Eros

Jaka wiedza, taki seks

7 kwietnia 2019

Wiem, że większość z Was kojarzy mnie jako specjalistkę od związków. Co jest w ogóle ciekawe, bo życie pokazuje, że jestem świetnym teoretykiem, ale jednak w praktyce nie do końca się wszystko skleja. Za to druga odnoga, ludzka seksualność zdecydowanie jest moim konikiem. I za chwilę będę mieć na to papier! I o ile roczna edukacja to dla mnie za mało i chcę więcej, o tyle od czegoś trzeba zacząć. Zatem dziś będzie o seksie, bo związków u mnie chwilowo jak na lekarstwo.

Wczoraj miałam ciekawą rozmowę na tinderze. W ogóle panowie na ogół pytają dziewczyn po co tam są, a za każdym takim skrytym pytaniem stoi cichutka nadzieja na odpowiedź, żeby Ci obciągnąć pałę. A ja tam naprawdę jestem w celach badawczo-inspiracyjnych! Chociaż mój profil jest napisany tak, że można to sobie zinterpretować na 19 różnych sposobów. Co ciekawe większość i tak zawsze wybiera ten jeden. No ale ja nie o tym.

Rozmowa o niczym, ot gadka szmatka. Zauważyłam jeszcze (taki dzień dygresji do dygresji), że co niektórzy panowie na brak odpowiedzi reagują strasznie ambicjonalnie i muszą po jakimś czasie napisać, żebym im wyjaśniła dlaczego się nie odzywam albo, że już już mnie usuwają, chcieliby tylko jeszcze poznać moje zdanie na jakiś tam temat. Albo jestem okropną suką, bo ich nie chciałam. I taką właśnie wiadomość wczoraj dostałam, że nie odpowiadam, on nie wie dlaczego i w sumie to mnie usuwa, no ale musi jeszcze poznać jedną odpowiedź. No i tak sobie gadamy o niczym i nagle się okazuje, że pan ma żonę i szuka weekendowych uciech. A to mi minetę strzeli. Albo zabierze gdzieś nad jezioro, jakbym się sama nie mogła zabrać. Jakby weekendowy wyjazd zasponsorowany przez kogoś był szczytem moich marzeń. No ale widocznie dla co niektórych jest, bo inaczej by nie działało. No to pytam, czy żona wie o jego wyjazdach, zapewne w celach służbowych. Inna sprawa, że jak bardzo trzeba być naiwną, żeby wierzyć, że mąż musi pracować właśnie w weekendy. Bo jak to jest otwarty związek, to szanuję i wspieram, ale dziękuje nie. A on na to, że oczywiście żona nie wie, no ale wiadomo jak to jest, on ma potrzeby, ten seks nie taki, jaki by chciał no i sama rozumiem, uwielbia lizać. Co ciekawe tacy panowie bardzo często lubią lizać, ale obce cipki zamiast tej, którą mają w domu, sprawdzone info. Do tego dodał, że bardzo ją kocha i chce z nią być, ale wiadomo seks.

I naszła mnie smutna konstatacja, że gdyby nie chujowy poziom edukacji seksualnej w tym kraju życie wielu z nas wyglądałoby inaczej. Bo pan w takiej sytuacji poszedłby z żoną do seksuologa popracować nad ich namiętnością i innymi problemami na płaszczyźnie seksualnej w relacji, a nie strzelał minety innym paniom.

Badania na świecie wykazały, że edukacja seksualna wśród młodzieży często zmniejsza lub opóźnia wiek inicjacji seksualnej, a programy są skuteczniejsze, jeśli się je wprowadza jeszcze przed próbami podjęcia aktywności. Dodatkowo wiedza na temat seksu i własnej seksualności pozwala być asertywnym, radzić sobie z przemocą i chroni przed wymuszoną inicjacją. Opinie, które twierdzą, że edukacja seksualna zdeprawuje młodzież to piramidalna bzdura. Bo oni i tak się tego wszystkiego dowiedzą. Z internetu i porno. Tylko w zupełnie inny sposób, niż chcielibyśmy im to przekazać. Ze świata, gdzie kobiety maja orgazm po minucie, a penisy mężczyzn są ogromne i zawsze stają na wysokości zadania. Ze świata bez uczuć i emocji. Chcemy, żeby taką wiedzę dostali? Bo niestety jaka edukacja seksualna w narodzie, taki seks. I potem mamy wszystkie nieszczęśliwe pary, które mają beznadziejne życie seksualne. Partnerów, którzy robią skoki w bok, zamiast rozmawiać. I ludzi, którzy myślą, że są zaburzeni, gdy tymczasem wszystko jest absolutnie ok.

