Psyche

Koluzje w związkach czyli o rolach, jakie przybieramy

17 marca 2019

Przez ostatnie dni przetoczyła się przez media fala rozstań i popłuczyn po rozstaniach. A to się okazało, że ktoś złożył pozew o rozwód, a druga strona myślała, że są w świetnej relacji. A to inna pani opowiedziała, że partner jednak nie był miły i uśmiechnięty, tylko czasem lubił jej przywalić. A to Isabel dalej dręczy Kazia. I tak sobie pomyślałam, że gdyby ludzie więcej czasu i pieniędzy inwestowali w wiedzę z zakresu psychologii i ludzkich zachowań, zamiast w botoks i nowe ciuchy, świat byłby lepszym miejscem.

To nie jest tak, że ja pozjadałam wszystkie rozumy i mam relacje w małym palcu, bo jak wiecie nie mam. A to mi się trafi kłamca, a to egoista, a to pan z dużym penisem i dużym sercem, ale jeszcze większym lękiem przed bliskością. Więc ciągle porażka, klops i klops. Ale szukam, czytam, dowiaduje się. I piszę. Dla Was i przede wszystkim dla siebie, tłumacząc skomplikowane meandry ludzkich relacji i zależności. Kundera tak pięknie napisał, że „nigdy nie będziemy mogli z całą pewnością stwierdzić, na ile nasze stosunki z innymi ludźmi są wynikiem naszych uczuć, miłości, nienawiści, dobroci lub złości, a na ile są spowodowane stosunkiem sił między nami”.

Pisałam Wam już kiedyś, że wybór partnerów wcale nie warunkuje ani to, że ktoś się nam podoba, ani to, że wybieramy ten, a nie inny charakter. Związki to transakcje zawierane na poziomie podświadomym. Wybieramy daną osobę dlatego, że ma to coś, co w danej chwili jest nam potrzebne. Większość toksycznych, raniących relacji oparta jest na koluzjach. Nie kolizjach, jak niektórzy z Was zrozumieli, choć zapewniam Was, że kolizji w takich związkach jest wiele:) Koluzja w teorii Willego to wspólna, podświadoma gra, u której podstawy leży nierozwiązany problem obojga partnerów.

Tak naprawdę mamy do czynienia ze zdrowymi relacjami wtedy, kiedy para robi te trzy rzeczy:

Para określa się zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz – czasem piszę o tym w komentarzach, bo do granic rozpaczy mnie doprowadzają niektóre słowa, że dobry związek to tylko taki, gdzie ludzie ze sobą spędzają cały czas albo taki, gdy mają swoich znajomych, swoje pasje itp. Wszystko jest kwestią perspektywy! I wszystko, co jest dobre dla każdej ze stron i nie czuje, że coś poświęca albo do czegoś się zmusza, jest prawidłowe. I wiszenie na sobie 24h i bycie bardziej osobno, niż razem. To kwestia umowy i ustalenia, co i jak wolicie. I nie negujmy innych relacji niż nasze, dlatego, że są inne.

Jeśli chodzi o granice w związkach, to wyróżniamy 3 rodzaje: związek z granicami zewnętrznymi zamkniętymi, gdzie tak naprawdę para i jej świat skupiają się tylko na sobie, który w konsekwencji grozi nudą i brakiem rozwoju, a co się nie rozwija, to obumiera. W takich relacjach ciężar nałożony na partnera jest ogromny i grozi potem wyrzutami w stylu, gdyby nie Ty, zobacz co dla Ciebie zrobiłam itp. Związek z granicami zewnętrznymi rozmytymi – to taka relacja, w której partnerzy bronią się przed bliskością i intymnością, bojąc się sobie zwierzyć. W takiej relacji skupiamy się bardziej na tym, co na zewnątrz, niż w środku. Najzdrowszy związek to taki, gdzie wewnętrzne granice są półprzepuszczalne. Nie boimy się intymności, ale zachowujemy własną tożsamość, wnosimy w związek nowe idee, mamy przyjaciół i swoje sprawy, rozwijamy się, dzięki rozwojowi własnemu rozwijając związek. Relacja wg tej koncepcji jest ryzykiem, które płacimy za rozwój, ale jeśli go nie podejmujemy wchodzimy w związek zamknięty. Z punktu widzenia psychologii jednostki lepiej jest zaryzykować. W dobrych związkach nasza zmiana powoduje w jakiś sposób proces zmiany drugiej osoby.

Role dziecinne i dorosłe są elastyczne – co to znaczy? W relacji wchodzimy w różne role – raz chcemy pomagać, raz pomagamy, raz wymagamy opieki, raz chcemy się opiekować. I dopóki role dorosłego i dziecka są naprzemienne, wszystko jest w porządku. Gorzej, gdy w relacji wchodzimy w jedną rolę – tylko rodzica albo tylko dziecka, opiekując się notorycznie drugą osobą lub wymagając pomocy czy opieki.

Zasada równowagi poczucia własnej wartości – partnerzy muszą czuć, że każdy z nich jest równorzędnym członkiem związku. Nikt nie ma przewagi. Nikt nie jest ani lepszy ani gorszy.

Zanim przejdziemy do koluzji a propos wczorajszego wpisu o relacjach na odległość podam Wam jeszcze jeden przykład funkcjonowania dobrego związku – to zasada domniemania dobrych intencji. Ktoś pod wpisem napisał, że niezwykle ciężko jest sobie nie wyobrażać na odległość, że druga osoba nas nie zdradza czy nie kombinuje na boku. Otóż w prawidłowo funkcjonującej relacji obowiązuje właśnie zasada domniemania dobrych intencji. Co to znaczy? Ano ni mniej ni więcej, że tę samą sytuację w obu relacjach – dobrych i złych, identyfikujemy zupełnie inaczej. Przykład – brak kontaktu z drugą osobą albo zostanie do późna w pracy czy nieodbieranie telefonu. Dobry związek – na pewno coś jemu/jej się stało! Zły – okłamuje mnie, oszukuje, zdradza i kombinuje na boku, że nie chce/nie ma czasu ze mną rozmawiać. Podobnie ma się kwestia w tendencji do widzenia złych rzeczy, czyli nie widzenia czyichś zasług i nagradzania, ale widzenia negatywów i karania za złe uczynki.

