fbpx

Dla ciebie wszystko!

przez Anna Ulatowska

Od czasu do czasu gdzieś na grupach mignie mi taka wiadomość – poznałam chłopaka, on wyjeżdża albo już mieszka za granicą, kocham go na zabój, rzucam wszystko i jadę! I wtedy przypominają mi się różne moje życiowe historie szepczące w głowie o młodości i naiwności! Miłość nie jest racjonalna, ba nie powinna nawet być. Ale warto czasem na spokojnie obejrzeć sobie wszystkie za i przeciw. A nie na kolanie podejmować decyzje zmieniające całe życie.

Zrobiłam to dwa razy i wiem, że mam inklinacje do takich zachowań. Jako kobieta niedokochana, której głównym marzeniem było, żeby ktoś ją kochał, wypełnił i generalnie, żeby był, byłam w stanie poświęcić wszystko, a przede wszystkim poświęcić siebie. Mogłam rzucić pracę, znajomych, przenieść się na drugi koniec kraju, albo świata, byleby tylko być z nim. Bo przecież jak jesteśmy my, to cała reszta się ułoży. Tylko że to idealistyczne. Miłość załatwia wiele spraw w filmach i książkach, w codziennym życiu do życia potrzeba często znacznie więcej.

Moja pierwsza historia zaczyna się w młodości, gdy mój ówczesny chłopak na stażu we Francji za bardzo zbliżył się do swojej koleżanki. Tak bardzo, że nie wiedział co dalej. Za to ja wiedziałam bezbłędnie – jadę go pilnować, być obok, no bo wtedy wszystko się ułoży! Poszłam po urlop bezpłatny do szefa, kupiłam bilet na autobus i pojechałam w siną dal. Bez żadnej głębszej refleksji, co z pracą, za co będę żyła i przede wszystkim, co tam będę robić. Ostatecznie Montpellier okazało się piękne jesienią i jakoś to sobie poukładaliśmy, no ale umówmy się, to nie była najmądrzejsza decyzja.

Za drugim razem przeprowadziłam się za moim partnerem do Krakowa, on co prawda wrócił dla mnie z emigracji, no ale z pracą było krucho, więc braliśmy, co dają. A że padło na Kraków, musiałam zostawić swoją pracę, rodzinę i znajomych i być gotowa zacząć od nowa. W nowym miejscu, bez pracy i bez kogokolwiek oprócz niego obok. Żyłam nadzieją, że nareszcie po ponad roku życia na odległość będziemy razem i to wystarczy. Ale nie wystarczyło. Nowe miejsce, nowa sytuacja, a przede wszystkim my, którzy się zupełnie nie znaliśmy, to było zbyt wiele.

Zatem jeśli masz podobnie albo stoisz przed podobnym dylematem i w głowie kołacze ci się jedna myśl – jadę! Jadę za nim, dla niego, do niego…to warto też się zapytać, czy jest i gdzie jest w tym miejsce dla ciebie?

  • Przede wszystkim obejrzyj sobie, ile razy zdarzyła ci się taka sytuacja, co z niej wyszło i czy jesteś osobą skłonną do poświęceń. Kobiety w ogóle w DNA mają wpisane poświęcenie, pewnie dlatego, że dużo częściej historycznie poświęcałyśmy swoje kariery, marzenia i potrzeby na rzecz rozwoju partnera, wychowywania dzieci czy dbania o domowe ognisko. I nawet jeśli nie jesteś nauczona dbania o siebie, to tu gra toczy się o zbyt wysoką stawkę np. zostanie samej w obcym kraju, bez niczego, że warto to dogłębnie  przemyśleć.
  • Czy to jest jedyna opcja na stole? Czy ta propozycja przeprowadzki do niego wzięła się od niego? Czy też ty w swojej dobroci rzuciłaś ja wszystko dla nas poświęcę? Czy rozpatrywaliście inne możliwe scenariusze? Czy on jest osobą, która ciśnie na twoją przeprowadzkę i żadna inna możliwość nie wchodzi w grę?
  • Jak blisko jesteście ze sobą? Czy dopiero się poznaliście i na fali motylków postanowiłaś wszystko rzucić dla was i dla niego, czy też jesteście dojrzałym związkiem, który już wcześniej radził sobie z trudnymi sytuacjami i wychodził z nich zwycięsko? Jeśli to dopiero początki, nigdy nie przeżyliście żadnego kryzysu czy większej kłótni, na bank przeżyjecie go tam. I problem polega na tym, że nie znając się na tym polu, totalnie nie wiesz, jak zareagujecie. Możecie wyjść z tego sprawdzianu silniejsi, a możesz też usłyszeć to nara pa. W nowym środowisku, nowej sytuacji jest o wiele więcej punktów zapalnych. Samotność, szukanie pracy, odnajdywanie się w nowej kulturze to czynniki, które powodują, że po prostu może być wam trudniej. I warto to brać pod uwagę.
  • Czy to jest osoba, która cię wspiera? Która zachęca do rozważenia różnych scenariuszy i podrzuca różne opcje, czy też despotycznie rzuca – albo będzie tak albo wcale? Czy czujesz, że masz w niej oparcie i poczucie bezpieczeństwa? Czy daje ci stabilizację? Czy też wprowadza niepokój do związku i nigdy nie jesteś jej pewna?
  • Czy masz tam punkt zaczepienia? Dokądkolwiek się udajesz, warto mieć coś, żeby nie zaczynać od samego zera – nagraną pracę, znajomą twarz, która doda słów otuchy, gdy będzie trudno.

