fbpx
Ona & On

Budowanie związku zacznij od siebie

28 lipca 2020

Tobie to łatwo powiedzieć. Prosto napisać, trudniej zrobić. Związki mi nie wychodzą, więc lepsza jest samotność. Ludzie są beznadziejni. On jest toksyczny, ta relacja jest dla mnie zła. No ale ja go tak kocham. To tylko część komentarzy i wiadomości, które się pojawiają. I  to normalne, bo ile ludzi, tyle problemów. Ale mam czasem poczucie, że spora część tych, którzy tak piszą nie chce żadnych rozwiązań. I nie chce spróbować zmiany. Wolą nieść swój krzyż w imię nie wiadomo czego. Albo co gorsza boją się stanąć twarzą w twarz z samym sobą.

Staram się ludziom nie radzić. Ja mogę spojrzeć na sytuację z boku. Mogę coś podpowiedzieć, ale nigdy nie mówię musisz to i to, bo Twoje życie jest beznadziejne. Weź się w garść. I oczywiście w przypadku toksycznych relacji zachęcam do pracy nad sobą i/lub pracy z terapeutą. I wiecie co? Przez ponad 8 lat blogowania na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które podziękowały i napisały, kurde może masz rację. Może zmiany trzeba zacząć od siebie?

Mam wrażenie, że pewien typ ludzi rozkoszuje się tym swoim cierpieniem. Oczekuje pogłaskania po głowie. Powiedzenia, że oni są wspaniali, a partner bardzo be. Ale ja zawsze podkreślam, że znam tylko jedną część opowieści. Waszą. Czasem mam wrażenie, że ludzie nie chcą nic zmienić. Chcą sobie tylko ponarzekać. Albo chcą współczucia. Albo oczekują, że dostaną ode mnie gotową receptę. To też powód, dlaczego ludzie szybko rezygnują z terapii. Albo są rozczarowani. Bo terapeuta im na pierwszym albo drugim spotkaniu nie powiedział co mają robić! No a niestety wszystko co wartościowe w życiu jest procesem. I do wniosków na terapii czy podczas pracy nad sobą musicie dojść Wy sami. Trzeba pogadać ze sobą i wiecie co? To jest czasem kurewsko bolesne! Wczoraj np. wyznałam mojej terapeutce, że może wcale nie jestem taka fajna, jak mi się zawsze wydawało. Bo uruchomiły mi się w głowie pewne procesy, które pozwoliły mi spojrzeć na siebie z bocznej kamery. I doszłam do wniosku, że bywałam okropna dla swojej rodziny. No i najokropniejsza byłam dla siebie. Wymagająca. Oceniająca. Chcąca mieć wokół siebie ludzi idealnych. I sama chciałam taka być.

Zdarzało mi się utyskiwać nad losem. O ja biedna, ciągle tylko ci źli toksyczni faceci, którzy albo chcą kasy albo moich majtek. Albo mojej uwagi i troski. I że nie mogę trafić na nikogo normalnego. Aż w końcu doszłam do wniosku, że to nie przypadek. To nie może tak być, że przez x związków powielam ten sam schemat! I postanowiłam, że muszę się temu przyjrzeć. I pracę zacząć od siebie. To wtedy zacznę dokonywać innych wyborów i trafiać na innych ludzi. Takich, którzy mnie kochają, szanują i są dla mnie dobrzy. Takich, którzy nie przeglądają się w moich oczach. Ani lusterkach mojego samochodu.

Ten proces wciąż trwa. Jak każdy mam lepsze i gorsze dni. Ale najważniejsze jest to, że idę do przodu. Że dziś czuję się na tyle silna, że miałabym odwagę pokazać toksykowi drzwi. A nie szukać winy w sobie. I starać bardziej.

Kobiety (tak mężczyźni też, ale o tym jest w innym tekście) w ogóle mają trudno. Normy kulturowo-społeczno-religijne powodują, że one pół życia czekają na faceta, bo dopiero wtedy będą kompletne. Wychowuje się nas nie na pewne siebie, otwarte kobiety. Wychowuje się nas do związków! I potem nie ważne, jaki ten facet jest, mierny, bierny ale jest.  Gdy go nie ma możemy mieć przyjaciół, pasje, sukcesy zawodowe, ale i tak czujemy się smutne, samotne i niekochane. Nie kochamy siebie same z siebie. Dopiero gdy ktoś nas kocha, czujemy się coś warte.

