Ona & On

Porozmawiajmy

7 lipca 2019

Wierzę w moc słowa. Tego pisanego. I mówionego. Wierzę, że wiele problemów można przegadać. Chociaż tak wielu z nas boi się tego związkowego zaklęcia – porozmawiajmy. Wiecie dlaczego? Bo pomimo niezaprzeczalnego faktu, że każdy z nas mówić umie, nie każdy umie rozmawiać. I nie umiemy słuchać. Chcemy wypowiedzieć swoje problemy i swoje zarzuty, a druga strona najlepiej niech notuje i od razu wprowadza w życie. Tylko, że dialog nie na tym polega.

Wczoraj nie mogąc zasnąć pomyślałam sobie, że bardzo często nasze rozmowy wyglądają tak, a nie inaczej ze strachu. Zamiast powiedzieć, że się boimy czy że ktoś nas rani, ranimy sami. Bo tak łatwiej, niż okazać słabość. Boimy się powiedzieć nie umiem, boję się, pomóż mi, zamiast tego wypluwając słowa, które nokautują przeciwnika.

Porozmawiajmy

Wielu rzeczy się boimy. Tego, że się odsłonimy. Że ktoś nas odtrąci. Że coś się skończy. Że narazimy się na śmieszność. I nawet jeśli wszystkie z tych rzeczy w rozmowie nam się przytrafią, nie powinniśmy się rozmowy obawiać. Bo czym jest strach przed rozmową czy po prostu nielubienie opowiadania o swoich emocjach czy problemach z tym, że coś spieprzymy, jeśli tego nie będziemy robić. Naprawdę martwicie się tym, że może Was czekać kilka nieprzyjemnych chwil czy słów, których nie chcielibyśmy usłyszeć w porównaniu z tym, że nie rozmawiając wcale możemy stracić kogoś, kto jest dla nas ważny?

Gdy mnie pytacie o radę, mówię zawsze, że należy rozmawiać. Raz, bo nikt się sam nie domyśli. Dwa, że czasem ciężko introwertyka namówić na rozmowę i nawet jeśli sam czuje, że coś nie gra to jej nie zainicjuje. Trzy, mówić o tym, co czujecie w związku z daną sytuacją, zamiast wypowiedzieć w kierunku partnera szereg zarzutów. Bo to normalne, że on będzie się bronił! Sami byśmy tak zrobili. A to już krok w kierunku awantury i pola na którym się nie dogadacie, próbując sobie coś nawzajem udowodnić. A w ostateczności pożytek będzie z tego żaden, bo nie ma znaczenia, kto wygrał potyczkę. Jeśli się nie dogadaliście, oboje jesteście przegrani.

Rozmawiamy

Na rozmowę najlepiej znaleźć dobry moment. Wieczorem, kiedy oboje jesteśmy w miarę zrelaksowani, a nie buzują w nas jeszcze świeże przeżycia z całego dnia. Tak, żeby nasze negatywne emocje nie wpłynęły na to, co chcemy powiedzieć, a partner nie dostał rykoszetem. Na ważniejsze rozmowy zostawmy sobie weekend. I na pewno nie budujmy nerwowej atmosfery i napięcia, co godzinę przypominając komuś, że chcemy porozmawiać.

Zatem jak rozmawiać? Nie wyrzucając sobie, że Ty jesteś taki czy siaki, a Ty nie zrobiłaś tego. Nie robiąc rodzinnych wycieczek w stronę matki czy ojca. Jesteś jak Twoja matka to już w ogóle chwyt poniżej pasa, nie mówiąc jak się mamy do tego zarzutu odnieść. Nie czyńmy z rozmowy listy skarg i zażaleń. To nie rozmowa. Jest taka piosenka Gutka i w niej leci taki tekst: Zanim w usta wpuścisz słowa wypowiedz je w głowie, nie mniej ważne zawsze dobrze przemyśl sobie co by było, gdy to samo inny ktoś powiedział Tobie. Nie mówmy komuś tego, czego sami nie chcielibyśmy usłyszeć.

Bo Ty zawsze, bo Ty nigdy są częstymi chwytami poniżej pasa, które absolutnie nic nie wnoszą. Bo Ty nie wynosisz śmieci, a Ty mnie nie przytulasz, a Ty zapomniałeś o rocznicy. Tak można w kółko. Zamiast stawiać sobie zarzuty, które wywołują u drugiej strony konieczność ataku w obronie własnej i niekończącą się karuzelę obwiniania, lepiej mówić o swoich emocjach. Spóźniłeś się i było mi przykro. Jesteś dla mnie ważny i też chcę się tak czuć. Twoje zachowanie mnie rani. Potrzebuję więcej przytulania, to mi daje siłę i wsparcie. Chcę czuć Twoją obecność. Potrzebuje więcej przestrzeni. Podzielmy domowe obowiązki.

Spróbujcie. Przestawienie się na ten poziom rozmowy to zupełnie inna jakość. W dobrym związku wzajemnie dbamy o swoje uczucia i emocje i takie informacje powinniśmy potraktować jako troskę i komunikat, żeby coś z tym zrobić w przyszłości. Zupełnie inaczej, gdy dostaniemy komunikat, że jesteśmy beznadziejni lub coś źle robimy prawda?