Wrzucam Wam jeszcze dwie podobne historie moich czytelniczek, czasem w podobieństwach można znaleźć odniesienie do swojej sytuacji.

Pierwsza przeprowadzka za nim. Pamiętam słowa jego znajomych „a co z Pauliną skoro ty się wyprowadzasz?” On powiedział z uśmiechem na twarzy „jedzie ze mną, nie ma innej opcji”. Wyjechaliśmy, nie mieliśmy w nowym miejscu znajomych, wszystko budowaliśmy razem. Po dwóch latach okazało się, że on zbudował sobie też nowy związek. Zostałam sama. Druga była wyprowadzka do niego. Przyjechał po mnie i moje rzeczy, żebym się przeprowadziła ponad 400km. On miał rodzinę i znajomych, ja znów budowałam wszystko od nowa. Niestety trafiłam na kogoś toksycznego, kto zniszczył mi w tamtym momencie życie, odebrał wszystko w tym godność. W jednym zdaniu stwierdził że „przecież po ciebie pojechałem, powinnaś mi być wdzięczna” zabrzmiało to tak jakby rzucenie wszystkiego, co zbudowałam nie miało znaczenia, a zrobił mi łaskę że po mnie przyjechał. I chyba już nigdy więcej tego nie zrobię. Bo to zazwyczaj my kobiety rzucamy wszystko dla nich. 

Nie wyprowadziłam się do Trójmiasta typowo za facetem, ponieważ akurat też szukałam tam pracy i tego chciałam, a jednocześnie poznałam jego. Ale było mi ciężko, bardzo ciężko. Zamknęłam się na niego (jak to na początku związku), a on też nie dążył do tego, żeby pomóc zdobyć mi nowych znajomych. Moja tęsknota po powrocie z domu go wkurzała, widział, że jestem nieszczęśliwa, dodatkowo w związku z nim czułam się samotna, bo on potrzebował dużo przestrzeni dla siebie. Teraz zostawił mnie po 2 latach i wróciłam do rodzinnego miasta, bo bez niego nie miałam tam po co zostawać.

Są historie, które się udają. Jasne, że są! Są historie, w których dwoje ludzi potrafi ze sobą rozmawiać o tym, co trudne i jakich emocji w związku z nową sytuacją doświadczają. Jeśli ktoś jest otwarty na drugą stronę i uważny, potrafi zrozumieć, że komuś może być trudno się odnaleźć w nowej rzeczywistości i dać mu wsparcie, którego potrzebuje. Dlatego to takie ważne, żeby się dobrze znać i żeby rozmawiać. Wszystko po to, żeby rzucając “zrobię dla ciebie wszystko” nie zostać potem z niczym…

zobacz moje książki

Może Ci się spodobać

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze

Wykorzystujemy pliki cookies w celu prawidłowego działania strony, korzystania z narzędzi analitycznych i marketingowych oraz zapewniania funkcji społecznościowych. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Czytaj więcej

Prywatność & Polityka cookies
0
Kocham twoje myśli, proszę o komentarz.x