fbpx
Psyche

Kobieta po 30-tce

5 stycznia 2019

Niedawno przeczytałam wpis o 30 rzeczach, które czekają Cię po 30-tce. Tekst napisała blogerka Dear Wendy z okazji ukończenia 38 roku życia, a ponieważ mam swoje 38 urodziny jutro i z wieloma rzeczami, które napisała się nie zgadzam, postanowiłam zrobić swoją listę.

Na szczęście żyjemy w czasach, kiedy 40-tka to nowa 30-tka albo tak się pocieszam, w każdym razie w moim życiu dzieje się ostatnio tyle, że nie mam czasu na rozkminy nad każdą zmarszczką. Mało tego, myślę, że w tym pędzącym świecie jak będę umierać mogę ewentualnie żałować, że czegoś nie zrobiłam, nie przeżyłam, nie kochałam albo nie byłam kochana. Na pewno nie będę żałować, że kiedyś tam wyglądałam za mało młodo albo za mało pięknie.

  1. Jeśli moi znajomi mieszkają ulicę dalej albo 300 km dalej to w dalszym ciągu widuję ich tak często, jak mam na to ochotę. Jasne, że nie spędzamy każdego wieczoru na ławce pod blokiem, bo wolimy od tego wygodne kanapy, ale serio – czasy tak bardzo się zmieniły, że ludzie, którzy mają dzieci i więcej obowiązków domowych niż ja sama też wychodzą do ludzi albo grają w planszówki z dzieckiem na kolanach. Wszędzie potrzebny jest balans.
  2. Jak byłam na studiach, to prawie każde popołudnie spędzałam w galerii handlowej, marząc o wszystkich kosmetykach z sephory i ciuchach zary, które sobie kupię, jak już będę zarabiać. I faktycznie po 30-tce przerzuciłam się na kosmetyki ekologiczne i większość sieciówek omijam szerokim łukiem. A zakupy niemal zawsze kończę z książką albo płytą pod pachą, zamiast z nowym ciuchem, który wolę kupić z drugiej ręki.
  3. Na wesela chodzę rzadko, być może dlatego, że moi znajomi i przyjaciele w większości żyją tak jak ja i formalizowanie związku nie jest im potrzebne do szczęścia.
  4. W sobotę też wolę kanapę od szaleństwa na mieście. Ale ale szaleństwa się zdarzają! Jak mam ochotę się bawić, to wracam do domu nad ranem. I uwaga – mogę wypić więcej, niż kiedyś!
  5. Muszę też za to jednak zapłacić. Jak wstaję rano po imprezie, czyli kładę się o 6 a muszę być na 9 w pracy niestety nie wyglądam jak nieśpiąca kilka dni nastolatka, czyli świeżo i pięknie. Wyglądam jakbym się zderzyła z pociągiem, ale heloł! Kto by się tym przejmował.
  6. Jak miałam 16 lat, to miałam też tyle kompleksów, że wyrzucanie śmieci odbywało się w pełnym makijażu. Co jest zabawne, bo przecież nie ma nic fajniejszego do delikatnej urody nastolatki…być może dlatego tak się malują, że spieszno im do dorosłości. Teraz będąc nawet bardzo dorosłą najchętniej nie malowałabym się wcale.
  7. Czy mam dalej kompleksy? Mnóstwo! Ale wiem też, że życie jest za krótkie, żeby zastanawiać się, czy powinnam ubrać kieckę, na którą mam ochotę albo nałożyć czerwoną pomadkę, bo może moje zęby nie są idealne. Serio mam z tego powodu nigdy nie zaznać tego wyjątkowego uczucia bycia ubraną w czerwień i sexappeal, bo moje siekacze są trochę krzywe?! Nauczyłam się żyć z niedoskonałościami. Bo ideały są nudne. I nie istnieją.
  8. Nauczyłam się też żegnać ludzi. Bo znajomi, przyjaciele, partnerzy odchodzą. Tak jest ten świat skonstruowany i fakt, że będę każde odejście opłakiwać dniami i nocami nic nie zmieni. Na ich miejsce zawsze przychodzą nowi, mozaika nigdy nie pomieści wszystkich elementów.
  9. Umiem spędzać czas sama ze sobą. I spędzam go sporo. Kiedyś samotność była dla mnie nie do pomyślenia. Oznaczała towarzyską lub matrymonialną porażkę. Trzy lata temu miałam pracę, która wymagała ode mnie jeżdżenia po całym kraju. Dniami sama w aucie, wieczorami sama w hotelach. Najlepsza lekcja samotności.
  10. Wyzbyłam się nieśmiałości w stosunku do mężczyzn. I tak, w pewnym momencie to mnie zgubiło. Chciałam się przekonać co jest za kolejnym i kolejnym i kolejnym zakrętem.
  11. Nauczyłam się własnej cielesności i czerpania przyjemności z seksu. Eksperymentuje. Mówię o swoich potrzebach. Pokazuje jak lubię i słucham partnera. Po 30-tce a raczej po 35 roku życia seks się smakuje jak najlepsze danie. Mniej istotne jest, jak w trakcie wyglądają Twoje włosy i czy tusz Ci się nie rozmazał. Liczy się tylko to, co czujesz.
  12. Może jeszcze nie wiesz, czego chcesz. Ale już na pewno wiesz, czego nie chcesz. A to już jakiś kierunek.
  13. Mniej się boję próbować nowych rzeczy. Może dlatego, że już wiem, w przeciwieństwie do nastolatek, że nie będę żyła wiecznie. A może mam większą ciekawość świata.
  14. Umiem się przyznać do błędu. Powiedzieć, że się pomyliłam. Albo nie wiem. Nie muszę być we wszystkim najlepsza. Nie muszę znać wszystkich odpowiedzi.
  15. Przeżycia są ważniejsze od rzeczy. Zamiast nowej kurtki czy kolejnej pary butów wolę kupić bilet na koncert, iść do knajpy albo gdzieś pojechać.
  16. Jestem dla siebie dobra. A przynajmniej się staram. Nie jem codziennie na śniadanie awokado ale nie jem też na śniadanie jednego odtłuszczonego jogurtu, którym rozpieprzałam sobie przez 5 lat studiów żołądek.
  17. Zdaję sobie sprawę ze schematów, w które weszłam w dzieciństwie i które rządzą naszym dorosłym życiem i staram się nad nimi czasem zapanować.
  18. Mam plany. Zawodowe i prywatne. Pierwszy raz od 38 lat.
  19. Mam wypasioną sokowirówkę, ale od 4 lat nie umiem jej używać.
  20. Mam hulajnogę. Bo wiek to stan umysłu.

Wiem, co mam ładne i czego nigdy już nie będę miała, bo nie chcę wyglądać jak karykatura samej siebie. Wiem co lubię. I co lubią we mnie mężczyźni. Wiem co mam w głowie i jak z tego korzystać. Cały bajer polega na tym, że będąc po 30-tce najlepszym strojem i makijażem jest pewność siebie i swoich walorów. Gdybym dziś spotkała Anię sprzed 15 lat mocno bym ją przytuliła i szepnęła na ucho, że nie będzie tak źle! A Wy co byście dodali do tej listy?

Przeczytaj również