Ona & On

Poszłam na odwyk

21 czerwca 2019

Dostaję od Was mnóstwo wiadomości. Prawie wszystkie dotyczą tego samego. Nieszczęśliwej, toksycznej relacji. I pytań, jak się z tego wyplątać. Nie wiem, czy jestem specjalistką. Mam co prawda za sobą kilka gównianych związków i wciąż próbuję się dowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego wybieramy coś, co nam szkodzi. I dajemy się opętać. Tylko, że to tak samo jak z cukrem czy alkoholem. Wiemy, że nas niszczy. Wiemy to sięgając po kolejny kawałek czekolady czy kolejny łyk. Z popieprzonymi relacjami jest tak samo. To nie ta osoba wyzwala w nas to wszystko. To emocje, które mamy dzięki tej relacji nas uzależniają.

Może miałaś kilka stabilnych związków, potem trafił Ci się ten jeden toksyczny. Który zafundował Twojemu mózgowi jazdę bez trzymanki i chociaż bywało ciężko i źle, zapamiętałaś tylko te dobre chwile. Bo złe mózg wrzucił do niepamięci. I gloryfikujesz tą relację, zamiast zapomnieć.

Może Twoje związki zawsze tak wyglądały. Burze. Zdrady. Rzucanie talerzami. Kłótnie i godzenie się w łóżku. Wyzwiska. Brak szacunku.

Może sobie mówiłaś, cóż taka jestem. Tak być musi. Mam pecha, bo ciągle trafiam na takie relacje. Tylko, że to nie ma nic wspólnego z pechem. Trafiasz na takie, bo takie wybierasz. Twój mózg podświadomie wie, gdzie będą kłopoty. Na podstawie miliona czynników, których nie jesteś w stanie rozpoznać, gdy stanie pod ścianą 10 facetów, wybierzesz właśnie tego, który oznacza kłopoty. Będzie zajęty. Będzie kłamał. Będzie zdradzał. Będzie Cię źle traktował. Bo tego potrzebujesz.

Może sama siebie nie kochasz i podświadomie myślisz, że nie zasługujesz na dobrą relację.

Może ktoś w dzieciństwie źle Cię traktując, wdrukował taki właśnie schemat.

A może boisz się uczucia, bo ktoś Cię zranił. I dlatego wybierasz takie osoby, które będą to robić znów i znów a Ty z uczuciem ulgi będziesz mogła powiedzieć, no cóż kolejny raz nie wyszło. Trudno. Jestem beznadziejna. Mam pecha. To instynkt samozachowawczy. Wybieranie osób, z którymi nie ma prawa wyjść. Bo co, jeśli się mocno zaangażujemy, a ktoś nas znowu zrani? Lepiej wybierać tych, z którymi przecież wiemy, że nie wyjdzie.

To nałóg. Zdanie sobie sprawę, że mamy problem jest pierwszym krokiem do tego, żeby coś z tym zrobić. I nie, nie wysyłam każdej osoby i każdej relacji do terapeuty. Ale jeśli coś Cię krzywdzi. Krzywdzisz się samemu. Albo jesteś w związku, z którego nie potrafisz się wyplątać terapeuta jest pierwszym i najlepszym wyborem.

Ale on nie da Ci złotej recepty. Nie powie, co zmienić i nie wyjdziesz po jednej wizycie z nowym pomysłem na życie. Terapia to przynajmniej 20 spotkań, żebyś mógł samemu dojść do tego, co robisz, jakie mechanizmy Tobą kierują i jak to zmienić. Samemu. Taki jest cel terapii. Ale żeby dojść do tego punktu, trzeba mieć świadomość, że coś jest nie tak.

Obserwuje sobie czasem różne kobiety na Instagramie, które co dwa miesiące mają wielką miłość, a co 3 płaczą, że się skończyła. I jeśli to lubisz to super. Jeśli Cię to nie krzywdzi. Nie płaczesz. Nie jest Ci smutno. Nie myślisz, że masz pecha, bo nie możesz spotkać tej „wielkiej miłości” czymkolwiek dla każdego z nas jest to wspaniale. Jeśli jest inaczej i cierpisz, to warto się zastanowić, czy problem nie leży w Tobie. W wyborach. Emocjach. Adrenalinie. Przyzwyczajeniu do braku szacunku.

