fbpx
Ona & On

Friends with benefits czyli cała prawda o pieprzeniu, przyjaźni i braku uczuć

29 lipca 2014

Zastanawiam się nad ideą friends with benefits, którą sama od pewnego czasu uskuteczniam i jawi mi się niemal jako związek idealny. Bo przecież nie możemy nikomu przed ołtarzem przysięgać, że nasza miłość będzie wieczna albo chociaż po grób. Jego bądź nasz. Ale, no właśnie – tego, że się nie zaangażujemy też przecież nikomu nie możemy obiecać.

Wyobraź sobie, że gdzieś we wszechświecie są ludzie podobni do ciebie. Tacy, którzy potrzebują seksu, gadania i bliskości, ale niekoniecznie potrzebują być komuś wpisani do dowodu z całym przekleństwem tego świata, zdradami, impotencją i debetem na koncie. I gdzieś tam w połowie drogi zdarzy wam się spotkać w kolejce po mięso albo durexy na stacji. Jeśli zaiskrzy, macie szansę dać sobie kilka orgazmów i zaprzyjaźnić się na wieki wieków. I co potem?

Jeśli facet idzie do dziwki, tuż po myje się, zakłada majtki i wychodzi. Nie woła w drzwiach, że zadzwoni. Nie opowiada jej o swoich problemach, a ona przy każdym kiepskim dniu nie ma ochoty wybrać jego numeru, żeby mu opowiedzieć, kogo by chętnie zabiła i dlaczego. Nie pisze do niego – co słychac misiaczku. Kiedy kobieta szuka w nocnym klubie przygodnego seksu, tuż po orgazmie chce zapomnieć i najchętniej wystawiłaby go za drzwi jeszcze przed myciem i fazą ubierania majtek.

Ale kiedy facet z kobietą umawiają się na seks, nigdy na seksie się nie kończy. Bo tam, gdzie kończy się seks, często zaczyna się przyjaźń. Najpierw gdzieś przed zdejmowaniem a zakładaniem majtek zaczynacie rozmawiać. Bo jak już ustaliliśmy ciężko jest po dzikim seksie tak po prostu zamknąć drzwi. Potem, co gorsza, zaczynacie ze sobą spędzać czas. Telefony, wspólne posiłki, śmianie się  tych samych rzeczy. I ani się obejrzysz, oczyma wyobraźni widzisz was za 50 lat na bujanych fotelach albo urządzających wyścigi o laskach. No tak, ale przecież się umawialiście!

Friends with benefits ma wszystkie cechy związku. Bez dodawania do tego ideologii i etykietek. I może jeszcze bez oczekiwań. Bo jak oczekiwać czegokolwiek od kogokolwiek, jak przecież formalnie nie jesteście razem. To relacja dla ludzi wygodnych i egoistycznych , bo bardzo łatwo odwrócić się na pięcie i odejść, rzucając przez ramię, niczego ci nie obiecywałam. I faktycznie, niczego obiecać nie można. Tego, że któraś ze stron się nie zaangażuje też nie. Tak jak zdrada jest na ogół początkiem końca w „normalnych” związkach, tak tu miłość początkiem końca bywa. Bo jeśli druga strona nie kocha, to się do tego nie zmusi i będzie czuła się rozczarowana takim obrotem sprawy. No jak to, miał być tylko seks, a ty mi z jakimiś romansidłami wyjeżdżasz!  A ty mnie kochasz, tylko jeszcze o tym nie wiesz!

I tak sobie można trwać w pięknej iluzji przez następne kilka lat. Pytanie, czy „zwyczajne” związki też nie są iluzją. Tylko co innego sobie obiecujemy. W tych drugich nie, że kochać będziemy i że na zawsze. Tylko, że się nie zakochamy…

You Might Also Like