fbpx
Ona & On

Trucizna

20 listopada 2020

Z chodzeniem na terapię to tak jest, że otwierają Ci się różne szufladki w głowie w zupełnie niespodziewanych momentach. Ot idziesz sobie po bułki i nagle doznajesz olśnienia niemal krzycząc na głos acha! To tak to było/jest/działa. Dziś miałam podobnie. W sumie to mnie zainspirowała jedna z czytelniczek komentarzem pod wczorajszym tekstem. Potem zrobiłam sobie w głowie wycieczki do moich różnych sytuacji, aż w końcu doszłam do tego, że nasze związki bardzo często psują od środka nasze nierealistyczne oczekiwania.

Wszystko zaczęło się od tego tekstu na FB, gdzie wspomniałam, że jestem dumna z mojego partnera. Bo mu coś napisałam na komunikatorze z pytaniem, co on na to. A tak w ogóle to była pora, kiedy mniej więcej do siebie dzwonimy. Odpisał, że spoko i odezwie się później, bo coś się stało i jest zły. I nie chciałby, żebym dostała rykoszetem jego złości. I ja taką komunikację bardzo szanuję! Szanuję to, że on chce pobyć sam i nie wydzwaniam do niego, co się stało. A jeszcze bardziej urzekło mnie to, że potrafi powiedzieć, że chce pobyć sam i boi się, żeby się na mnie nie wyżyć. Bo wiadomo, że jak jesteśmy źli to wystarczy cokolwiek, żeby się rozładować. Nie zniknął na 3 dni nie odzywając się tak po prostu. Poinformował mnie o sytuacji. Mało tego, chce mnie chronić. Fajnie, bo dla mnie w dobrych relacjach ludzie dbają o swoje dobro. Po prostu dbają o siebie.

Pojawił się jeden z komentarzy, że fajnie mam, bo jej partner nie mówi o emocjach i uczuciach. No i tu dochodzimy do sedna sprawy. Bo myślę sobie, że większość facetów nie mówi o emocjach i uczuciach. Po prostu tacy są. Jak powiedzieli 5 lat temu, że nas kochają to jeśli się nic nie zmieniło, to dalej tak jest. Ba, nawet jeśli mówią, to pewnie nie w taki stopniu, jak byśmy chciały. Bo my byśmy chciały, żeby oni mówili o tym w taki sposób i tak często jak my!

I napisałam, że z dużym prawdopodobieństwem on od początku taki był. I to komunikował lub pokazywał. Nie zmienił się nagle. To ona liczyła, że się zmieni. To bardzo częsty błąd wielu kobiet, że patrzymy przez różowe okulary i nie chcemy słuchać. Uwielbiana przeze mnie Katarzyna Miller mówi, że faceci od początku wykładają kawę na ławę, tylko my to puszczamy mimo uszu. Raz, właśnie dlatego, że mamy klapki na oczach. Dwa, liczymy, że przy nas będzie inaczej!

Mój np. nie lubi się przytulać i średnio mu z bliskością. Owszem, jak podejdę i się przytulę, to mnie nie odpycha ani nie zepchnie z kanapy, gdy mam nagłą potrzebę. No ale sam z siebie to nie. I jak mu to czasem wypominam, to on mi wtedy na to – no ale przecież mówiłem! I doszłam do tego, że albo mogę to zaakceptować albo będę nieszczęśliwa. Bo nie mogę na siłę go zmienić. I chcieć, żeby był taki jak ja. Podobnie z rozmowami o uczuciach i emocjach. Możemy komunikować, że chciałybyśmy, aby mówił czasem, co czuje czy się otwierał przy swoich problemach. Możemy go wspierać w tym i mówić, że wiemy, że to dla niego trudne. No ale ważne dla nas. I fajnie by było, gdyby spróbował. Ale nie możemy chcieć, żeby ktoś był taki jak my chcemy, żeby był.

Bo zabiją nas nasze nierealistyczne oczekiwania.

Jak sobie to odwróciłam w drugą stronę w głowie, to pomyślałam, że mnie też byłoby trudno, gdyby mój partner chciał, żebym nagle wyłączyła w sobie emocje i przestała chcieć bliskości. Takie zmiany o 180 stopni są niemożliwe. Ale jak to też mawia pani Miller partner/partnerka nie muszą Ci dawać wszystkiego w każdym aspekcie. Jeśli będziesz tego oczekiwać, będziesz wiecznie rozczarowana. Ona miała podobny problem, bo jej mąż nie lubił z nią wychodzić na różne przyjęcia czy gale. Mogła się na niego złościć. Mogła się frustrować. Ale wybrała wychodzenie z przyjaciółmi. Bo różni ludzie powinni zaspokajać różne nasze potrzeby i ciężko jest oczekiwać, żeby jedna zaspokoiła wszystkie. I o ile z przytulaniem może być kłopot, o tyle można uzyskać też bliskość w rodzinie czy w przyjaźni.

I przypomniała mi się jedna z moich historii. Której dziś nie postrzegam jako toksyczny związek. Owszem, dla mnie trudny z wielu powodów. Ale jednym z nich było właśnie to, że nie potrafiłam się pogodzić z tym, jaki on jest! Chciałam z nim być pod warunkiem, że będzie otwarty, czuły, bliski. A on taki nie był. Ja cierpiałam. I on cierpiał, czując że nie daje mi tego, czego potrzebuję. Zabiły go moje nierealistyczne oczekiwania, chociaż dziś po latach myślę, że czuliśmy do siebie to samo. Mimo, że o tym nie mówiliśmy.

Ludzie nie zmieniają się nagle. To wy po jakimś czasie, gdy opadnie pierwsza zawierucha zauroczenia i motylków zaczynacie zauważać coś, co na początku wam nie przeszkadzało. Albo liczyliście, że pod wpływem Was i relacji to się zmieni. I teraz będzie już zupełnie inaczej.

Tylko, że nie będzie. Takim myśleniem wyrządzacie ogromną krzywdę partnerowi, bo nie wie o co chodzi. Przecież był taki sam od początku. Ale przede wszystkim sobie. Bo jesteście w kółko niezadowoleni z tego, co macie. Zamiast cieszyć się tym, a tego czego brakuje poszukać gdzie indziej. Miller w książce Daj się pokochać dziewczyno piszę tak: „Chcesz od swojego partnera 100% uwagi, miłości, zaangażowania? Nigdy tyle nie dostaniesz. Najpierw zobacz, ile on ci daje. 60? 80? O, to już dużo. Jak on ci daje 70, to weź sobie pozostałe 30 od innych i przestań jemu i sobie truć dupę.”

Zapewne znajdą się tacy, którzy powiedzą – no ale jak to?! Nie dostanę wszystkiego od partnera? To co to za związek. Ano idealny w Twojej głowie. I amerykańskich filmach. Każdy ma wady. Powinniśmy być z taką osobą, której wady wkurwiają nas najmniej.

I tego się trzymajmy! A książki Kasi polecam całym serduchem. Nie zawiodłam się jeszcze na żadnej.

Przeczytaj również