Wiem, bo choruję na to samo.

Emocje uzależniaj bardziej, niż najsilniejszy narkotyk. To dlatego ludzie uprawiający sporty ekstremalne nie potrafią przestać. To dlatego ludzie, którzy wychodzą w góry zdobywać nowe szczyty zostawiają rodzinę, bo to silniejsze od nich. Z popieprzonymi związkami jest tak samo.

Kręci nas tajemnica. To, co niedostępne – dlatego tak fajnie działają romanse, bo trzeba się ukrywać i ta cała nadbudowa dodaje relacji „dodatkowej” wartości. Kręci nas pozorna męskość, kiedy nam się wydaje, że ktoś kto jest twardy, bo ma mięśnie czy tatuaże i obroni nas przed złem. Samemu często złem się okazując. Bo męskość to słabość. To otoczenie bezpiecznym ramieniem swojej kobiety wtedy, kiedy tego potrzebuje. A nie granie niedostępnego. Nieodbieranie telefonów. Czy odpisywanie na sms raz na tydzień.

Kręci nas zdobywanie. Wydaje nam się, że jak już ktoś się do nas przekona, zechce z nami być, zdobędziemy go, to potwierdzimy swoją wartość. Jestem super, bo mi się udało. Tylko, że inne osoby nie są po to, żeby nam budować poczucie wartości. Jeśli nie mamy go w sobie, nie zbudujemy dobrej relacji. Przeczytałam wczoraj, że nie należy biegać za kimś, kto jest szczęśliwy bez Ciebie i należy znaleźć kogoś, kto nie może bez nas żyć. Bzdura za bzdurą. Raz, bo nie należy biegać za nikim. Dwa, ja bym chciała być z osobą, która sama z siebie jest i potrafi być szczęśliwa, nie utożsamiając szczęścia ze mną. Tylko wtedy można stworzyć zdrowy związek. Bez wybierania kogoś, kto nas uszczęśliwi. Dookreśli. Nada nam tożsamość. To musimy my sami!

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że coś jest nie tak. I tak, jak pokazujemy silną wolę odchudzając się czy odstawiając alkohol, tak czas spróbować wytrwać, odstawiając emocje. Znaleźć zamiennik. Mnie pomogła praca. Mam w niej tyle emocji, że chwilowo w życiu jazdy na kolejce górskiej mi niepotrzebne. Że w życiu prywatnym po tym, co się w pracy dzieje chcę się wyciszyć i poczuć bezpiecznie. Może pomóc sport. Dzieci. Pasja. Cokolwiek, co skieruje nasz mózg na inne tory. Za każdym razem, gdy pojawia się to nieznośne napięcie tęskniące za adrenaliną.

Jest i będzie ciężko. Jak z każdym uzależnieniem. Chociaż ja po mojej historii z kłamcą mam taki nadmiar adrenaliny i emocji, że mój organizm jest w przesycie i nareszcie chce spokoju. Fajnej, zdrowej, bezpiecznej relacji opartej na zaufaniu, szacunku, bez kombinowania, kalkulowania, kto kiedy napisze, odbierze telefon albo co ma zamiar powiedzieć. Uczę się rozpoznawać swoje emocje. Analizować, skąd się wzięły. Rozumieć je i mechanizmy, które mną rządzą. Od 4 msc nie rzygam. Pozbywam się napięcia, które trzeba rozładować napadem obżarstwa albo awanturą. Wyprowadzam mój mózg i organizm ze schematów. Czy tak będzie zawsze? Nie wiem. Jeszcze mnie korci, żeby popisać z kimś na tinderze. Kto da mi szalone życie, pełne gównianych chwil. I przez moment będę mogła poczuć, że żyję.

Chociaż takie życie to nie życie. I jak mi piszecie, pomóż nie wiem co mam zrobić, to zawsze odpowiadam, że życie macie tylko jedno. Na pewno chcecie je tak przeżyć? Bo Wasz wybór się nie zmieni. Ta osoba nagle nie przejdzie metamorfozy i nie zacznie Was traktować inaczej. To Wy musicie się zmienić, żeby dokonać innego wyboru.

Przeczytaj również