Znam pary, w których kobieta potrafiła mężczyźnie urządzić prawdziwy sajgon wyzywając go od zboczeńców, bo on potrzebował seksu trochę więcej niż raz na 3 miesiące. I nie ma w tym nic złego! Oczywiście idealnie by było, gdyby osoba, którą kochamy miała takie same potrzeby jak nasze. Ale świat nie jest idealny. A nie chodzi o to, żeby ktoś się zmuszał czy poświęcał. Są inne sposoby na radzenie sobie z różnicami, niż skoki w bok i wpędzanie jednego z partnerów we frustrację. No ale do tego trzeba mieć świadomość, której się nie da nauczyć z porno. Świadomość dotyczącą cielesności i ludzkiej seksualności. Człowiek jest istotą seksualną od urodzenia. Nie wiem, czy wiecie, ale zdolność do przeżywania orgazmu biologicznie mamy od momentu przyjścia na świat. To kwestia czasu, kiedy organizm to odkryje. Stąd częste przypadki masturbacji u dzieci, gdy to odkrył. I totalnej frustracji i niezrozumienia u rodziców, do stosowania wobec dziecka przemocy w skrajnych przypadkach. A stąd już prosta droga do traumy seksualnej w przyszłości. Bo jeśli mózg odkryje drogę do przyjemności, to już jej nie odda. Popędu nie da się zahamować, stąd celibat jest totalną bzdurą. Bo nie można sobie pewnego dnia powiedzieć, od jutra nie czuję pożądania. To tak samo, jakby chcieć wmówić mózgowi i ciału, że od jutra nie jestem głodny i się nie wypróżniam.

Jakiś czas temu odezwał się do mnie facet, z którym raz byłam na randce, że ja taka wyzwolona, a on marzy o tym, żeby się pobawić straponem, bo to go kręci. I postrzega swoje upodobanie jako jakąś niszową perwersję. Co jest kolejną bzdurą. Bo na zajęciach uczą nas, że w seksie wszystko jest dozwolone, pod warunkiem, że zgadza się na to każda ze stron. Odstępstwa są trzy – pedofilia, zoofilia i nekrofilia. Wszelkie inne uciechy, jakkolwiek by dla jednych wydawały się odjechane, czy dla innych absolutnie obrzydliwe są normalne! Dlaczego? Bo wolnoć Tomku w swoim domku i to co ja wyprawiam w łóżku i z kim to nie jest niczyja sprawa.

Jako smutną ciekawostkę powiem Wam, że w obecnych podręcznikach do wychowania do życia w rodzinie kobieta nie ma łechtaczki na rysunku. Bo i po co. Wiadomo, że jest stworzona tylko i wyłącznie do rodzenia dzieci i takie bzdury jak orgazmy i przyjemność nie są jej do niczego potrzebne!

Ile jest par, które mają problemy w łóżku, bo nie potrafią o tym rozmawiać. Ile jest relacji, w których popęd seksualny jest na innym poziomie, i jedna ze stron uważa, że się kochają za często, a druga że za rzadko. Ile jest par, w których upodobania seksualne jednej ze stron druga uważa za zboczenie. A wszystko jest kwestią wspólnej pracy u seksuologa i większość problemów naprawdę da się rozwiązać. No ale do tego potrzebna jest edukacja seksualna, która u nas leży i kwiczy. I potem wybieramy drogę na skróty, zamiast zastanowić się, jak rozwiązać problem. Albo cierpimy w milczeniu.

Przeczytaj również