fbpx
Kultura

I tak po prostu nie!

11 grudnia 2021
foto: HBO max

Kocham ten serial. Widziałam go jakieś 30 razy i zawsze gdy mam kiepski nastrój oglądam go z takim samym zaciekawieniem, z zapartym tchem śledząc znane przecież historie. Gdy dowiedziałam się o kontynuacji Seksu w wielkim mieście byłam ciekawa, co wymyślą. Bo same bohaterki się przecież zestarzały. Ułożyły sobie życie. Ba, my widzowie się zestarzeliśmy. W życiu nie myślałam jednak, że całą fabułę oprą o starzenie się.

Jest mi smutno. Wiecie to jest tak, jak się czeka na gwiazdkę i prezenty, odwija piękne papiery a w środku zamiast kremików z sephory barchanowe majty. Jestem zawiedziona, bo musiałam skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością. A bohaterowie, którzy ze mną żyli od lat w głowie scenarzystów poszli w zupełnie innym kierunku.

Zacznijmy od Samanthy. Ja rozumiem, że dziewczyny mogły się pokłócić. Rozumiem, że Kim nie chce już grać w serialu. Ale wyjaśnienie dlaczego jej bohaterki nie ma w filmie jest chyba jedną z większych jego głupot. Ponieważ dziewczyny przeżywały poważniejsze dramaty. I w życiu pierdoła taka jak to, że Samantha nie jest już managerką Carrie by ich nie poróżniło. A już na pewno nie tak, żeby się do siebie nie odzywały latami. To zakrawa na zachowania na poziomie 15 latek. Rozumiem, że trzeba to było widzowi w jakiś sposób wyjaśnić. Ale raz – za dużo tego wyjaśniania, bo mam wrażenie że co kawałek w filmie się pojawia tekst a gdzie Samanta, gdzie Samanta, jakby widzowie co najmniej byli debilami. No chyba, że chcą ukarać tym biedną Kim. Albo biorą pod uwagę, że serial jest tak zły, że widzowie mogą go przewijać. I dlatego nie będą wiedzieć, o co kaman. Więc trzeba przypominać na każdym kroku.

No to teraz ze spokojem możemy przejść do clue programu, czyli śmierci Biga. Pogłoski o jego uśmierceniu chodziły już przy produkcji trzeciej części filmu, a teraz chyba pomysł przeniesiono do serialu. I kumam fakt, że żeby się coś działo oprócz Steva, który nosi aparat, Mirandy, która pije i Samanthy, której nie ma, Carrie musi chodzić na randki. Inaczej to nie miałoby sensu i do końca ugrzęźlibyśmy w geriatrycznym klimacie. Ale nosz kurwa. To jest tak złe. Ta śmierć, tulenie umierającego pod prysznicem zamiast wezwania karetki i wszystko to, co się stało potem, że zahacza o absurd. I ja rozumiem, że ktoś może być w szoku po. Ale serio gdy umiera miłość twojego życia, to chyba przydałoby się odrobinę więcej dramatyzmu, bo mam wrażenie, że Carrie bardziej płakałaby po butach. Ba, bardziej płakała jak Big się wycofał przed ślubem. No chyba, że nie dotarło do niej, że już nigdy go nie będzie. I tu jestem ciekawa, jak poprowadzą historię dalej. Bo jeśli za 2 odcinki wyślą ją na randkę, to dziękuję bardzo wysiadam z tej opowieści.

I wreszcie motyw przewodni. A motywem przewodnim moi drodzy w nowej odsłonie serialu nie jest na razie ani miłość. Ani związki. Ani stroje. Ani nawet Nowy Jork. Motywem przewodnim jest tadaaam starość. No tak, bohaterki się postarzały. Nie da się tego nie zauważyć. Przecież wszyscy się starzejemy. Ale podkreślanie tego na każdym kroku to robienie z widzów idiotów. Mało tego, mam wrażenie że scenarzyści wcale nie znają postaci, które wymyślili. albo to jakiś twist, którego ja nie pojmuję. Bo ani Samantha by się tak nie zachowała, ani Miranda, która zawsze mówiła to co myśli, była przebojowa i otwarta nie zbabciałaby tak bardzo, żeby robić z siebie idiotkę przed panią profesor prawa. I tak przynajmniej 5 razy. No nie. No po prostu nie. A do tego Carrie, która jako pierwsza pisała o seksie w wielkim mieście wstydzi się opowiadać o masturbacji na antenie. Ludzie się zmieniają z wiekiem. To oczywiste. Ale nie w totalnie innych ludzi.

Mam wrażenie, że zamiast historii pełnej werwy po prostu ciut starszych babek, które mają swoje problemy i swoje przygody dostajemy dramaty w najgorszym stylu. A do tego kiepskie aktorstwo. Same bohaterki grają trochę tak, jakby nie wierzyły, że to robią naprawdę. Nie wszystko warto robić dla pieniędzy. I nie wszystko w ogóle warto robić. Zabijanie kultowego serialu to trochę tak jakby powiedzieć teraz wszystkim, że św. Mikołaj nie istnieje. Nie zabierajcie nam tej iluzji, że one się fajnie zestarzeją, że życie po 50 może być super. I że nie wchodzi się od razu z trybu sexy laski w tryb babci, która na niczym się nie zna, nic nie wie a do tego popija.

foto: HBO max

Może Ci się spodobać

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
0
Kocham twoje myśli, proszę o komentarz.x
()
x