Psyche

Lekcja dorosłości

27 maja 2019

Posiadanie dziecka to jedna z najtrudniejszych decyzji. I chociaż wiem, że niektórzy podchodzą do tego na luzie, będzie co ma być to jednak jego wychowanie, danie mu solidnego kręgosłupa, wartości i pewności siebie to zadanie, które co niektórych przerasta. Nie można się przygotować, na wszystko co nadejdzie. Ani dziecka po prostu zaprojektować. Ale można chociaż trochę poczytać o tym co robić a czego nie, żeby pomóc mu w przyszłości.

Wyobraź sobie, że jecie razem śniadanie i pytasz się czy woli naleśniki czy płatki, a potem przekonujesz dlaczego naleśniki będą lepsze, smażąc już jednego na patelni. Kiedy szykujesz mu ubranie do 12 roku życia za każdym razem układając na łóżku gotowy komplet. Kiedy wysyłasz na zajęcia, na które uważasz, że powinno chodzić. Ty uważasz. Bez zapytania o zdanie. Wyręczasz. Pomagasz. Odrabiasz za nie zadania domowe w obawie, żeby nie dostało jedynki i nie było mu przykro. Ratujesz w podbramkowych sytuacjach. Podkładasz koła ratunkowe. Prowadzisz za rękę. I ja wiem, że to dla jego dobra. I ja to wszystko rozumiem. Tylko że wyrządzasz mu największą krzywdę, jaką możesz mu wyrządzić.

Rodziców nie będzie z nami zawsze. Odejdą prędzej czy później, pomagając nam ile się da. Albo puszczając wolno, kiedy uznają, że to odpowiedni czas. Ale to, z czym nas zostawili na zawsze z nami zostanie. I chociaż niektórzy by chcieli, żeby po okresie bycia słodkim berbeciem, którego we wszystkim wyręczają pojawił się silny i pewny siebie człowiek, to zapominają, że mieli czas zbudować w nas tę siłę. A jeśli nie, będziemy musieli zbudować ją sobie sami. Na świecie jest wielu mądrych rodziców. I wielu głupich, którzy nie myślą o tym, że dzieciństwo to nie tylko ganianie za piłką (chociaż teraz to prędzej siedzenie z nosem w telefonie) czy chleb z nutellą. To czas budowania naszego kapitału, z którym wyruszymy w świat.

Gdybym miała wymienić, czego nie umiem to zapewne zajęłoby mi to wiele stron i słów, ale jedno umiem na pewno. Podejmowanie decyzji (chociaż z tymi konsekwencjami to nie zawsze mi po drodze😊). I to uważam za jeden z wyróżników dorosłości. Cudownie jest rzucić pracę. Zajrzeć w majtki koleżanki z pracy, mimo że się obiecywało wierność w monogamicznym związku czy jeść przez tydzień pizzę. Trochę trudniej jest wziąć za te decyzje odpowiedzialność i ponieść konsekwencje w postaci braku pieniędzy, rozpadu relacji czy dodatkowych 5 kg. To nas różni od dzieci. Rodzice powinni dzieci podejmowania decyzji uczyć. I pokazywać im, jakie konsekwencje ze sobą niosą. Nie ułatwiając im na każdym kroku i nie pomagając dźwignąć konsekwencji. To bardzo rodzicielskie chcieć, aby dziecku nie działa się krzywda. I mocno niewychowawcze.

Pamiętam taki dzień jak wracałam z mamą i babcią z kościoła i lód był taki, że ciężko było iść. Mama powiedziała, że mam się trzymać za rękę, bo inaczej wybiję sobie zęby. Po czym podjęłam decyzję, że chcę jednak sama. I wypierdoliłam się jakieś 69 razy. Ani razu do mnie nie podbiegła z płaczem, czy na pewno żyje. I chociaż nie zawsze tak było, czasem przesadnie chcieli mi pomóc czy mnie uratować, to dziś całkiem nieźle sobie radzę, chociaż rachunki płacę jak mi się przypomni.

Obserwuje ostatnio dziwną tendencję u swoich znajomych (żeby nie było, że jestem kryształowa, też tak czasem miałam) zrzucania decyzji na karb losu. Nie odejdę od kogoś, lepiej napiszę do któregoś ze swoich ex może coś się wydarzy i nie będę musiała podejmować decyzji. Może ktoś będzie chciał do mnie wrócić, może odżyją stare wspomnienia i będę mógł ze spokojnym sumieniem zostawić to, czego zostawić nie umiem. Może jak będę kiepsko pracować, to mnie wyrzucą i nie będę się musiała zastanawiać, czy lubię robić, to co robię i jaka jest moja ścieżka. I ja wiem, że nie każdy musi wiedzieć, co będzie robił za 10 lat i z kim, ale serio chcecie zrzucać decyzje, które rzutują na Wasze życie na los?

Mój ojciec zawsze powtarzał mi jedno i chociaż nie wszystko przyswoiłam, tę lekcję staram się sobie brać do serca. Myśl i zastanów się, jak Twoje działanie czy decyzje wpływają na innych. I na Ciebie samą.

Dorosłość to dla mnie decyzje właśnie. I suma zysków i strat, które te decyzje przyniosły. I umiejętność wzięcia ich na klatę. Mówienia przepraszam. Ale mówienia też proszę. Czasem chcemy być tak silni, że nie widzimy jacy jesteśmy słabi. Proszenie jest jeszcze trudniejsze niż dziękowanie. Dziękujemy czasem niesieni serdecznością i entuzjazmem. Prosząc musimy przełknąć swoją dumę.

To też odpowiedzialność. Ale pamiętajcie, że odpowiedzialnym możecie być za dzieci. Za to, jaki związek tworzycie i jak się partner w tym związku z Wami czuje. I w jakiś sposób za niego, ale nie na wszystkich polach! Nie możecie być odpowiedzialni za cudze pasje czy życiową ścieżkę. I za cudze wybory. Możecie doradzać, wspierać ale nie możecie nieść tego ciężaru życia za drugą osobę. Stąd już tylko krok do krzywdy, którą możemy wyrządzić sobie sami. Bo odpowiedzialni musimy być też za siebie. Za to jak się czujemy sami ze sobą. Co robimy naszemu ciału czy naszej głowie. Co o sobie myślimy. Co sobie dajemy. Czego uczymy. I czym stymulujemy.

Dlatego przed każdym wyręczeniem swojego dziecka zastanówcie się, czy chcecie mu pomóc w tej chwili. Czy na dłużej.

Przeczytaj również