Ktoś mi ostatnio w sekcji pytań zadał pytanie, czy to normalne się zastanawiać, czy to to. I myślę sobie, że my dziś mamy przerąbane – starsze pokolenie karmione romantycznymi filmami, a młodsze karmione idealistyczną wizją instagramowych relacji może mieć nieco spaczone pojęcie związków. Wydaje nam się, że w „prawdziwej” miłości ludzie się nie kłócą, nie mają wątpliwości i są wpatrzeni w siebie jak w obrazek. Zapominając zupełnie, że filmy romantyczne kończyły się przy ołtarzu, gdzie oszczędzają nam sprytnie prozy życia, a instagramowe związki może i prezentują wpatrzonych jak w obrazek w siebie ludzi, ale tam obrazki bardzo często się zmieniają…
Coś lepszego…
Myślę, że to jak dziś postrzegamy nie tylko siebie, ale i związki to niestety spora zasługa social mediów. Dawniej to można było co najwyżej popatrzeć na relację rodziców, babci czy koleżanki. Teraz widzimy związki z całego świata, gdzie umówmy się, rzadko mówi się o kryzysach, momentach zwątpienia czy bolesnych kompromisach. Mamy zamiast tego bukiety róż na łóżkach, zagraniczne wycieczki, romantyczne, internetowe wyznania miłości i wielkie deklaracje. I potem siedząc w fotelu z tym swoim wybrankiem czy wybranką można pomyśleć – kurde, może gdzieś na mnie czeka taka miłość! A tu trzeba prać skarpetki i jedynym romantycznym gestem jest zrobienie herbaty. I wtedy bardzo łatwo o zastanawianie się, czy to na pewno to? Czy może gdzieś tam mnie czeka „coś lepszego”…
W ogóle coś lepszego to też znak naszych czasów. To dlatego ludzie na Tinderze poszukują a nieskończoność, klikając w lewo albo uciekając po jednej randce. Mamy taką mnogość wyboru, że trudno się zatrzymać. Bo zatrzymanie oznacza decyzję. A decyzja oznacza rezygnację z tysiąca innych opcji.
Spokój to nuda!
Mylimy też intensywność z jakością. Z poczuciem bezpieczeństwa i bliskością. Znowu się zastanawiamy, czy jak jest spokojnie to to na pewno to? Jakby adrenalina i dopamina miały nam naparzać 24h do końca życia. Chemia, namiętność, obsesja na punkcie drugiej osoby to na pewno jest coś wielkiego! To musi świadczyć o wspaniałej miłości do grobowej deski, wszak Romeo i Julia umarli przez miłość! To dopiero żar. To dopiero poświęcenie! Jakby brak dramatu było dowodem na brak uczucia.
Któż z nas nie zna wątku o dwóch idealnych połówkach jabłka albo duszach sobie przeznaczonych? Wydaje nam się, że jeśli to „ta właściwa osoba” to powinniśmy rozumieć się bez słów, mieć identyczne potrzeby, nie sprawiać sobie bólu i nigdy się nie kłócić. Tymczasem to jest normalne, że czasem bliska osoba nas wkurwia! Że mamy jej dosyć, że czasem powiemy sobie o jedno słowo za dużo. Bo przecież tych, którzy są blisko i znają nas na wylot najłatwiej jest zranić. I najtrudniej przed nimi udawać…
I wtedy mogą się nam pojawiać w głowie myśli, że jak znajdziemy tę „właściwą” osobę, to wszystko stanie się proste. Nie będzie kłótni, nie będzie nudy, będziemy na siebie patrzeć i jeść truskawki aż do śmierci. Będziemy zawsze pewni. Zawsze zakochani. Zawsze zachwyceni.
Chcemy wierzyć, że gdzieś istnieje miłość bez wysiłku. To bardzo kusząca wizja. I bardzo nierealna. Bo miłość to nie ciągłe motyle w brzuchu. To poczucie, że możesz zdjąć zbroję przy drugiej osobie. To gotowość, żeby po konflikcie usiąść i znowu rozmawiać. Idealna miłość istnieje tylko na obrazkach. Ta prawdziwa ma czasem zapłakane oczy i rozmowy, które bolą. I właśnie dlatego jest prawdziwa.
