Ona & On

Miłość to takie słowo na M – cz.2

9 sierpnia 2019

Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek się od tego uwolnię. Nie od Niego. Od emocji. Czy może dostałam taką dawkę trucizny, która krążyć w żyłach będzie już zawsze. I nawet mając najstabilniejszy związek z najlepszą osobą na świecie, będę sobie tych emocji szukać gdzie indziej. Np. dziś wracając ze sklepu po prostu się popłakałam. Bo zmarszczka, bo jestem gruba, bo ostatnio nie lubię siebie. I doszłam do wniosku, który jest tak smutny, że aż żałosny. Nie mając poczucia własnej wartości, szukałam ich w cudzych oczach. Czułam się piękna tylko wtedy, gdy balansowałam na krawędzi, flirtowałam z upiorami i swoimi demonami. Wieczna niepewność sprawiała, że przemieniałam się w wampa. Teraz jestem kurą domowa. I nie lubię siebie. Czy zawsze tak jest, że dostajemy coś za coś?

On wrócił do mnie tym tekstem. Kiedy furtka jego domu zamknęła się za mną, a potem otworzył potok słów przelany na ekran lata temu, jeszcze na starym blogu, dałam mu klucz do swojego serca i do swoich wątpliwości.

Niepozorny mail od fana skrywał tuzin smutnych myśli, jak bardzo źle się stało i jedno zdanie, które zapamiętam na zawsze. Czy naprawdę byłem taki okropny?

I ja mogłam to zostawić. Mogłam napisać, tak byłeś. Zniszczyłeś mi kawał życia, a teraz jestem szczęśliwa z kimś innym. Ale nie zostawiłam. Może dlatego, że tęskniłam za emocjami. A może dlatego, że ktoś inny nie był do końca mój. A może ta historia jeszcze nie odtworzyła się cała i to co zapisane, musiało zostać odegrane w wielkim teatrze życia. I znowu było trzech aktorów.

Tylko, że nie było już jej.
Ale ja nie byłam sama…

Romantyczna walka dwóch mężczyzn o kobietę pięknie wygląda w filmach i w renesansowych powieściach. W życiu może narobić tyle bałaganu, że bomba wyrządziłaby mniej szkód.

Odpisałam coś więcej. I tak przerzucaliśmy się mailami przez pół nocy. Kto zawinił. Dlaczego i kto jak mocno ma złamane serce. I wreszcie padło to pytanie, którym jest podszyte każde słowo od początku każdej takiej rozmowy. Nie tylko troską o los drugiego człowieka. Troską o swój los. I swojego serca.

Jesteś z kimś?…

A ja byłam. Byłam wtedy najlepszą na świecie partnerką cudzego męża. Czy to jest dobra odpowiedź? A on jak zawsze popadł ze skrajności w skrajność, chociaż nie wiem, ile w tym czarów a ile Jego.

Kiedy wyszłaś, nie zamknąłem bramy, chodząc co jakiś czas sprawdzić, czy nie wracasz. Potem leżałem w łóżku, długo nie mogąc pogodzić się z tym, co się stało. I że to już na zawsze. Na zawsze jest jak brzytwa. Dopóki mówi się być może zostaje nadzieja. Na zawsze przecina ostatnie nitki złudzeń. A potem powoli się wykrwawiasz. Szukałem Cię. W swoich myślach. I naszych miejscach. Licząc, że pewnego dnia po prostu Cię spotkam i wszystko będzie jak dawniej. Ale nie było.

To zadziwiające, ale w tym układzie trójkowym byłam w jakiś sposób szczęśliwa. I chociaż wiedziałam, że On nie odejdzie od żony, to czułam, że ktoś mnie wielbi i nie sączy we mnie jadu. Wtedy to wystarczało.
Dlatego On trafił do poczekalni. Rozmawialiśmy czasami. Spotkaliśmy się raz czy dwa. Dawałam mu poczuć, że wszystko jeszcze może się wydarzyć, sama nie wiedząc co czuję i do kogo.

Pamiętam jak dziś, gdy gitarzysta miał pierwszą próbę po moich namowach powrotu do grania, a ja siedziałam u Niego na ganku i gapiłam się w gwiazdy. Chcąc być wszystkich, nie byłam nikogo. Nie potrafiłam zadecydować. A może to ja chciałam być gwiazdą? Świecić jasno, zapominając, że ten blask, który widzimy na ziemi to już przeszłość. A część z nich jest martwa.

A potem zniknął na jakiś czas, jak to miewał w zwyczaju, a ja czując znowu brak gruntu pod nogami, napisałam o kilka słów za dużo. I to jedno najważniejsze. To się nigdy nie uda…

Wydawało mi się, że kupiłam tym sobie spokój. Że on miał tym razem więcej jaj ode mnie i to wystarczy, żebyśmy poszli każdy w swoją stronę. Bez dodatkowego gniewu i wyniszczających słów. Bo to już było. Bo jesteśmy dojrzalsi. Bo może teraz chociaż trochę siebie szanujemy?

Cieszyłam się latem I Nim. Sporo jeździliśmy po Polsce i abstrahując od tego, czego się ostatnio dowiedziałam, to był naprawdę fajny czas. Na luzie. On pewnie dostał drugą młodość i powiew świeżości w zakurzonym, żonatym życiu. Ja dostałam normalność. Nawet jeśli była na kredyt.
Aż skończył się mój kontrakt, a pech chciał, że pracowaliśmy razem i dostałam od niego i reszty wielki bukiet kwiatów z kartką, na której podpisali się wszyscy. A potem wrzuciłam to na FB, w podziękowaniu za wspólny czas. Dziś już wiem, że wrzucanie czegokolwiek na social media nie jest dobrym pomysłem.

