fbpx
Ona & On

O byciu macochą czyli jak żyć, kiedy dostajesz dzieci w pakiecie

10 grudnia 2017

Nie nadaje się na macochę. Na bycie matką. Ani na posiadanie świnek morskich pod opieką. W ogóle to odradzam wiązanie się z panami, którzy mają potomstwo. Niby miłość nie wybiera, ale w sytuacji rodziny patchworkowej bardzo często będziesz musiała wybierać. Zastanów się, czy jesteś na to gotowa.

Zostałam postawiona przed faktem dokonanym. W sytuacji, kiedy ktoś w wielkiej tajemnicy i z zawstydzeniem wyjawia mi, że jest tatą. Bo jeśli angażujesz się w kogoś, kto ma dziecko, to musisz wiedzieć, że dopóki będziecie razem, ty też będziesz to dziecko miała, a na pewno ponosiła skutki jego posiadania.

Nie zrozumcie mnie źle, kiedy trzeba potrafię być najlepszym człowiekiem pod słońcem i macochą też. Taką, którą dzieciaki uwielbiają i rzucają jej się na szyje po dłuższym okresie niewidzenia. Z tym, że ja nie chcę mieć dzieci. Ani swoich ani cudzych.
I to tak naprawdę jest żaden wybór, bo już wybrałaś, związałaś się z kimś, zaangażowałaś. I teraz albo możesz go zostawić, bo ma dzieci (tak, wyjdziesz na bezduszną sukę) albo robić dobrą minę do złej gry.

Nie chciałam ich poznawać. Nie do czasu, aż będziemy pewni, że to coś więcej i coś na dłużej. Mimo całego mojego popieprzenia uważam, że dzieci nie powinny być biernym uczestnikiem bujnego życia uczuciowego swoich rodziców. Czego bardzo mądrym przykładem jest była już kobieta mojego kumpla, której córki nie poznał przez ponad rok. Ja nie dostałam wyboru. Po prostu któregoś dnia weszłam do jego domu, a one tam były. One tam były i na początku nazywały mnie imieniem jego byłej… Za dużo ich było. Za dużo szumu w ich młodocianych głowach. I nawet jeśli dziecko mówi – tato, chcę, żebyś był szczęśliwy i rozumiem, dlaczego ciągle szukasz. To mimo wszystko nie może być uczestnikiem tego szukania, po prostu nie.
Nie może też mówić do mnie mamo, bo nigdy ich mamą nie będę. Mają swoją. Tym bardziej było dla mnie dziwne to, że zdarzały się takie sytuacje krótko po tym, jak mnie poznały. To tylko pokazuje, jak bardzo dzieci, mimo próby zachowania całego statusu quo, potrzebują rodziny albo jej namiastki. I jak bardzo w sytuacji, w której czują się bezpiecznie i dobrze, potrafiły ją sobie stworzyć.

Ale dzieci to nie tylko spacery i fajne spędzanie czasu. To problemy, które do tej pory były mi obce. Problemy, które wpływają na niego i jego zachowanie i siłą rzeczy na moje też. To stawianie dziecka na pierwszym miejscu, zawsze. To wybory, których musisz dokonywać, choć może wcale nie chcesz. Tak jestem egoistką. Dlatego chciałabym większość czasu spędzać z kimś, kto jest mi bliski. Bez udziału osób trzecich. Tak, chciałabym się przytulać bez zazdrosnych spojrzeń dzieci i wpychania się między nas wtedy, kiedy chcemy być sami. Bez przyklejania sztucznych uśmiechów, bo dzieci nie powinny widzieć, że coś między nami nie tak. To zachwieje już i tak ich ledwo działające poczucie bezpieczeństwa. To momenty, w których ja postąpiłabym inaczej. Bo nawet jeśli nie mam dzieci, to wiem jak chciałabym się do nich zwracać i jak je traktować. A nie bardzo się mogę wpieprzać, bo to nie moje dzieci i ktoś je wychowuje już przez x lat po swojemu.

Na szczęście i tak nie miałam najgorzej. Są relacje, w których kobiety borykają się z niechęcią dzieci swoich partnerów i mimo iż stają na rzęsach, potomstwo nie chce ich zaakceptować. Jego dzieci polubiły mnie od razu, pewnie dlatego, że starałam się być dla nich kumpelą, a nie drugą mamą i w pewnych sytuacjach traktowałam je lepiej niż ich własny ojciec.

Co nie zmienia faktu, że bycie macochą nie jest łatwe. Zwłaszcza dla kogoś, kto nie chce mieć dzieci.

Przeczytaj również