fbpx
Myśli zebrane

Lat naszych wina

1 stycznia 2019

To był trudny rok. Pełen poszukiwania miłości. I poszukiwania siebie. Tych, którzy rok temu spędzili ze mną sylwestra dziś już nie ma obok. Siedzieliśmy w milczeniu na podłodze w kuchni, a ja malowałam paznokcie. Patrzył na mnie tymi wielkimi ślepiami, dla których wszystko było nowe. A potem wyszliśmy zapalić, spoglądając na kolorowe miasto. Wiedziałam, że nie jest gotowy. I że nigdy nie będzie.

To był rok pełen nauki o ludziach. O tym, że czasem miłość się pojawia. Ale nie zawsze oznacza happy end. O tym, że ludzie są różni. I kochają inaczej. I czasem idą w swoją stronę, a ty musisz umieć powiedzieć żegnaj i stłumić w sobie tę rozpaczliwą chęć pobiegnięcia za kimś. Żartowaliśmy, że zrobimy sobie jakąś krzywdę. Dziś chcę myśleć, że coś mu podarowałam. A on ofiarował coś mnie.

Lubiliśmy razem milczeć. I śmialiśmy się z tych samych rzeczy. To wystarczająco podpowiadało serce. To za mało krzyczał rozum. On zawsze będzie uciekał. A ja już nie chcę nikogo gonić.

To był rok zmian. Wybrałam korpo, żeby dowiedzieć się, że do korpo się nie nadaje. Że bycie trybikiem w maszynie zabija moją duszę kawałek po kawałku. Gdybym została, za kilka dni siedziałabym w samolocie do Vegas. Ale to nie było warte odruchu wymiotnego na myśl o pójściu do pracy. Dziś już nie tęsknię za korpo. Wiem jak tam jest. I wiem, że za żadne skarby nie chciałabym pracować w żadnej korporacji świata. Jestem chaosem. Takie struktury to nie dla mnie, dlatego najlepiej odnajduje się w pracy w agencji reklamowej, gdzie chaos to moja siła.

Dowiedziałam się też, że są ludzie, którzy potrafią być blisko z innych powodów niż nić sympatii. A ja odejście ludzi zawsze przeżywam najbardziej. Czasem mi piszecie, że jestem skurwiała. Cały problem polega na tym, że to nie jest tak, że ja o tym nie wiem. Albo, że zawiedli mnie wszyscy mężczyźni świata. Gatunek ludzki mnie zawodzi. Każdego dnia. Chciałabym, żeby ludzie byli dobrzy, serdeczni, współczujący i przyjaźniący się bez podtekstów, tak jak ja jestem. Niestety świat to nie Disneyland. Ale dowiedziałam się też, jacy ludzie potrafią być wspaniali. Dzięki spontanicznej akcji charytatywnej zbierania pieniędzy na pana Zenona poznałam cudowną osobę, z którą od niedawna mam przyjemność pracować. I dzięki temu mogę się ogrzewać w jej blasku każdego dnia. Dziękuję Osobo.

Pojechałam też pierwszy raz od dawien dawna na babskie wakacje. Nie z partnerem, który jedzie nurkować. Nie z potencjalnym partnerem. Sama ze sobą i moimi cudownymi przyjaciółkami, dzięki którym mogłam odkryć uroki tego niesamowitego kraju, jakim jest Albania, a podróż rozwalonym Sharanem przez górskie przełęcze zostanie w mojej pamięci na długo.

Miałam też możliwość spania na środku Wisły i robienia paru innych rzeczy, patrząc na senny Toruń. A pływanie łódką i festiwal rzeki jest jednym z moich fajniejszych doświadczeń z nim związanych, i gdyby potem nie zachował się jak totalny kutas miałabym nawet miłe wspomnienia:) Odwiedziłam też kilka razy moje ukochane morze i po raz kolejny dowiedziałam się, że nie mam szans na wzięcie w posiadanie żadnego obcego języka, bo jestem na to zbyt leniwa. Jeździłam na rowerze i hulajnodze, jadłam sernik, piłam piwo i po prostu byłam szczęśliwa.

Nauczyłam się tak mówić, żeby ludzie mnie słuchali. Dziś już wiem, jak przekazać marketingową wiedzę na szkoleniach, co mam nadzieje w najbliższym roku przyda mi się w przekazywaniu innej wiedzy Wam. Przełamałam swoją nieśmiałość i uczę o reklamie innych. Moim marzeniem na najbliższy czas jest stworzenie serii warsztatów o relacjach i seksualności. Krok ku wystąpieniom publicznym i przełamywaniu lęku to zawsze krok w dobrą stronę.

Odbyłam też jedną z najważniejszych rozmów. Z Nim. Nie wiem ile w tym, co powiedział było prawdy. A ile potrzeby puszczenia mnie wolno. To już historia. Ale dzięki Jego słowom – po tobie kochałem bardziej, przestałam się zastanawiać co by było gdyby. Dziś wiem, że gdyby już nie nastanie. A Jemu życzę cudownych lat z każdą bardziej i bardziej po mnie. To była moja największa miłość. Najważniejsza. I największa porażka. Nie umieliśmy razem żyć. I nie umielibyśmy też jutro i pojutrze. Bo ludzie się nie zmieniają. Dziękuję, że mogłam to przeżyć. I że miałeś odwagę mnie od siebie uwolnić.

I najważniejsze – wybrałam swoją drogę, bo nigdy nie jest za późno na zmiany. Psychologiem chciałam być od dawna, ale zawsze mi się wydawało, że nie ma sensu i powinnam robić to, w czym jestem dobra. Tylko, że ja oprócz reklam, jestem najlepsza w pisaniu i tłumaczeniu relacyjnej rzeczywistości innym. W związkach, emocjach, ludzkiej seksualności. Rozpoczęcie studiów było jedną z najlepszych decyzji od dawna. I chociaż to nie moja pierwsza podyplomówka, na zajęcia chodzę z ogromną przyjemnością, nawet jeśli są o 8 rano.

I wreszcie blog – moje ukochane dziecko i najlepsi czytelnicy pod słońcem. To Wy daliście mi kopa do zmian, pytając w mailach o różne życiowe porady. To Wy wspieracie mnie swoimi pięknymi komentarzami, dając satysfakcję z każdego napisanego słowa.

Wiem już też, że nie znajdę miłości na Tinderze. Za to znalazłam tam naprawdę kilka fajnych osób, z którymi do dziś mam kontakt i bardzo je lubię.

Próbowałam też zabić swój sexappeal, ścinając włosy. Swoją tarczę obronną. Swój pancerz, który przybierałam, żeby nikt nie zobaczył, jaka jestem wrażliwa. Żaląc się na każdym drinku i na każdej randce, że wszyscy chcą mnie zerżnąć, a nikt nie chce przynieść mi kwiatów i złapać mnie za rękę.

A potem dostałam kwiaty.

To był dobry rok.

Przeczytaj również