fbpx
Myśli zebrane

A Ty kiedy?

15 czerwca 2020

Ludzie mają taką dziwną przypadłość interesowania się mocniej życiem innych ludzi, niż swoim własnym. Jesteśmy narodem hipokrytów. Niby nas ten seks nie interesuje, bo na ten przykład niech ci wstrętni nieheteronormatywni nie afiszują się ze swoją orientacją i seksualnością. Z drugiej nie mamy problemu, żeby zaglądać ludziom do łóżek i poruszać tematy niezwykle intymne. I to co dla Skandynawów byłoby zupełnie normalne do dyskusji jak np. ludzka seksualność właśnie, rozmowa o niej nigdy nie odbyłaby się przy naszym niedzielnym obiedzie. Bardzo chętnie pytamy jednak o to kiedy dzieci czy ślub, zapominając że prywatne życie innych ludzi ma to do siebie, że jest prywatne. I nic nam do tego.

Zauważyliście w ogóle, że te pytania nie dotyczą np. kwestii podróży czy tematów związanych z zakupem domu. Nie pytamy przecież ludzi, którzy mieszkają w bloku – ej no kiedy się wybudujecie? Już czas! Bo potrafimy zrozumieć, że do podróżowania czy wymarzonego domu z ogródkiem potrzebne są jednak spore fundusze. Ale bez problemu pytamy o to, kiedy dzieci. Heloł! Dzieci to największa inwestycja! Ja rozumiem, że Seba z Karyną mogą myśleć, że wygrali w totka, bo jak zrobią 5 bombelków, to im państwo zapłaci. Ale ludzie, którzy planują rozmnażanie, wiedzą że to ogromny wydatek finansowy, a nie sposób na łatwy zarobek. I chcą po prostu, żeby temu dziecku niczego nie zabrakło. I nie, miłością się nie naje. I nie, jak bóg dał dziecko to da na dziecko. Ludzie, którzy dziecko planują myślą nie tylko o tym, czy będzie miało co jeść. I ewentualnie jakie spodenki ubrać. Myślą o jego edukacji. O przyszłości. Ale przede wszystkim myślą o tym, czy będzie szczęśliwe.

Dlatego to pytanie jest na szczycie moich pytań, które ludzie zadają, a nie powinni. Bo może ktoś nie chce mieć dzieci. A może nie może. A może jeszcze nie czas. A może to nie Wasza sprawa. Dzieci zawsze rodzą najwięcej emocji. Jak ich nie ma, a para jest już ze sobą całkiem długo część społeczeństwa mam wrażenie odczuwa pewnego rodzaju niepokój. Ale jak to, tak bez dziecka? To się nie godzi! Jesteście jacyś dziwni. Egoistyczni. Chcecie sobie w tym samozadowoleniu spać do południa i karmić koty/psy/siebie – niepotrzebne skreślić. Jak się pojawia pierwsze, od razu zaczyna nieśmiało kiełkować pytanie, kiedy drugie. Bo wiadomo, że mała różnica wieku najlepsza. Po co czekać! A kiedy chłopiec? Przecież najfajniej mieć parkę. Ja wiem, że żyjemy w takich czasach, gdzie wszystko jest na sprzedaż, a brzuchami celebrytek żyje cały kraj. Może to dlatego? U wszystkich blogerek, które obserwuję i są w długich relacjach pytanie o dziecko pojawia się najczęściej. Serio tak bardzo pragniecie to wiedzieć? Ten niepokój, że ktoś może chcieć inaczej zdaje się burzyć normatywny i poukładany świat tych, którzy nie wyszli spomiędzy starannie ułożonych linii. Bo jak to inaczej? Ale po co? Oprócz bycia hipokrytami mamy cholernie wąskie horyzonty, w których nie mieści się nic innego, oprócz tego, co robi większość. W swoich małych rozumkach nie mających nic wspólnego z tolerancją nie potrafimy zrozumieć, że na świecie jest 7 miliardów ludzi. I tyle samo pomysłów na życie. Bez dzieci również.

Kolejnym z pytań jest oczywiście pytanie o zamążpójście. O huczne wesele. O legalizację, bo jak to tak na kocią łapę. Przecież to się nie godzi. I nie, nie są to tylko pytania 90-letniej babci. Im można jeszcze wiele z racji wieku wybaczyć, chociaż ja mojej prosto z mostu mówię, co o tym wszystkim sądzę. Życie w cieniu rodzinnych oczekiwań nie jest łatwe. Ba, znam historie małżeństw, które przysięgały tylko dlatego, że rodzina tego chciała. Rozumiecie?! Jak okropnie smutne musi być robienie czegoś wbrew sobie tylko dlatego, że ktoś inny tego oczekuje? Tak w ogóle to mam wrażenie, że to pytanie jest jednak częściej kierowane do kobiet. Tak jakby brak ślubu z automatu przyklejał im na czole łatkę starej panny, której nikt nie chce. Co z tego, że ma chłopaka. Ale nikt nie chce się jej oświadczyć! Facetów jakoś się nie pyta o to, kiedy kupią pierścionek i padną na kolana.

