiecce za grubo i wstrętnie, jak wszyscy będą przytakiwać? Wszak przyjaciel nie jest od prawienia nam bezrefleksyjnych komplementów. Jest po to, żeby nas ochronić. Także wtedy, gdy się gównianie ubierzemy. Albo zrobimy głupstwo. Jasne, że o wiele fajniej się słucha potakiwań, że ten głupi, tamta zła, a w ogóle nic nie jest naszą winą, tylko świat jest wyraźnie przeciwko nam. Ale dużo lepiej słucha się rad mądrych ludzi, którzy chcą dla nas dobrze. Nawet jeśli mielibyśmy przełknąć gorzką pigułkę prawdy. I rozczarować się samym sobą. I wściec, bo jakim prawem oni mogą nam mówić, co mamy robić. Co robimy źle albo dobrze.

Myślę, że to prawo daje nam kochanie ludzi, którzy kiedyś byli dla nas obcy. A teraz są bardzo bliscy. I za mówieniem gorzkich słów nie idzie ocena ani chęć dowalenia bliskiej osobie. Tylko troska. W moim poczuciu przyjaźń to nie twór, w którym mamy sobie wszyscy słodzić. To można robić ze znajomymi, których widujemy rzadko i nie mamy potrzeby zacieśniać relacji. Przyjaźń to odpowiedzialność. Nie tylko za dobrze spędzony czas, ale też za drugą osobę i za to, żeby nie wpierdalała się w życiu w tarapaty.

Ona się w nie wpieprzy dziesiątki razy. A Ty będziesz jej podawać chusteczki, lody i flaszki wina. Będziesz wisieć na telefonie i słuchać, jak bardzo popełniła błąd i jak bardzo ktoś ją zranił. Ale Ty nie jesteś po to, żeby mówić, że świat jest zły. Ani po to, żeby powiedzieć, a nie mówiłem. Jesteś po to, żeby spojrzeć z dystansu, bo jako jedyny ten dystans masz. I powiedzieć to, co myślisz. A nie to co powinieneś.

Przeczytaj również