Myśli zebrane

Czy to wystarczy?

16 września 2019

Eichelberger mnie rozczarował. Mówił na wykładzie, że do 40-tki myśli się o miłości, potem przychodzą rozmyślania nad przemijaniem. Ja mam 38 lat i myślę o śmierci. Jakby nagle do mnie dotarło to, że jestem śmiertelna. Że wystarczy sekunda, żeby uwolnić nas od naszych blokad i lęków. I wymazać marzenia.

Dzieci to niesamowite istoty. Wydaje im się, że mogą wszystko. Nie ma granic ani barier. W dziecięcych marzeniach możesz zostać królem świata. Gdzie to się potem gubi? Dlaczego zasypiając w dziecięcych łóżeczkach myślimy o tym, kim będziemy i dokąd zajdziemy. Myślimy o tym, że możemy być każdym. Wystarczy tylko chcieć.

A po latach zostajemy sobą?…

Co nam zabiera wiarę we własne siły, pomysły i możliwości? Życiowy realizm? Wszak ciężko zostać u nas królem, a UK już ma swojego. Czy zatem realizm zabija naszą kreatywność ? A może życiowe porażki krok po kroku, piórko po piórku odbierają nam siły, zasadzając kopa w dupę i garść życiowych lęków. Dorastając wyzbywamy się niewinności. I naiwności. Wstydzimy się swoich dziecięcych marzeń. A w pewnym wieku wstydzimy się marzeń w ogóle. Coachowie mówią, że nie ma marzeń są tylko cele. Znajomi mówią, że po 40-tce kupią sobie jacht, wyspę albo chociaż dobry samochód. Ja chciałabym kupić sobie spokój duszy. Czy to się zalicza do marzeń?

Jesień nie jest dobrym pomysłem. Ani na życie, ani na teraz. Wieczne liście w głowie zaciemniają obraz i nie dopuszczają słońca. Jesień teraz zawsze przychodzi za szybko. I chociaż zmieniający się klimat funduje nam jesienne słońce zamiast ulewy, nie funduje ciepła w sercu. Tylko pustkę i smutki na ramieniu.

Ostatnio nie mogę być sama. Bo samość w moim przypadku oznacza za dużo myślenia. A myśli to małe krzywdy, które wyrządzam sama sobie.

Dotarło do mnie, że jestem śmiertelna. Ta śmiertelność przegląda się w moim lustrze nie tylko pod ludzką powłoką, sygnalizując utratę kolagenu i fundując mi kolejne zmarszczki. To starość i upływający czas. To nie tylko ciało, które daje mi znaki, że nie mam już 15 lat. To głowa. Głowa, która odlicza czas. Wybija ostatnie momenty. Mówi, że jest później niż powinno być.

Nasz problem polega na tym, że chcemy wierzyć, że jeszcze zdążymy. Zmądrzeć. Schudnąć. Zakochać się. Wszystko zmienić. Ale potem, po okresie magicznego dzieciństwa zaczynamy po prostu żyć, odkładając wszystkie chęci i marzenia na półkę wieczne nigdy. To życie zabiera nam chęć do życia.
Codzienność sprawia, że zapominamy żyć tak, jak chcemy. A żyjemy tak, jak musimy albo się nauczyliśmy. A potem już po prostu nam się nie chce…

Czy to nie jest kluczowy moment? Dopóki chce nam się chcieć i widzimy jeszcze w tym sens i myśli, że warto. Żeby nie dobiec do momentu, w którym w sumie moglibyśmy, ale czy to jeszcze ma sens? Czy już nie jest za późno? Na zmiany. Na wysiłek. Na życie, o jakim się marzyło, zamiast brać to, co się nawinęło? Czy umieramy właśnie wtedy, kiedy przestajemy się starać? O życie, jakiego pragnęliśmy w dziecięcych łóżkach.

To ciekawe, że mając lat 20 rzadko kiedy myślimy, co będzie jak będziemy mieć tę przekichaną 40-tkę. To dlaczego zbliżając się do 40-tki myślimy o 60-tce? To widmo zniedołężniałego ciała i umysłu każe nam zrobić plan na wszelki wypadek i wszelkie zniedołężnienia? I skąd to pytanie, które stawiamy sobie w nieskończoność – co po nas zostanie? Jakby widmo burdelu, który człowiek zrobił na ziemi to było wciąż za mało.

Boli mnie przemijanie. Boli mnie zmarszczką. Bólem ciała. Brakiem nieśmiertelności. Spotykając się z kilkoma facetami, którzy byli o prawie dekadę starsi już wiem, co mieli na myśli mówiąc, że mamy inne plany i perspektywę. Bo wtedy byli w podobnym punkcie, w którym teraz ja jestem. Gdy nagle z orbity miłość zaczynasz przenosić swoje myśli na orbitę kim jestem i czy to w ogóle ma jakikolwiek sens.

Jestem śmiertelna.
Jestem emocjami, które są we mnie. I w Tobie.
One są nieśmiertelne.
Czy to wystarczy?

Przeczytaj również