Pierwszy dzień bez pracy jest zawsze wspaniały. Myślisz sobie, że się wyśpisz za wszystkie czasy, a potem zrobisz wielkie nic. Mój był koszmarem. Obudziłam się, mając na telefonie jakieś 30 połączeń.

Z pracy. Od Niego. I od Niego…
Najpierw napisał do Niej. Informując Jego żonę, o tym co nas łączy.
Potem zadzwonił do Niej. Siostry Jego żony, która pracowała razem ze mną. Informując ją o tym, co się wydarzyło.
Potem zadzwonił do mnie. Chcąc wyjaśnić swoje motywy, bo w jego życiu wyjaśnienia zawsze wystarczały.
A potem zadzwonił On, z pytaniem, co tu się kurwa odpierdala. I tak w kółko jakieś 30 razy.
Wyłączyłam telefon.

Co można zrobić w takiej sytuacji? Bardzo wiele. Można płakać. Albo może Cię na przykład trafić szlag, bo ktoś po raz kolejny próbuje Ci zniszczyć życie.Jakie były Jego wytłumaczenia? Ania zadzwoniłem tam i one obie wiedziały. Wiedziały, że jej mąż zrobił sobie z Ciebie zabawkę. I czekają, aż się wyszumi. Ty będziesz cierpieć. A ja Cię kocham naprawdę.

Tylko, że ja już nie wierzyłam w żadne prawdy i nieprawdy, bo za dużo w tych wszystkich historiach było prawd dzielonych na pół. Zablokowałam Jego numer i pojechałam nad morze, bo gitarzysta tam akurat pracował. Pomyślałam sobie, że może tak ma być. Że może to świetny bodziec dla niego do podjęcia decyzji. Skoro jestem dla niego taka ważna i deklaruje, że mi zbuduje dom i powiję mu bliźniaki, to może czas powiedzieć sprawdzam.

Siedząc na piwie rozważaliśmy różne scenariusze. Być może i taki, że po powrocie zastanie walizki na wycieraczce. I będzie musiał zamieszkać u mnie. I czy jest na to gotowy. Co ciekawe miałam wrażenie, że chyba najmniej się przejął tą sytuacją.

A może On miał rację? Były setki momentów, w których wydawało mi się, że ona wie i czeka, aż on się wyszumi. W których myślałam, że nie można być aż tak naiwnym. I pozwolić sobie tak cierpieć.
Po powrocie nie zastał walizek. W drodze z Kołobrzegu odebrał telefon. Zapytała, o której będzie na obiedzie, bo wstawia ziemniaki…
Pozbyłam się złudzeń. Pozbyłam się ich obu. Napisałam dwa sms o tej samej treści – zostawcie mnie w spokoju. I wyłączyłam telefon.
Niech się dzieje, co chce. Niech się nie dzieje nic. Dosyć emocji. Dosyć słów. I dosyć wątpliwości.

Poszłam oglądać finał mistrzostw Europy do mojego brata. Wracając po północy do domu zauważyłam, że ktoś za mną idzie. Obejrzałam się za siebie.
Mój anioł stróż znowu ze mnie zakpił i zesłał mi ducha.

Jak On mnie znalazł do cholery? A potem przypomniałam sobie, że raz jeden jedyny zabrałam Go do mojego brata na kilka minut. Tylko po to, żeby rok później mógł wystawać pod domem, czekając aż wyjdę. 5 godzin to spore poświęcenie.Chciałam krzyczeć, że zawołam policję. Że mam dosyć. Że za każdym razem, gdy się pojawia, rozpierdala wszystko w drobny mak. Że…

Chciałem, żebyś zrozumiała…

Już rozumiem. Ale nie chciałam tej wiedzy. Byłam szczęśliwa bez niej. Bałagan po Tobie zawsze ma gówniany kolor.

Spędziliśmy razem całą noc, siedząc na moim balkonie. Usłyszałam wszystkie przepraszam świata. Usłyszałam, że już wie, jak bardzo mnie ranił. Że już rozumie. Że opowiadając swojemu przyjacielowi naszą historię i widząc jego reakcję, zrobiło mu się mnie żal za te wszystkie poniżenia, na które nie zasłużyłam. Że kocha i chce spróbować.

Tylko ja nie wiedziałam, czego chcę. Rano wypchnęłam Go niemal za drzwi, po wielokrotnych namowach, żebym pojechała z nim. Potrzebowałam czasu. Miesiące. Dni. Godziny. Zawsze Ty ich chciałeś, grając na zwłokę pomiędzy mną a nią. Teraz ja potrzebuje tego samego.
10 minut później dzwonek. Szlag, obiecał mi spokój.
Tylko, że to nie był On.
W drzwiach stał gitarzysta z bukietem kwiatów.

Wtedy wybrałam żonatego, chociaż rozstaliśmy się dwa miesiące później.
Napisałam do Niego. Wyzwał mnie od kurwy, rzygającej spermą bulimiczki, która zniszczyła mu życie.

Tym smsem kupiłem sobie spokój….

Cisza.

Tak by było, gdyby coś poszło nie tak, jak sobie ułożył w głowie.

Cisza.

Zawsze byłabym kurwą.

Cisza.

Napisałam kiedyś do Niego. Z troski. Z ciekawości. Z braku emocji?….

Znowu byłam kurwą.

Cisza.

Siedząc rok temu nad jeziorem w środku nocy pulpit pojaśniał tym pierdolonym co słychać. Napisałam, że ma się odpierdolić. Następnego dnia przeprosił, bo jest zraniony i chciał się na kimś zemścić.

Cisza.

Reszta jest w tekstach List do Niego i Oczyszczenie.
Od roku nie kontaktowaliśmy się ze sobą.

Przeczytaj również