fbpx
Lifestyle

Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy czyli grubasy, wszędzie grubasy…

22 sierpnia 2015

Mentalnie już zawsze będę grubasem, tą małą okrągłą dziewczynką, której babcia dawała 3 śniadanka i cieszyła się, że tak pięknie wcinam. Tą nastolatką, która chciała być szczupła i piękna, jednocześnie nie dając nic z siebie i z niczego nie rezygnując, więc wymyśliła rzyganie, żeby zachować całą pulę. Tą dorosłą kobietą, która przez całe życie walczyła z wagą, wypróbowując przeróżne diety, z takim samym skutkiem. Tak, w głowie zawsze będę mieć fałdki i poobcierane uda. I dobrze, to mi pozwoli zapamiętać, jak długą drogę przeszłam i dokąd nie chcę wracać.

W 3 msc schudłam 15 kg. Bez większych wyrzeczeń, jedyny trud polegał na tym, żeby jeść regularnie co 3 h. I zdrowo. Często dlatego, żeby organizm nie magazynował, a spalał wszystko co dostanie. Do tego trochę intensywniej zaczęłam biegać, dodałam kilka ćwiczeń i oto jestem. Nowa ja. Nie tylko nowe ciało, ale i nowa głowa. Spokojniejsza, pewniejsza siebie, taka, której się chce. Po prostu chce mi się żyć!

Nikt mi nie wmówi, że grubasy to szczęśliwi ludzie. To ludzie sfrustrowani, nie lubiący siebie i całej reszty. To ludzie wiecznie narzekający, że życie jest trudne, a inni to w ogóle mają lepiej i łatwiej. Nie, nie mają. Wszystko, co chcesz i możesz osiągnąć jest do cholery w twojej głowie! Mnie się też czasem nie chce wieczorem zakładać butów do biegania i zapieprzać. Ale wiem, że robię to dla siebie. Że cieszy nie tylko każdy gram mniej i lepiej wyrzeźbiony mięsień, cieszy przede wszystkim zdrowsze ciało.

W Polsce mamy epidemię otyłości. Od kilku msc jeżdżę po kraju, odwiedzam miejscowości wypoczynkowe i jestem przerażona. Tak przerażona, bo to nie jest kilka kg nadwagi, wszędzie dosłownie wszędzie, widzę grubych rodziców, spasione dzieci i tłuste cielska. Nikt mi nie powie, że na wyjeździe, że podczas wakacji nie można jeść zdrowo, sama tak się żywię. Jeśli ryba, to nie frytki, jeśli nie ma obok knajpy, gdzie można zjeść obiad, to przecież można zjeść sałatkę, biały ser albo owoc ze sklepu. Jeśli picie, to tylko woda. To wy sami decydujecie, czy będziecie wpieprzać wielkie gofry, a bita śmietana będzie wam ciekła po grubych paluchach, czy zjecie brzoskwinię.

Dziś jestem w Sławie, ładnym miasteczku nad ładnym jeziorem z brzydkimi ludźmi. Średnio co minutę na ulicy pojawia się wieloryb z wielorybiątkiem, w siatach targając słodkie napoje, ciacha, frytki, chipsy i inne cudowności światowych koncernów spożywczych. Sama ze 3 razy podchodziłam do budki z lodami (tak, czasem też we mnie drzemią demony, zdrowe odżywianie to wyrobienie wielu nawyków i styl życia, nie chwilowy kaprys). I odchodziłam. Efekty wizualne na ulicy skutecznie mnie zniechęciły do tej wątpliwej chwili przyjemności.

Nie rozumiecie, że tu nie chodzi o figurę modelki ani nawet o estetykę własnego ciała? Tu chodzi o to, czy w wieku 30 lat wy albo wasze dzieci nie dostaniecie zawału ani innego wylewu krwi do mózgu. Na własne życzenie.

Świata i tak jest przeludniony. Koncerny spożywcze mają w dupie, czy fundują wam przedwczesną śmierć z nadmiaru cukru, tłuszczu i ogólnego syfu. Ale wam do cholery nie powinno być wszystko jedno, to wasze życie. Drugiego nie będzie.

Przeczytaj również