fbpx
Ona & On

Poszukiwacze ideałów

19 sierpnia 2018

Wiecie, co nas gubi? Na zawsze. To, że naoglądaliśmy się bajek disneya, filmów romantycznych i wydaje nam się, że jak już spotkamy tę właściwą, właściwą osobę to już wszystko będzie dobrze! Bez żadnego wysiłku. Nie będzie. Idealistyczne związki funkcjonują w głowach nastolatków, którym się wydaje, że mogą się żywić pocałunkami, umrzeć z miłości i być razem na wieki, bo żadne problemy już ich nie spotkają, skoro mają siebie. 40-latkowie mają świadomość, że o wiele łatwiej jest jednak umrzeć niż zbudować fajny związek.

My już wiemy, że na zawsze nie istnieje. My, ludzie poranieni. Ludzie po przejściach. Z przeszłością bogatą jak tomy Gry o tron i bez wiary w przyszłość. Po rozpadach małżeństw. Po zagubieniu miłości życia. Po zagubieniu siebie.

Już wiemy, że nie ma nic na zawsze i nawet matka Ziemia pewnie już całkiem niedługo rozpieprzy się w drobny mak. Jak nasze serce rozpadało wielokrotnie. Kredyt, dziecko, przysięga małżeńska a tym bardziej słowa, które są tylko słowami nikomu i nigdzie nie zagwarantują, że będziesz kochany na wieki. I będziesz kochał. Nie można żadną mocą zapanować nad tym, co ktoś czuje. Lub nie. To romantyczna iluzja. Historie wypracowywane na potrzeby filmów, książek i tekstów rodem z życia na gorąco. Czasem miłość się kończy, ale zostaje fajny związek oparty na przyjaźni, szacunku, przywiązaniu. Dużo częściej kończy się wszystko. A może są jednostki, które nie mogą kochać i być kochane?

Czasem nie chcemy wierzyć, że to nasza wina. Że daliśmy dupy po całości. Coś przegapiliśmy. Tak łatwo jest o niepowodzenia obwiniać drugą stronę, tak trudno czasem znaleźć złe rzeczy u siebie. I chcieć nad nimi pracować. Tak łatwo myśleć, że się kochamy i wszystko będzie dobrze. Zapominając, że sama miłość nie wystarczy. Że to dopiero początek. Podwalina do zbudowania czegoś trwałego.

Jesteśmy tak rozgoryczeni i zblazowani, że wydaje nam się, że albo trafi nas grom z jasnego nieba i wszystko pójdzie jak po maśle albo klops. Niestety 40-latkom gromy się nie zdarzają. Nasze naleciałości i historie powodują, że łatwiej zauważamy wady. I zasadzamy za te wady kopa w dupę. Nie chce nam się. Jesteśmy leniwi i niecierpliwi. Chcemy mieć ideał natychmiast. Kochać miłością młodzieńczą, naiwną i pełną wiary.
Tylko, że to już się nigdy nie przydarzy…

Chcemy kupić drugą stronę samochodem, pasją, łóżkowymi sztuczkami zapominając, że świat to nie sklep i nawet jeśli ktoś dokonał wyboru, bo masz szybką furę, fajnego kutasa albo wspinasz się na Everest to jednak praca i tak Cię nie ominie.

Praca nad sobą. I nad związkiem. Nad tym, że ktoś wchodzi do Twojego poukładanego albo rozpieprzonego świata. Ze swoim światem. Całym majdanem spraw, historii, złamanym kiedyś sercem. Swoją pasją. Pracą. Charakterem. Z roku na rok coraz trudniejszym. I chce i potrzebuje miejsca w Twoim życiu. Ale nie wystarczy postawić kubków na wspólnej szafce. Im jesteśmy starsi, tym więcej odkrywamy w sobie naleciałości z dzieciństwa. I z poprzednich związków. Tym więcej sytuacji, które uruchamiają w nas konkretne lęki. Tym bardziej uparci jesteśmy. Bezkompromisowi. Walczymy o swoje racje, supremację i terytorium, które odgrodziliśmy sobie w latach samotności.

Rozpaczliwie pragniemy je zachować, mając jednocześnie wszystkie najlepsze rzeczy, które może dać nam związek, miłość lub obecność drugiego człowieka. Tylko, że to myślenie małego dziecka. Że jak mam ciastko i je zjem, a potem się spektakularnie popłaczę, to mama da mi drugie. W dorosłym życiu nie można mieć wszystkiego. Trzeba ciągle wybierać.

Dlatego tak wielu 40-latków jest samych. Albo skacze z kwiatka na kwiatek. Woli wybrać siebie, niż oddać kawałek autonomii w zamian za to, za czym tęskni i zdycha samotnymi nocami.

Przeczytaj również