fbpx
Lifestyle

Porzygaj się i zostań gwiazdą czyli nasza twarz należy do wszystkich

1 grudnia 2013

Teraz to się już nawet anonimowo nawalić nie można. Kiedyś opowieści o tym, kto i jak się porzygał, na czyim weselu albo stypie i kto wylądował w cyckach cioci Halinki krążyły co najwyżej przy wigilijnym stole przy ogólnej uciesze gawiedzi. Dziś wyjdziesz na miasto zalać pałę, a rano jesteś gwiazdą Internetów.

Andrzejki stały się nowym Sylwestrem. W czasach naszych mam i babć lało się wosk i wróżyło przez dziurkę od klucza, czy do naszej dziurki zajrzy brodaty Marian i ile dzieci nam zrobi. Dziś dziurki wkroczyły na salony, a w Andrzejki bawić się trzeba, bo kto się nie bawi ten lama. Zatem całe tabuny wsi i miast ruszają do centrów. Co bogatsi wybierają klub, co biedniejsi wódkę pod żabką. Ale wódka wypita na rynku smakuje jednak inaczej niż na prowincji, można pooddychać blichtrem i otrzeć się o brokat.

Przed imprezą zawsze jest fajnie. Wystrojone panny w szpilkach i kusych kieckach, panowie jak z viva najpiękniejsi, wszyscy zmierzają w stronę rynku jak ćmy do światła. To nic, że wszędzie kolejki na dwie godziny stania, nagroda będzie wielka, a fota na fejsie z podpisem andrzejkowy melanżyk niejednemu zawróci w głowie. Kilka godzin później już jest mniej zabawnie. Na ulicach pełnych potłuczonych butelek i straconego dziewictwa na swoich obcasach niczym na szczudłach kroczą już niezbyt dostojnie naebane panny z rozmazanym makijażem, zastanawiając się na głos, dlaczego on jej nie chciał. Naebani panowie są już mniej uroczy. Ostatkami sił usiłują zachować pion i resztkę godności, wykręcając butelki z ostatnich kropel wódki i rozumu. Idą, kroczą dumnie, w rękach dzierżąc kebaba i walcząc z grawitacją.

Wracamy do domu. Miało być Poznań Shore, wyszło trochę geriatrycznie, bo zamiast klubu wybraliśmy planszówkę w piżamach, cóż nasz wiek ma swoje prawa. Za to pan po drugiej stronie chodnika wieczór miał zacny. Idzie prosto, trochę klucząc, a trochę leżąc. Naciera nieustannie, a widać, że drogę do domu zna i konsekwentnie do niego zmierza, bo cele przecież trzeba starać się osiągnąć, nieważne w jaki czasie. Mało tego, pan je. A przynajmniej usiłuje, bo razem z nim je połowa ulicy. Dopóki jego droga była prosta i czysta jak łza, zadanie było niełatwe, ale nie niewykonalne. Nagle tuż przed nim wyrasta jak spod ziemi kłócąca się para. A on naciera dalej. Wchodzi na panią, wytrąca jej telefon z ręki, który z głośnym trzask pękanego serca ląduje na chodniku. Pani z automatu serwuje panu pięknego plaskacza, a on niewzruszony oddala się w sobie tylko znanym kierunku. Nagle następuje zwrot akcji. Pani podnosi telefon, już się nie kłócą, połączył ich pijak i jułtub. Włączają kamerę i podążają szlakiem andrzejkowego upadku. Pan się nieudolnie zasłania, widać, że nie ma parcia na szkło i jednak ścianka na pudelku mu się nie marzy. A oni niewzruszeni idą za nim dalej, a ubaw ich zacny, zupełnie jakby się nigdy w życiu nie porzygali publicznie.

Dziś nawet nie będąc celebrytą, nie jesteś anonimowy, a twoja twarz nie należy do ciebie. Marks by się ucieszył, bo nareszcie wszystko należy do wszystkich i przepiękna idea socjalizmu się spełniła. Wychodzisz po mleko będąc przeciętnym Romanem w koszulce z napisem Bitch, którą upolowałeś w lumpie, a wracasz przy vivatującym tłumie jako gwiazda memów. Taka sytuacja.

Przeczytaj również