Eros

Niezbadane są wyroki bez badania

10 kwietnia 2019

Dziś znowu będzie o seksie. Ale nie o tym, w którą dziurkę jest fajniej, ani gdzie pomiziać, żeby uzyskać pożądany efekt. Nie o pozycjach, propozycjach i sposobach zabezpieczania. Będzie o dojrzałości, uczciwości i odrobinie rozumu, chociaż czasem w łóżku o to trudno. Zrobiłam test na hiv, kolejny już. Pierwszy, na który czekałam z drżącymi rękoma. Bo jak Wam się niesłusznie wydaje, wcale nie jestem taka mądra. Czasem odrobina zaufania do kogoś, kto nie powinien go otrzymać i chwila szaleństwa wystarczą, żeby zafundować sobie chorobę, z którą będziecie musieli żyć do końca. I być może przez którą umrzecie.

Nie czuję się ostatnio dobrze i rozpaczliwie szukam przyczyny, która sieje spustoszenie w moim organizmie. I chociaż starałam się robić testy na wszystkie choroby weneryczne przynajmniej raz do roku, tak muszę się Wam przyznać, że ostatnio to zaniedbałam. I zaniedbałam też bezpieczeństwo. Nie w trakcie przygodnego seksu, bo taki mi się nie zdarza. Po prostu od partnerów z którymi byłam przez ostatnie 3 lata przestałam wymagać papierka przed zdjęciem gumy i tak sobie delikatnie przesuwałam swoją własną granicę. Chociaż jeszcze kilka lat temu nie było na to opcji! Albo pokazujesz mi najświeższe wyniki albo się męcz w gumie, koniec kropka.

To On mnie tego nauczył. Nauczyliśmy się tego oboje. Mój pierwszy dojrzały związek, gdzie niesieni falą pożądania postanowiliśmy wspólnie się przebadać, wręczając sobie nasze wyniki w dowód zaufania i czystości ciał. Za każdym razem, gdy do siebie wracaliśmy schemat się powtarzał. I chociaż czasem nie było w ogóle powodów, żeby cokolwiek badać, chciałam dać Jemu i sobie spokój ducha. I pewność. To najwyższy wyraz troski o osobę, którą się kocha. W końcu kochając, najważniejsze powinno być dla nas to, żeby partner spędził z nami czas jak najdłużej i nikt z nas nie chciałby, żeby miał problemy zdrowotne. Czasem dajemy sobie drogie prezenty, wycieczki, biżuterię i cuda na kiju, zapominając, że to co możemy dać nie kosztuje wiele. I daje pewność, że najdroższa osoba będzie bezpieczna.

Wszyscy chcielibyśmy wyjść przed sobą jak na rozkładówce playboya albo obrazku vogue’a. Wyfotoszopowani, nieskazitelni. Tak chcielibyśmy postrzegać swoich partnerów. Ufamy im bezgranicznie. I dobrze. Bez zaufania nie ma prawdziwej miłości. A teraz przypomnijcie sobie ilu mieliście partnerów, ile razy pękła wam guma i o ilu byłych partnerach swoich obecnych partnerów wiecie. I co oni o nich wiedzą. No właśnie.

Przeczytałam kiedyś tekst w Wysokich Obcasach o hiv w Polsce. A potem przysiadłam z wrażenia i długo nie mogłam dojść do siebie. Większość zachorowań nie pochodzi z przypadkowych kontaktów, często zdarza się tak, że zarażają nas ludzie, których kochamy. Albo my zarażamy ich. Pół biedy, jak zachorujemy z własnej głupoty, to trochę tak jakby po pijaku wpieprzyć się fordem ojca na drzewo. Co innego, gdy nieświadomie zarażamy osobę, która jest dla nas najważniejsza na świecie. To się wydaje tak naturalne, że jak już kogoś poznamy, wiemy jaką miał średnią na półrocze, jaki makaron lubi i gdzie się pierwszy raz całował myślimy, że wiemy o nim wszystko. Oddając bezmyślnie to, co mamy najcenniejszego – siebie. Wydaje nam się, że jak kupimy tabletki i zadbamy o to, co naszym zdaniem najważniejsze, czyli niechcianą ciążę jesteśmy zabezpieczeni.

Pamiętam, jaki szum wywołała Mucha opowiadając w mediach, że to dla niej standard. Bo to powinien być standard. Nie chodzi o zasadę ufaj i sprawdzaj, chodzi o to, że życie jest bardziej nieprzewidywalne niż nam się wydaje i nie trzeba mieć pięciu partnerów tygodniowo i bawić się tą sama strzykawką, żeby być zagrożonym. Czasem wystarczy chwila roztargnienia, czasem niewiedza, czasem miłość.

Test nie kosztuje fortuny i naprawdę jest więcej wart, niż dwie flaszki. Nie musisz go robić w jedynym punkcie krwiodawstwa na wsi, bo każde duże miasto ma przychodnię z bezpłatnymi badaniami. Jest szybko, profesjonalnie i nikt nie patrzy na ciebie jak z kosmosu. Zostałam pochwalona. Za dojrzałość właśnie i rozsądne podejście do tematu. To smutne, że coś co powinno być normą wciąż jest wisienką na torcie. Jeśli poprosi zrób to dla niego. Ale przede wszystkim zrób to dla siebie.

Przeczytaj również