Eros

Ach Ci źli chłopcy!

16 stycznia 2020

Fascynuje mnie popyt na Greya i Massimo. Serio. Na podstawie popularności obu dzieł wśród pań dochodzę do wniosku, że Polki są notorycznie niedopchnięte. Albo nie potrafią mówić o swoich potrzebach. Skoro czytanie książek o dymaniu, w których ludzie po prostu uprawiają seks, może trochę bardziej niekonwencjonalnie niż zazwyczaj, jest rewolucją seksualną, jak bardzo nudny seks mamy?

Pierwszą książkę o seksie przeczytałam mając jakieś 11 lat. I nie było to ostre porno, tylko ilustrowana encyklopedia seksu dla dzieci. Ludzie w moim wieku pewnie pamiętają to cudo, które pokazywało cielesność i seksualność dzieciakom w różnych przedziałach wiekowych. Ja sama je sobie zakupiłam w księgarni za kieszonkowe. Miałam to szczęście, że w domu książek o seksie, w tym żelaznych pozycji Lwa-Starowicza było sporo i mogłam sobie po nie do woli sięgać. Chociaż o seksie się w domu nigdy nie rozmawiało. Nie zaczytywałam się jednak z wypiekami na twarzy w kochanku Lady Chaterlley, ale bardziej w poradnikach, żeby wiedzieć co i jak. Wychodząc z założenia, że jak na coś będę miała ochotę, to to po prostu wprowadzę w życie, zamiast o tym fantazjować. Chociaż w sumie to nie do końca, bo seks grupowy jeszcze przede mną.

Z tego co obserwuję i czytam w necie, panie po przeczytaniu książki i obejrzeniu zwiastuna filmu nareszcie zaczynają inicjować seks. Co samo w sobie jest wspaniałe, bo wszystko co pozwala nam się otworzyć czy rozwinąć jest dobre, ale serio, żeby się otworzyć potrzebna była książka o pierdoleniu bad boya z eteryczną nimfą?

Ja wiem, że to pokłosie braku edukacji seksualnej i w ogóle wpajania części z nas, że seks jest zły, a jak kobieta go inicjuje to wiadomo, że puszczalska. I tego, że o seksie się nie mówi, tylko się robi. A tu już prosta droga do braku przez wiele lat orgazmu, bo facet nie potrafi trafić na łechtaczkę, no a ona mu przecież nie powie. Albo chciałaby na ostro, a on myśli że woli delikatne muskanie. I tu dochodzimy do odwiecznego domyśl się i myślenia tak, mówiąc nie. Czyli generalnie klops, bo ani facet nie zostaje królem sypialni ani kobieta nie czuje się dobrze sponiewierana. Dlatego w ramach mojej własnej małej rewolucji seksualnej zachęcam do pokazywania swoich organów i oglądania ich samemu w lustrze oraz uczenia się mówienia o tym, na co ma się ochotę. Wtedy nie będzie trzeba fantazjować o swoim życiu seksualnym, tylko skupić się na jego przeżywaniu.

Inna sprawa, że trochę jestem przerażona gloryfikowaniem toksycznych relacji w popkulturze. Zostawmy tu na chwilę relację aspirująca do BDSM, bo to specyficzny rodzaj relacji pod kątem seksualnym. Ale tu mamy raczej do czynienia z klasycznie porąbanym związkiem. Problem polega na tym, że zachwyt nad książką pokazuje, że wiele kobiet dalej ma w głowie mitycznego złego chłopca i wizerunek siebie samej, która go ratuje. A on oczywiście zakochuje się w niej na śmierć i życie. Zmienia dla niej. I będą żyli długo i szczęśliwie. Tylko, że to bajka! Wiara w takie love story w prawdziwym życiu powoduje poważne dysfunkcje. Zdarza mi się często, że piszecie do mnie, że ojej ciągle wpadacie w sidła nieodpowiednich facetów. A jak piszę, że to nie przypadek tylko schemat, który macie zakodowany i zalecam terapię na jego odkodowanie kontakt się urywa. Co pokazuje, że wiele kobiet wierzy w siłę romantycznych bzdur i moc przyciągania nieodpowiednich kolesi. Ale totalnie nie wierzy w swoją siłę sprawczą! Że mogą to zmienić. Jeśli tylko zechcą.

Do tego główna bohaterka jest generalnie szarą myszką, której w życiu nie poszło, żeby każda mogła się z nią utożsamić. Aż wreszcie spotyka ją wielkie wow, książę na białym koniu prosto z wall street czy innej doliny krzemowej z milionami na koncie przybywa, żeby ją porządnie wygrzmocić i tulić w ramionach tuż po.

Drogie panie, takie bajki może się i pięknie czytać do poduszki. Ale nie kupujcie nałogowo biletów do Włoch licząc na to, że spotkacie mroczną miłość swojego życia. I nie liczcie na to, że jak badboy przejrzy się w waszych oczach, z automatu zamieni się w św. Franciszka. Relacje tak nie wyglądają. Socjopaci. Narcyzi. I wszelkiej maści faceci, którzy być może i was porządnie zerżną zrobią wam taką rozpierduchę z życia, że serio taniej i zdrowiej wyjdzie klub swingersów albo dobrej jakości wibrator.

Przeczytaj również