fbpx
Ona & On

Wielbicielki kanap i maratonów

20 lutego 2018

Oglądam Seks w wielkim mieście. Jeden z nielicznych seriali, który mogłabym oglądać w kółko. I tak, wiem że jest milion superprodukcji Netflixa i w sumie mogłabym spędzić życie na oglądaniu RÓŻNYCH seriali, ale ja czasem bywam monogamiczna i wolę ten jeden. Poza tym mam odwieczny dylemat, czy z racji pisania jestem Carrie, czy z racji zamiłowania do dymania jednak Samanthą.

W każdym razie obserwując poczynania bohaterek na randkowej mapie Manhattanu zawsze rzuca mi się w oczy super babska przyjaźń, której nigdy w takiej formie nie udało mi się uskutecznić i fakt, że chyba, pomijając jej chudą dupę, jestem Carrie, bo w większości mam te same przygody co ona. A no i nie lubię szpilek. Ale nie o tym. Bo patrząc na jej perypetie z Mr. Bigiem i historię z uroczym Aidanem zawsze zastanawiam się, jak to do cholery jest, że pewne kobiety zamiast wybierać uroczych facetów, którzy nosiliby je na rękach, szanowali, robili kąpiel z bąbelkami i kupowali kwiatki wybierają niedostępnych kolesi, którzy z zasady mają je w dupie?

I gdy tak obserwuję moją ukochaną lesbijkę, która ma jeszcze jakieś kilkanaście związków przed sobą zanim dobije do mojego pułapu, to myślę, że pewien typ ludzi po prostu lubi gonić. Ona jakiś czas temu szalała za kobietą, która miała ją gdzieś. A gdy dziś ta sama dziewczyna pisze do niej i dzwoni, to magia już po prostu nie działa. Kotek zdechł. Skończyło się pożądanie i niedostępność, więc przestało być interesujące.

To na milion procent ma coś wspólnego ze schematami, o których pisałam. Ale zostawmy na chwilę schematy. Większość ludzi szuka bezpieczeństwa i tego, żeby ktoś był dla nich dobry. Dlatego przy pierwszej nadarzającej się okazji na spełnienie oczekiwań po prostu zaklepują daną osobę i umierają ze szczęścia. Ale nie my! My chcemy mieć bezpieczeństwo, kogoś, kto będzie za nami szalał, ale jednocześnie dreszczyk emocji powodujący, że ta iskra nigdy nie zgaśnie. Nudzimy się w ciepłych związkach z obiadem na 16 i wieczornym siedzeniem w kapciach.

Carrie wybierała tak samo. Z Aidanem było perfekcyjnie, więc bojąc się, że coś się spierdoli, że będzie nudno i że perfekcja na dłuższą metę nie ma racji bytu zwiała. Za to Mr. Big, który może i ją kochał na swój własny, emocjonalnie porąbany sposób był jej największą miłością.

Dlaczego tak jest, że część kobiet musi się starać? A jak stara się ktoś dla nich to odbieramy to jako słabość? Faceta, który jest dla nas czuły, dobry i na każde zawołanie uważamy za przyjacielskiego fajtłapę, a tego, który nas trzyma na dystans postrzegamy jako supersamca z testosteronem? Czy to nie przypadkiem atawizm i chęć przedłużenia gatunku każą nam wybierać podświadomie silniejsze geny, mocniejszy zarost i zarysowane szczęki? Bo nawet jeśli nasze dzieci miałyby lepiej z panem opiekuńczym i obiadem na stole, to gdyby przyszło stado lwów to pan supermęski zasłoniłby je własną piersią? Albo uciekł. Chociaż biologia każe nam myśleć inaczej?

Moja największa historia z niedostępnym facetem trwała prawie 5 lat. 5 lat gonienia, emocji, które sprawiały, że czułam, że żyję i umieram jednocześnie. 5 lat nerwów, płaczu, niezrozumienia, co robię źle. Aż doszłam do momentu, że nic. On taki jest. Najpierw mnie odtrąca, potem za mną biegnie. Pół biedy, kiedy jedna strona w związku lubi gonić, a druga po prostu jest niedostępna. Jeśli jednak obie strony zamieniają się rolami, Bieg Rzeźnika to przy tym pestka. Można się zagonić i znienawidzić.

W filmie Mr. Big w końcu wyznaje jej miłość i żyją razem długo i szczęśliwie. Ale to tylko film. W życiu trzeba czasem wybrać. Albo jego. Albo siebie. Można też mienić schemat, ale to długotrwała i żmudna robota. Chociaż podobno to jak z paleniem papierosów. Wystarczy odpowiednio długo nie sięgnąć po niego, kiedy tak bardzo się chce…

Przeczytaj również