fbpx
Ona & On

Gdyby…

20 grudnia 2019

Nie wiem, czemu to przychodzi. W styczniu miną 4 lata… pierdolony błąd w matriksie, który znienacka wsadza mój mózg w pętlę czasu. Wtedy wszystko zaczyna mi się z nim kojarzyć. Każda myśl należy do niego. Każda chwila miałaby sens, gdyby był obok. A jeśli miłość jest jedna, a cała reszta to tylko fascynacje lub nieudane próby zaklejenia dziury w sercu?

Wyrzucam sobie wtedy, że nie umiałam być taką dziewczyną, jaką on chciał. Jakbym docięta do cudzych wyobrażeń dawała nam jakiekolwiek szanse. Dlaczego ten pierdolony mózg nie może zapomnieć? Tęskni za emocjami z tej relacji? Za nim? Czy może za mną z tamtego okresu? Dlaczego ludzie z tak bardzo emocjonalnych, pełnych chemii związków nie potrafią spotkać się po czasie i powiedzieć sobie, hej byłeś ważny. Dziękuję.

Dlaczego zawsze popłuczynami są smutek, tęsknota, żal, wściekłość, rozczarowanie. Na siebie? Czy na drugą stronę? W życiu nie potrafiłabym powiedzieć, że to, że nam nie wyszło jest tylko jego winą. Bo wina nie ma tu żadnego znaczenia. Przegraliśmy oboje. Spotykając się w niewłaściwym miejscu, niewłaściwym czasie a może w niewłaściwym życiu. Czasem sobie myślę, że dziś dużo bliżej mi do kobiety, którą chciał we mnie widzieć. Że różnica wieku w naszym przypadku odgrywała jednak kolosalne znaczenie. Spotkaliśmy się w momencie, w którym ja chciałam porywów serca. A on już chciał fajnie i spokojnie żyć. Podglądam go czasem i wiem, że jest szczęśliwy. Zazdroszczę, że te uśmiechy na zdjęciach nie są dla mnie. Wkurzam, że zabrakło nam cierpliwości. Wszak do kurwy nędzy miłość cierpliwa jest! Dlaczego musieliśmy mieć idealny związek natychmiast? I dlaczego żadne z nas nie mogło odpuścić. Ani jednego słowa. Ani jednego metra swojej przestrzeni. Ani jednej chwili ciszy.

Wczoraj na niego patrzyłam. Usiadłam naprzeciwko niego twarzą w twarz. Podobno każdy gdzieś ma swojego sobowtóra. Jego sobowtór zetknął się z moim oryginałem. Patrzył na mnie tymi samymi ślepiami, którymi on patrzył. Wtedy, gdy chciał mi coś powiedzieć i nie umiał. Wiedział, że to spojrzenie wystarczy. Skąd się biorą ludzie, którzy tak działają z nasza matrycą? Skąd się biorą ludzie, których obecność czujemy w naszym życiu wciąż i wciąż, mimo, że dawno ich z nami nie ma? Gdybyście mnie zapytali o inne związki czasem ciężko byłoby sobie cokolwiek przypomnieć. Z tego pamiętam każdą chwilę. Każde słowo. Każde niesłowo. Każdą kłótnię. Każdy seks. Każde kocham Cię. I każde nienawidzę…

Może to dlatego, że miał w sobie wszystko. Szorstkie, męskie dłonie. I szorstką powierzchowność. Chociaż ja jedna widziałam, jaki potrafił być miękki. Przy mnie. Dla mnie. A może to tylko złudzenie. Może połączyła nas fascynacja odmiennością. Chciał, żebym była dziewczyną ze snów. Z gór. Z namiotu. Z wędrówek. I opowieści. A wyszłam ja, dziewczyna z miasta. Z góry potrafiłam tylko patrzeć. Zamiast namiotu miałam taras. I wędrowałam na piwo. Czy to się da w ogóle połączyć?

Miał wielkie serce. I wielką odwagę, żeby chcieć ze mną próbować tyle razy. Bo ja jestem trudna. Urobiliśmy sobie w tym trudzie ręce po łokcie. Pobrudziliśmy się. Opadliśmy z sił. Za mało w tej walce było kocham, bądź ze mną, a za dużo to Twoja wina, Ty się zmień.

Patrzę na Niego. Widzę, że odnalazł swoją pasję. Mam nadzieję, że też miłość na którą zasługuje. I spokój przy niej, którego pragnął. To daje nadzieję, że dobiegając 50-tki jeszcze wszystko ma szansę się ułożyć. A zatem 10 lat…A może tak jest, że z każdą utraconą osobą i kawałkiem duszy coraz bardziej odnajdujemy siebie? Może z wiekiem liczy się tylko miłość własna i korzystanie na maksa z czasu, który nam został?

Gdybyśmy tylko potrafili wziąć głęboki wdech, zamiast nogi za pas. Może wszystko byłoby inaczej…

Przeczytaj również