Dlatego zawsze będę powtarzać, że związek się buduje od siebie. Że tylko będąc kompletnym, szczęśliwym, spełnionym człowiekiem nie będziemy szukać kogoś, kto nam to da. Albo sprawi, że tak się będziemy czuć. I co ważne, skoro będziemy to mieć w sobie, gdy ta osoba zniknie, nie poczujemy się puści. Trzeba szukać swoich pasji, rozwijać się, umieć samemu spędzać ze sobą czas. Tylko wtedy nie będziemy oczekiwać, że ten nasz partner ma być wszystkim w jednym. Naszym kochankiem, partnerem życiowym, rozrywką, przyjaciółką i co tam jeszcze. Stąd tyle sytuacji, gdy jedna albo druga strona chce wyjść ze znajomymi, na mecz, na piwo, na plotki cokolwiek, a my się obruszamy! Ale jak to, dałam Ci całą siebie, masz moją miłość, mój czas, a ty chcesz sobie jeszcze gdzieś wychodzić? Ano tak to. To, że z kimś jesteśmy nie znaczy, że się zlewamy w jedno. Gdy mój partner wychodzi mówię mu baw się dobrze. I tego samego oczekuję od niego. To, że jesteśmy razem nie znaczy, że jesteśmy jednym organizmem.

Robimy też sobie krzywdę idealizowaniem prawdziwej miłości. Żyjąc mitem miłości romantycznej. Że jak już nam się przytrafi, to wtedy wszystko będzie wspaniale. A potem dostajemy obuchem, bo nie jest. Ten mechanizm zwalnia nas także z pracy. I brania odpowiedzialności za swoje czyny i swoje wybory! Gdy nam nie idzie, potrafimy sobie powiedzieć, że no trudno widocznie to nie była prawdziwa miłość. Bo jak już spotkamy tę prawdziwą, to się nie będziemy kłócić i ze spokojem będziemy spędzać ze sobą 24h na dobę.

W zdrowej relacji partner jest dopełnieniem. Fajnie, gdy się pojawia, bo świat staje się jeszcze piękniejszy. Ale nie jest mi potrzebny do życia jak tlen. Inni powiedzieliby właśnie w tym momencie, że to nie jest prawdziwa miłość😊 Bo w tej prawdziwej nie możecie żyć i zasypiać bez siebie. Ja powiem, że to miłość zdrowa. W tych prawdziwych już byłam. I omal nie umarłam ze smutku i zgryzoty. On nie jest mi potrzebny do życia. Bo wszystko czego potrzebuję mam w sobie. Ale każdego dnia sobie myślę, że fajnie że jest.

Kochać siebie to też akceptować. Ludzie mający przestrzeń dla swoich pasji i rozwoju łatwiej potrafią zaakceptować to, że ktoś podjął inną decyzję i nie chce już z nimi być. Nie zamieniają się w zgorzkniałych, smutnych, plujących jadem ludzi, którzy nastawiają dzieci i cały świat przeciw byłemu partnerowi. Ciężko jest pogodzić się z krzywdą, gdy ktoś nas zdradził albo przestał kochać, ale jeszcze ciężej żyć w poczuciu krzywdy do końca swoich dni.

Zganianie wszystkiego na los i innych jest bardzo łatwe i pojemne. Stanięcie ze sobą i swoimi demonami oko w oko wymaga czasu, odwagi i pracy. Ale to nie jest syzyfowa praca. To naprawdę procentuje. I jeśli chcecie mieć lepsze relacje z innymi i oczywiście z samym sobą, warto na to poświęcić każdą minutę. Tak naprawdę miłość jest całkiem prosta, gdy zaczyna się od zdrowego kochania siebie. Nagle wszystkie klocki się układają. Ma się odwagę stawiać granice, kończyć toksyczne relacje. Ma się odwagę do zmian. Nie myśl nad tym, co możesz zrobić, żeby spotkać swoją miłość. Pomyśl nad tym, co możesz zrobić, żeby być bardziej pewnym siebie człowiekiem. Otwartym. Ciekawym. Wtedy miłość sama przyjdzie. Jakoś tak jest, że wszyscy chcemy się wiązać z fajnymi ludźmi. A czasem zapominamy zastanowić się nad tym, czy sami jesteśmy fajni.

I tej fajności Wam życzę!

Przeczytaj również