fbpx
Lifestyle

W bloku na każdym kroku żyją ściany i sąsiadka zza firany

31 października 2016

Nie zna życia, kto nie mieszkał w bloku. I to nie takim bloku-lofcie z lądowiskiem dla helikoptera i osobną windą dla kotów. W bloku z wielkiej płyty, gdzie kobiety nie mogły mieć kochanków, bo na balkonach mieściły się tylko stopy. Gdzie zimą dzieciaki spędzają czas na klatce i grają w karty, a latem całe osiedle bawi się w podchody. Gdzie sąsiad lepiej wie od ciebie, czy twoja żona miała orgazm i ile zarabiasz. Mieszkałam w takim bloku.

Każdy blok to specyficzny mikroklimat, ekosystem, gdzie znał się każdy z każdym, od zawsze. Teraz już tak nie ma. Teraz dzieciaki siedzą przed ekranami, zamiast malować kredą rzeczywistość na chodnikach. Teraz dorośli udają, że się nie znają, bo im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz. Ja nie mam pojęcia, kto mieszka za ścianą. Wtedy wszyscy wiedzieli o wszystkich wszystko.

Na parterze stary hrabia bez majątku już, za to z psem. Pies zwał się WiN. Nie od wygrywania. To była Wolność i Niepodległość. Stary hrabia na starość wylądował w bloku, bez guwernantek, pałaców, ze starą białą syrenką, którą co sobotę malował w swojej białej furażerce olejną farbą i szkolnym pędzelkiem. Hrabia, któremu z hrabiowskich nawyków zostały jedynie polowania, nawet po 80-tce. Nic to, że wzrok nie ten, że zabić można kumpla, niekoniecznie sarnę. Zawsze się znalazł jednak taki myśliwy, który zawołał Panie Hrabio prawo prawo! Bach! Sarna leży podłożona, żeby hrabia miał z czym wrócić do domu. I wracał hrabia z sarną w syrence i WiN-em przy boku w białej furażerce. Stary, poczciwy hrabia.

Potem my czyli ja. Wyłam jak żadne inne dziecko w bloku. Zwłaszcza wtedy, gdy mama postanawiała umyć mi włosy, co było nie lada problemem. Bo ja włosy miałam do pasa. Jej mama z kolei, a moja babcia jak się wkurzyła na moją mamę, to dawała jej 5 zł na fryzjera i kazała obcinać na zapałkę. Moje włosy do pasa to był odwet. Na babci i na wszystkich krótkich włosach tego świata. Ale że nie ma nic za darmo, to ja lubię wszystko, co się wiąże z długimi włosami, oprócz mycia, czesania i wszelkich zabiegów pielęgnacyjnych. Więc miałam te włosy do pasa i na golasa uciekam mamie przed całą wodą tego świata klatką schodową, raz w górę, raz w dół. I tak co dzień.

Naprzeciwko sąsiadka żywcem wycięta z Żon ze Stepford. Ma włosy ułożone nawet jak śpi. W idealny kok. W jej szafie dniami tygodnia i kolorami wiszą posegregowane ołówkowe spódnice, szpilki leżą równo w rzędach, a w palta poupychane są kulki na mole. Po domu nie chodzi w dresie. W jej świecie nie ma dresów. Jej zbroją jest elegancki fartuszek do pończoch i bieliźnianej halki, która się skrywa pod ołówkiem. Sąsiadka ma do kompletu męża z neseserem. Neseser jest synonimem obrotnego biznesmena tak jak teczka Tymińskiego. Niby spójne, a jednak coś nie gra. Zupełnie jakby byli karykaturami samych siebie, Przerysowani na wskroś.

Nad nami sąsiad buc z synem idiotą. Sąsiad, który zaczynał remont minutę po 22, a na uprzejme pytania, czy może przestać wiercić, odpowiadał, że przestanie jak skończy. Dziką przyjemność sprawiały mi kąpiele po północy, gdy po latach wróciłam na stare blokowe śmieci. Jeszcze dzikszą po uwagach żony buca, że moja woda za bardzo hałasuje w rurach. Czasem kąpałam się 5 razy pod rząd.

Potem moja najlepsza przyjaciółka z podstawówki. Do końca podstawówki, gdy pewnego pięknego lata wybrała spędzanie czasu z nowymi przyjaciółmi, imprezując do upadłego. To była jej ostatnia impreza i ostatnie lato. Niedługo potem została mamą. Piękna Marlena niczym włoska Malena wodziła facetów na pokuszenie. Teraz ma trójkę dzieci i 2 rozwody za sobą. Będąc dzieckiem z kluczem na szyi, spędzałam u nich większość czasu. . Jej mama nie pracowała, być może dlatego tak ich lubiłam. Bo było ich dużo, zawsze było głośno, a ja jeszcze wtedy byłam jedynaczką. Było ich tak dużo, że latem Marlena spała na balkonie. Czasem spał pies, bo to tak jak z kozą w tym kawale. Pies już nie mógł zaszkodzić, więc wzięli największego jaki był. Wzięli też ciotkę ze wsi, która już sama ze sobą nie bardzo, więc oni jej wikt i opierunek, ona im rentę. Czasem przypominali sobie o ciotce koło 22. Że od rana siedzi w kościele i zapomnieli ją zabrać. Więc najmłodsze pociechy szły w noc, szły z misją, a pytane jak przechodziły przez drogę zawsze odpowiadały, że szybko. Marlena, w której bracie jak z obrazka się podkochiwałam, której mama robiła ser smażony na patelni wielkiej jak koło od wozu i która co niedziela oglądała Kaszpirowskiego z nadzieją, że wyprostuje jej plecy.

Teraz nie ma już blokowego życia. Jest fejsbuk, gdzie niby też każdy wszystko o wszystkich, ale jak ktoś sam obwieści, że zdradził żonę, a nie dowiesz się tego od sąsiada, to jednak nie to samo.

Przeczytaj również