fbpx
Ona & On

Wspólne mieszkanie czyli egzamin z jajecznicy na śniadanie

7 września 2016

Przychodzi taki dzień w życiu każdej pary, na który czekają z utęsknieniem. I nie, nie jest to kredyt na dziesięcioletni samochód ani jej orgazm. Ani nawet rozstanie, no chyba, że nie mogą na siebie patrzeć i dla obojga będzie wybawieniem. To TEN dzień. Moment od kiedy jego widelce i twoje noże staną się waszymi sztućcami, a przed drzwiami do waszego gniazdka wspólnie położycie wycieraczkę łelkome. Tak to przynajmniej wygląda w amerykańskich filmach.

Kiedy opadną pierwsze emocje związane z zauroczeniem, miłością czy seksem na balkonie nadchodzi czas planów. Chyba, że macie po piętnaście lat, to można co najwyżej zaplanować wspólny wypad do kina. Ale na ogół dorośli ludzie potrzebują kroku naprzód. I o ile seks przed ślubem jest tu ważny, bo oboje będziecie wiedzieć, czy podołacie czy ty po kilku miesiącach będziesz się musiała puścić z sąsiadem, a on zaopatrzyć w kolekcję porno, o tyle wspólne mieszkanie wykłada w ciągu kilku tygodni wszystkie karty na stół. I już wiadomo, kto miał pokera, a kto tylko blefował.

Randki są fajne. Po kilku godzinach znikamy do swojego świata owiani tajemnicą, co sprawia, że druga strona chce w mgnieniu oka więcej, mocniej i bardziej. Bo ona tak piękna, mądra i pachnąca. A on taki szarmancki, interesujący i dowcipny. Potem czasem on zostanie na noc, czasem ty spędzisz u niego weekend, ale oboje wciąż możecie po momentach testowania sprzętu wrócić do swoich dresów, kompleksów i dłubania w nosie.

Ale żyjecie tą wspólną chwilą. Ta wizja przyszłości, gdy już będziecie razem 24 godziny na dobę połączeni rachunkiem za prąd, a seks będziecie uprawiać w każdym miejscu mieszkania i w każdej pozycji, nawet na parapecie. Magia całego mechanizmu polega na tym, że człowiek musi do czegoś dążyć, jak już to ma, niekoniecznie całość go satysfakcjonuje. A już na pewno wspólne mieszkanie obdarte jest z tego co mamy w związku najcenniejszego – tajemnicy. Bo teraz już nie musisz się domyślać, co on robi rano szykując się do pracy i jak długo myśli o tobie, już wiesz, że po wstaniu z łóżka drapie się po dupie, zostawia jezioro w łazience, a tubkę od pasty kładzie po lewej, chociaż pięć razy mówiłaś mu, że wolisz po prawej. On już też wie, że ta słodka, kobieca istota, która zwróciła jego uwagę chrapie, kiecki po przekroczeniu progu zamienia na powyciągane legginsy, a przed okresem sama zamienia się w potwora. Tak wiem, stereotypy. Samo życie. Wyczekany moment, kiedy mieliście dzielić się prozą życia i robić kanapki, zamienia się w szarą rzeczywistość. Gdzie po okresie, kiedy jak wam się wydawało, byliście jedną z tych wyjątkowych, fajnych par zamieniacie się we wszystkie inne pary. Kiedy jego boli brzuch i okupuje 12 godzin łazienkę, a ty masz okres i cieknie ci po nogach. Kiedy on wraca i woła co na obiad, a ty masz wkurwa i wołasz – to co sobie zrobisz. Kiedy on chce grać w grę, a ty chcesz gry wstępnej.

Miałam jedna koleżankę na studiach. Bardzo ją lubiłam. W liceum. Gdy była jeszcze koleżanką. A nie fleją ze wspólnego mieszkania, na którą nie mogłam patrzeć po tygodniu. Drażniło mnie wszystko, o czym wcześniej nie miałam zielonego pojęcia na czele z chrapaniem, które powodowało, że zasypiałam nad ranem. Stare przysłowie mówi, że nie poznasz kogoś, dopóki nie zjesz z nim beczki soli. Moje mówi – zamieszkaj z nim, to po 3 dniach się dowiesz, czy chcesz z nim spędzić kolejne 3 czy go w beczce soli zakopać.

Przeczytaj również