Nie wolno nam też być samemu. Pytanie a Ty kiedy sobie kogoś znajdziesz zdecydowanie pada najczęściej. Tak, jakby ludzie bez pary byli jakimś odrzutem społeczeństwa. Wszak to nienormalne i niemoralne chcieć być samemu! Trzeba mieć jakiś defekt. Mnie to pytanie babcia zadała chyba jak miałam z 12 lat. Kiedy sobie znajdę chłopaka, bo to już czas najwyższy na wszelkie sympatie i antypatie. I pamiętam moje zawstydzenie, że jeszcze go nie mam. Czy to znaczy, że jestem nie taka? I może tak z tym cholernym piętnem i zawstydzeniem idę przez życie, chcąc nadrobić stracony czas. Udowodnić, że zasługuję na to, żeby ktoś mnie kochał. I chciał ze mną być. Ze smutkiem przeczytałam odpowiedzi dziewczyn, że zarzuca się im, że za bardzo wybrzydzają. Tak samo, jak odpowiedź, że niepotrzebnie ktoś się rozwiódł, bo facet nie pił i nie bił. To pokazuje, że jedynym wymaganiem większości jest, żeby był! Nie ważne, czy jesteśmy szczęśliwe, czy czujemy się kochane, nie ważne, że chcemy żeby nasz facet miał podobne do nas wartości czy co tam sobie wyznaczyłyśmy. Ma być. To jest jedyna wartość, która nas dookreśla. Bez niego jesteśmy niepełne.

Lubimy też ludziom zaglądać do portfela. Zdarzały mi się sytuacje, gdy ktoś prosto z mostu zapytał, ile zarabiam. Czy komentował, co sobie kupuję. I nie, nie jest to dla mnie temat tabu. Jednak zarobki innych ludzi mnie nie interesują. Ani na co swoją kasę wydają. Pewnie, że zamiast swojej Skody wolałabym mieć najnowszego Range Rovera. Inni przecież mają! Ale w tym wszystkim są tylko dwa wyjścia. Albo mogę zakasać rękawy i więcej pracować, żeby go sobie kupić. Albo może mnie zalewać żółć zazdrości, że innym to wszystko jakoś tak łatwiej przychodzi. Jasne, że jedni dostali od hojnego męża czy rodziców. Inni szybko zarobili nie wiadomo czym. Może na maseczkach. Ale serio jedyne na co mamy wpływ to stan naszego własnego konta. Nie kogoś innego. I co mnie to obchodzi, czy ktoś ma na nim miliony czy debet.

Do tych wszystkich pytań ostatnio dołączyło jeszcze kolejne. Może nie takie wypowiadane wprost. Może się tylko w oczach czai. Albo w tej krytycznej zmarszczonej brwi. W tym fit amoku. Dyktacie wąskich talii, monstrualnie dużych tyłków, sześciopaków trzy miesiące po porodzie. Musimy być szczupli. Wysportowani. Wybiegani. Powoli nieśmiało zaczynamy pytać, kiedy ktoś zacznie ćwiczyć albo wystartuje w pierwszym maratonie. Kiedy przejdzie na wege. A to wszystko ma być dla naszego zdrowia, nie cudzego. I dla naszej przyjemności z upoconego ciała. Tu nie ma chodzić o psucie swoim nieperfekcyjnym wyglądem czyjejś perfekcyjnej wizji świata. I w sumie nieważne jak wyglądamy. Ważne, czy się wpisujemy w czyjeś wyobrażenie. To wyobrażenie to w sam raz. Nie możemy być ani za grubi. Ani za chudzi. Bo to niezdrowe. Bo na pewno anoreksja. Bo ktoś się katuje sałatą, a mógłby przecież wpieprzać golonki. Tyle pierdolimy o body positive, a tak naprawdę ciało to pierwsza rzecz, którą możemy komuś wytknąć. Zawsze znajdzie się coś, co nam się nie spodoba. Pisała o tym ostatnio Janina Daily, że jak była gruba to było źle, a jak schudła to też jest nie najlepiej. Nie wpisuje się w te matryce i wsamrazy, które mamy w głowach. Grubi zawsze będą za grubi bo wiadomo, że trzeba być chudym. Chudzi będą mieli za małe tyłki, za wąskie biodra, za mało krągłości. Przekaz, który jest nam sprzedawany w kolorowych gazetach i reklamach powoduje jakieś zaburzenia w głowach i lawinę kompleksów. Powinniśmy stawiać na różnorodność, tymczasem stawiamy na różne przytyki, żeby samemu poczuć się lepiej. A tak naprawdę jedynym kryterium powinno być to jak ktoś się czuje ze swoim ciałem i czy jest zdrowy.

Jednym z moich ulubionych stwierdzeń na pytanie a ty kiedy jest a ja bym tak nie mogła. I słusznie. Bo jesteś kimś innym. Żyjesz wg swoich własnych norm. To, że ty tak nie możesz nie znaczy, że ja nie mogę. To, że ty tak widzisz świat, nie znaczy, że ja mam go widzieć tak samo.

Kiedy dzieci? Kiedy ślub? Kiedy schudniesz? Kiedy sobie kogoś znajdziesz?

A Wy kiedy przestaniecie pytać?

Przeczytaj również