fbpx
Ona & On

Między poświęceniem a byciem samolubem

13 grudnia 2019

W życiu bardzo często robimy coś, czego nie lubimy albo na co nie mamy ochoty. Chociażby większość ludzi chodzi do pracy, której nie lubi. Tak samo w związkach. Prasujemy, chociaż wolelibyśmy pooglądać serial albo jemy na obiad wątróbkę, bo on miał na nią ochotę. Bo życie to sztuka kompromisów. Tylko nie możemy mylić kompromisów z poddaństwem.

Kompromis. Poświęcenie. Pójście na ustępstwa. Wszak na tym polega związek. Skoro jesteśmy z drugą osobą, to wiadomo, że chcemy sprawiać jej przyjemność! Wyglądem. Zachowaniem. Sobą. Przecież na początku relacji też się stroimy i chcemy wypaść jak najlepiej. To dlaczego nie mielibyśmy robić tego wciąż? Wszak w związku trzeba się starać. Jest jednak spora różnica między staraniem się i robieniem tego, co i nam sprawia przyjemność, a spełnianiem cudzych oczekiwań.

Czym jest zatem poświęcenie w związku i czy warto się poświęcać? Pewnie dla każdego czymś innym i tyle ile związków, tyle pojęć i akceptacji różnych scenariuszy. Przez dwa lata wstawałam o 5 rano zrobić mojemu partnerowi śniadanie, bo wychodził do pracy. Czy to lubiłam? Nie! Kto o zdrowych zmysłach wstaje sam z siebie o piątej rano. Ale chciałam, żeby zjadł coś dobrego i miał kanapki do pracy. A przede wszystkim chciałam, żeby sam mógł dłużej pospać chociaż o te 5 minut, które musiałby poświęcić na zrobienie śniadania. Robiłam tak nie dlatego, że mi kazał. Oczekiwał. Czy ze strachu, że odejdzie. Był dla mnie ważny i w ten sposób to okazywałam. I takich przykładów jest mnóstwo zarówno w moim życiu, jak i każdego z Was. Czym innym jest jednak poświęcenie z takich pobudek, a czym innym lęk o to, że ktoś nas zostawi czy zmienianie się na czyjąś modłę.

Bo jaką macie gwarancję, kiedy partner poprosi Was o ścięcie włosów czy zrobienie sobie biustu, że następną rzeczą nie będzie np. BDSM, na który niekoniecznie macie ochotę? Czy taka granica poświecenia też jest ok, bo partner to lubi i chcemy mu sprawić przyjemność? A gdzie w tym wszystkim jesteśmy my sami i fakt, czy to nam jednak sprawia frajdę czy nie? Byłam związana z kimś, kto lubi ostry seks. Bardzo ostry. A ja niekoniecznie chciałam dostawać w trakcie w twarz albo mieć tyłek zbity pasem. A jednak zgadzałam się na to, bo chciałam, żeby jemu było przyjemnie. W tym wszystkim zapomniałam o tym, co lubię ja sama. Bałam się, że jak nie spełnię jego oczekiwań i pragnień, to zrealizuje je gdzie indziej. Czy na strachu powinna być budowana relacja?

Granica kompromisu w związku jest cienka. Tak samo jak granica zmian, które możemy poczynić dla drugiej osoby. Napisałam, że w zdrowym związku obie strony się rozwijają. Stymulują. Mogą chcieć wyglądać dla partnera lepiej, lepiej się odżywiać, być bardziej wysportowani, poszukać sobie pasji. Ale nie mogą chcieć dlatego, że partner tego chce. Czasem stajemy okoniem i nie zgadzamy się na coś dla zasady, więc dobrym rozwiązaniem może być stosowany przez jedną ze znajomych par pomysł próbowania i potem podejmowania decyzji. Ale o ile można spróbować, czy nam się podoba na niemieckim, o tyle ciężko zobaczyć, czy nam się spodoba z dużymi cyckami, bo co się okaże gdy jednak nie? Pójście na kompromisy czy chęć zmiany nie powinna być ingerencją, której skutki mogą być długofalowe lub nieodwracalne. Myślę, że w zdrowym związku kompromisy czy poświęcenia nie rodzą żadnych negatywnych skutków, jednak w związkach toksycznych mogą być sposobem na zdobycie władzy nad partnerem i wykorzystania jego słabości.

Byłam już w świecie wytykania mi, że jestem nie taka, jak ktoś sobie wymarzył. Ubierałam się na sportowo, bo on tak chciał. Wytykał mi, że mam grubą dupę i krzywe zęby. W konsekwencji schudłam, ale zrobiłam to dla niego. Nie dla siebie. I nie, nie byłam mu wdzięczna za motywacyjnego kopa w dupę. Motywacyjny kop może być wtedy, gdy powiesz drugiej stronie – ej zależy mi na Tobie, zadbaj o siebie, bo chcę Cię mieć na długo. Nie pal, nie pij, ogranicz jedzenie kotletów czy co tam. Ale jeśli powiesz drugiej osobie, bądź chuda, bo ja tak chcę. Bądź inna, bo ja tak chcę. Bo potrzebuję ideału, a Tobie do niego daleko. To pytanie, co ta osoba z Tobą robi. Dlaczego marnuje czas na ulepszanie Ciebie, zamiast szukać ideału?

Małe zmiany pod cudze zapotrzebowanie rodzą kolejne i kolejne. To trochę jak z psem, który subtelnie przesuwa granice swojego świata, kładąc najpierw jedną łapę na łóżko i sprawdzając czy wolno. A jak nie ma reakcji to dwie, żeby potem z radością zalec na poduszce. Tak samo przesuwając granice partnerowi któregoś dnia możecie się obudzić i nie poznać siebie. Nie mówiąc o zajechanym poczuciu własnej wartości i nieustannym zastanawianiu się, dlaczego ktoś z nami jest, sugerując nam jednocześnie, że powinniśmy być kimś innym. Do tego wszystkiego mam wrażenie, że jak ktoś do ideału dąży albo ma go w swojej głowie, to nie ważne czy zrobisz cycki, obetniesz włosy, założysz fikuśną kieckę czy zapiszesz się na boks. On i tak ten ideał znajdzie. A Ty zostaniesz bez niego. I bez siebie też.

Tak jak jedna ze znajomych, która robiła wszystko pod dyktando drugiej strony. No bo przecież kocha. A jak kocha, to on ma prawo oczekiwać, a ona ma powinność spełniania tych oczekiwań. Do tego stopnia, że większość swojej kasy przeznaczała na jego pasję. Aż on jej pewnego dnia wyznał, że jest nudna i nie ma swojej własnej, więc odchodzi pa. I została z niczym, bez pieniędzy, które przeznaczyła na niego. I zainteresowań, bo cały czas poświęcała na pracę, żeby mieć pieniądze. A teraz musi zbudować siebie od nowa, chociaż po kilkunastu latach życia w takim świecie zapewne nie będzie jej łatwo.

Nie jest samolubem ten, kto dba o siebie i swoje potrzeby. Kto dba o własne bezpieczeństwo i komfort w relacji. Kto się nie poświęca, bo tak wypada. Kompromis w relacjach może dotyczyć podejścia do wielu spraw. Ale nigdy podejścia do rzeczy, które ingerują w autonomię drugiego człowieka. Pamiętajcie, że najlepsze zmiany dzieją się niepostrzeżenie. Nie na cudze życzenie.

Przeczytaj również