Jednym z problemów jest również zdanie, bo Ty mnie nigdy nie słuchasz, które dla mężczyzny i kobiety oznacza zupełnie co innego! U facetów na ogół faktycznie chodzi o niesłuchanie, kiedy paplamy jak najęte tylko o swoim, nie dając im powiedzieć. U kobiet z kolei to wyrażenie oznacza, że on powinien się zmienić i on jej nie słucha czyli, że się nie zmienia tak, jak ona sobie to wymarzyła. I jak już brakuje argumentów pada to sakramentalne nigdy nie słuchasz, czyli nie jesteś taki, jak chcę żebyś był czyli klops. Rozmowy są po to, żeby wypracowywać kompromis, a nie zmieniać drugą stronę na nasze upodobanie. Napisałam już to kiedyś, jeśli liczymy, że partner w związku zmieni się o 180 stopni, zmieńmy partnera. Bo wysoki rozmowny brunet nagle nie stanie się niskim nerdowatym blondynem.*

Pokłóćmy się

Jedni mówią, że bez kłótni nie ma związku. Bo jak się nie kłócimy, to znaczy, że nam nie zależy. Możemy się kłócić o duperele lub sprawy fundamentalne. Ale kłótnia zawsze jest komunikatem. Tylko takim, którego nie umiemy wypowiedzieć w rozmowie. Boję się. Potrzebuję bliskości. Nie potrzebuję. Pomóż mi. Bardzo często to, o co się kłócimy wcale nie jest tym, o co chodzi nam naprawdę.

Ciekawą tezę odnośnie kłótni przedstawili autorzy w książce Kochaj wystarczająco dobrze. Piszą tam o tym, że w kłótniach może chodzić o bliskość. Jak to możliwe? Dzieje się tak wtedy, gdy dobierają się osoby z zupełnie różnych rodzin i stylów wychowania. W jednej przytulanie i dotyk są na porządku dziennym, w drugiej o emocjach i uczuciach się nie mówi. I jeśli jedna z osób pochodzi z rodziny gorącej, a druga z chłodnej to ten z rodziny chłodnej to ciągłe kocham cię, przytulania i głaski odbiera jako atak na swoją przestrzeń. Z kolei osoba z rodziny ciepłej nie rozumie tego dystansu i chłodu, odbierając takie zachowanie jako odrzucenie. Kłótnia wywołana przez osobę chłodną spowoduje, że zyska ona znowu trochę przestrzeni i poczuje się w swoim świecie bezpiecznie. I taka sytuacja może trwać w nieskończoność, zbliżanie- kłótnia -odrzucenie. Są też pary, które wydają się być w wiecznym konflikcie, bo to jedyny stan jaki znają. Może pochodzą oboje z rodzin, gdzie kłótnia była na porządku dziennym. Dlatego mówcie o tym, że potrzebujecie przestrzeni. Miałam takiego chłopaka, który mojej potrzeby pobycia z samą sobą na początku totalnie nie rozumiał i odbierał jak odrzucenie, jak to nie wolisz przebywać ze mną? A ja tęskniłam za sobą! Pamiętajmy o tym, że jesteśmy różni, mamy różne potrzeby i wychowanie i kluczem do dobrej komunikacji jest nie tylko wypowiadanie tego, ale też zrozumienie drugiej strony. Jeśli partner komunikuje, że potrzebuje siebie, dajmy mu odpocząć i pozwólmy się za sobą stęsknić. To działa lepiej, niż trzymanie drugiej strony tak blisko, że będzie miała nas dość.

Z kolei Kasia Miller w swojej książce jak Pies z kotem pisze, że jeśli masz do kobiety pretensje, obwaruj je 5 pochwałami, bo to przynajmniej pokazuje, że kochasz i że się starasz. To w sumie stara zasada stosowana z HR, gdzie podczas rozmowy z pracownikiem i pokazywaniem mu jego błędów, należy go pozytywnie wzmocnić. Ja jestem za tym, żeby za każdym razem, gdy mówimy coś przykrego, starać się powiedzieć też coś dobrego. Chociaż nigdy w tym tonie, gdy ktoś nam wyzna miłość, a my mu tłumaczymy, że go nie kochamy, ale też jest sympatyczny😊

Doszłam też do tego, że faceci w dużej mierze komunikują się inaczej i czego innego od tych komunikatów oczekują. Gdy on opowiada nam o problemie, to bardzo często, w przeciwieństwie do nas nie chce złotych rad, jak ten problem rozwiązać albo co powinien zrobić. On chce, żebyśmy go po prostu wysłuchały! To my chcemy złotych rad, wsparcia, pomocy. On chce nam opowiedzieć o całym dniu albo kłopocie i ewentualnie się przytulić.
Pamiętajmy o tym, żeby rozmawiać, a nie złościć się na to, że partner się nie domyślił. Jeśli lubisz dostawać kwiaty to mu o tym powiedz, zamiast jeszcze bardziej się starać, bo będziesz nie tylko zmęczona staraniem, ale i sfrustrowana, że on tego nie docenia i kwiatów nie przyniósł. Powiedz, że to lubisz!

Nie ważne, czy rozmawiamy czy się kłócimy słuchajmy drugiej strony, nie obrzucajmy się winami i pomyślmy zanim powiemy coś, czego sami nie chcielibyśmy usłyszeć.

*Przy tekście korzystałam z książek Lwa Starowicza „Wszystko da się naprawić”, „Kochaj wystarczająco dobrze” Agnieszki Jucewicz i Grzegorza Sroczyńskiego oraz „Jak pies z kotem” Katarzyny Miller i Miłosza Brzezińskiego.

Przeczytaj również