Ona & On

To nie było moje marzenie

16 maja 2019

Jakiś czas temu będąc u moich rodziców i oglądając telewizję, bo ja od prawie 10 lat jak na marketingowca z krwi i kości przystało tego urządzenia nie posiadam, przypomniałam sobie przeglądając sielskie obrazki z angielskiej wsi, jak nieomal nie wylądowałam na emigracji. I przypomniałam też sobie, jak wtedy byłam okropnie zagubiona i nieszczęśliwa. Bo to nie było moje marzenie.

Zastanawiałam się skąd to się bierze. Z niskiego poczucia własnej wartości? Nieumiejętności mówienia o swoich potrzebach? Chęci dostosowania się? A może skłonności do poświęceń czy też wszystkiego naraz. W każdym razie są ludzie, którzy dużo częściej niż inni przymykają oko na swoje potrzeby, poświęcając własne marzenia, cele czy życie, żeby druga strona mogła osiągnąć swoje albo się realizować. Tylko, że to co tłumimy w sobie prędzej czy później wybucha ze zdwojoną siłą.

Wybieramy drugą osobę, chociaż nie do końca odpowiada nam jej wygląd lub charakter powtarzając sobie w myślach, że przecież na nic więcej nie zasługujemy, więc dobre i to.

Zgadzamy się w łóżku na rzeczy, które nam nie odpowiadają lub nie sprawiają przyjemności, bo boimy się, że jeśli o tym powiemy, to nasz partner odejdzie.

Zgadzamy się na siedzenie w domu, żeby nasz partner mógł się realizować, chociaż gdzieś z tyłu na półkę wieczne nigdy odkładamy nasze zawodowe cele.

Zgadzamy się na dziecko dla świętego spokoju albo z chęci zatrzymania przy sobie drugiej osoby, chociaż nigdy nie planowaliśmy potomstwa.

Podporządkowujemy wakacje cudzej pasji i planom, tak jakby nasze były zupełnie nieistotne.

Przeprowadzamy się na drugi koniec kraju czy świata, bo ktoś zdecydował za nas i chociaż to nie jest nasz wybór, wolimy przeprowadzkę niż utratę ukochanej osoby.

W każdej relacji obok miłości i seksu słowo kompromis jest jednym ze słów najważniejszych. Pod warunkiem, że na te kompromisy nie musi iść ciągle tylko jedna strona. I że nie czuje, że musi za nie zapłacić swoim samopoczuciem. Bo niestety z własnego doświadczenia wiem, że jeśli czujemy się z czymś nie w porządku, to prędzej czy później to nas zniszczy.

Dawno dawno temu w moim 856 życiu miałam mieszkać i pracować w Wielkiej Brytanii. I chociaż bardzo lubię podróżować i cholernie chciałam się nauczyć mówić płynnie po angielsku, to nie było moje marzenie.

Dawno temu w moim 1035 życiu miałam mieszkać i pracować w Norwegii. I chociaż wkrótce się tam wybieram pisać książkę i oglądać wodospady i bardzo lubię chłodne piękno tego kraju, to nie było moje marzenie.

Jeśli nie będzie komunikacji, zabijecie najlepszą miłość. Jeśli w imię źle pojmowanego Waszego lub partnera dobra nie będziecie mówić o tym, co Wam przeszkadza czy co Was boli, licząc, że problem sam się rozwiąże nie przyczyniacie się wcale do naprawienia sytuacji. Tylko budujecie nastrój i okoliczności do tego, że tłumione problemy wybuchną z taką siłą, że zmiotą was z powierzchni ziemi. Bo samo to się może co najwyżej rozwiązać sznurowadło.

Czasem łapię się na tym, że jestem wściekła i nawet do końca nie wiem na co. I ta wściekłość wcale nie musi być związana z tym, że jesteście źli na niego lub na nią. Prawdopodobnie jesteście źli na siebie, bo nie umiecie powiedzieć o tym, co wam nie pasuje! A może nie pasować bardzo wiele. Czyjś pomysł na życie, zachowanie, seks i mnóstwo innych spraw i to wieczne napięcie, które się czasem pojawia między parami wynika z takich nierozwiązanych problemów właśnie. I z tego, że nie potrafią szczerze i otwarcie mówić o tym, co ich boli, czego chcą a czego nie chcą!

Na pewno chcecie tego samego?

Na pewno nie zamiatacie problemów pod dywan dla świętego spokoju?

Na pewno się nie dostosowujecie do cudzego modelu życia?

Dobra miłość to nie tylko patrzenie sobie w oczy i trzymanie się za ręce. To także umiejętność mówienia o tym, co nas boli bez lęku, że nasze słowa zostaną wyśmiane, zbagatelizowane czy zostaniemy za nie ukarani. Bo może się tak zdarzyć, że będziemy przez dłuższy czas żyć cudzymi marzeniami, dostosowując się a pewnego dnia za sprawą kogoś bliskiego, impulsu czy jakiegoś wydarzenia nabierzemy tyle siły, żeby to przerwać. Tylko jak wtedy wytłumaczyć partnerowi z którym żyjemy 20 lat, że teraz chcemy inaczej? Dlatego bądźmy uczciwi. W stosunku do siebie i drugiej strony. Bo tłumiona latami złość czy frustracja są dużo gorsze i bardziej bolesne, niż powiedzenie szczerze tego, czego chcemy. A czego nie.

Przeczytaj również