No dobrze, to czym są te koluzje?

Willi nazwał koluzjami współdziałanie partnerów na gruncie podświadomości, ale nie wszystkie konflikty w relacjach przybierają formę koluzji. Dzieje się tak wtedy, gdy podłożem konfliktu jest nieprzepracowany problem, tkwiący w podświadomości i mający podłoże w dzieciństwie. Koncepcja koluzji zakłada wiec, że konflikty są wspólnym zaburzeniem neurotycznym obojga partnerów. Sytuacja partnerów przypomina koło (często błędne), w którym zachowanie jednego partnera jest uwarunkowane przez zachowania drugiego, które z kolei wywodzi się z zachowania pierwszego partnera. Identycznie zaburzeni partnerzy wspierają nawzajem swe zaburzenie, prowadząc grę, jaką jest koluzja. Mimo, że świadomie szukali kogoś, kto pomógłby im przezwyciężyć psychologiczne problemy, nieświadomie wybierają osobę, która w jakiś sposób na te problemy reaguje podobną patologią. Gdy jedno z partnerów nie reaguje emocjonalnie na zaczepki drugiego, koluzja nie ma prawa powstać.

Relacja narcystyczna – pisałam już o niej w tekście o narcyzie. W takich relacjach pozornie istnieje całkowita zgodność, stopienie, totalna jedność. Nie istnieje związek partnerski, gdyż różnice poglądów są zagrożeniem dla ustalonego porządku. W tej relacji jedna osoba poświęca się drugiej, wychodząc z przekonania, że samemu nie zasługuje się na nic więcej. W relacji narcystycznej powstają dwa podstawowe problemy – na ile miłość wymaga zrezygnowania z samego siebie. Na ile partnera możemy traktować jako istotę autonomiczną, a na ile jest tylko rozszerzeniem naszego własnego Ja. Obraz, który tworzy osoba narcystyczna na użytek własny i innych, jest wynikiem rany w doświadczaniu prawdziwego Ja. Rana ta powstaje wtedy, gdy rodzina np. wymaga od dziecka, aby stało się inne niż jest. Przekaz rodzicielski brzmi: „nie bądź tym, kim jesteś, bądź tym, kim ja chcę, abyś był, a będę cię kochać”. Bardzo często w taką relację wchodzą dwie osobowości narcystyczne – narcyz, który chce zastąpić partnerowi idealne JA oraz narcyz komplementarny, który szuka w partnerze zastępczego JA. Związek narcyza istnieje do tego momentu, gdy uważa go za idealny.

1. Narcyz chce dzięki drugiej osobie doświadczyć, że ma idealne ja
2. Narcyz komplementarny – chce dzięki drugiej osobie świecić blaskiem

Narcyz tęskni za totalną akceptacją, za słowami „ja Cię kocham takiego jaki jesteś”. Z jednej strony łapie kogoś na swoją maskę, a potem się denerwuje, że partner nie kocha tego, co pod tą maską się znajduje. Przykładem konfliktu w koluzji narcystycznej jest np. sytuacja, gdy np. narcyz siedzi w domu i nie pracuje, a potem chce wrócić do pracy i to jest zagrażające, bo narcyz komplementarny traci blask.

Relacja oralna – gdy oboje partnerów jest w swoich sztywnych rolach dziecka i rodzica. Sytuacja, w której cały czas matka się będzie opiekować dzieckiem nie jest możliwa, bo matka też w końcu będzie potrzebować pomocy, dlatego dziecko ze strachu, że matka wycofa swoje gesty nie mówi, że jest wdzięczne. W tej relacji troska i dbałość o partnera się zaciera, z jednej strony jest pomaganie, opieka i bycie „ofiarną matką”, z drugiej obniżenie poczucia własnej wartości, wieczne nienasycenie, uleganie popędom i zachciankom, złe znoszenie stresu, brak ufności czy uzależnienia. W takiej relacji dziecko coraz bardziej się boi utraty wsparcia, a co za tym idzie rosną jego wymagania w stosunku do matki i coraz większy strach przed okazywaniem wdzięczności. Z drugiej strony dziękuję jest jedyną formą zapłaty w tej relacji, gdy brakuje wdzięczności matka zaczyna jej wymagać i odmawiać wsparcia. Rodzic zyskuje poczucie własnej wartości przez rolę dorosłego, opiekę, odpowiedzialność, to podniecające być cały czas w tej roli, ale z drugiej strony nie pozwala nam na bycie słabym. Przecież mamy w sobie obie tendencje, trzymanie się jednej z nich tworzy żal do partnera i resentyment. Osoba, która ma obniżone poczucie własnej wartości, bo jest w roli dziecinnej cały czas będzie biernie agresywna, np. pozwala rodzicowi wybierać film, ale narzeka cały czas na jego wybory.

Relacja analno-sadystyczna – to relacja mocno kontrolująca, gdzie problemem jest kwestia przyzwolenia partnera na autonomię oraz dobór odpowiednich środków kontroli. Jeden z partnerów (analno-aktywny) żąda szacunku, poświecenia się, jest pedantyczny, zrzędliwy, stosuje wydzielanie pieniędzy np. jako sposób władzy. Z kolei druga osoba (analno-pasywna) chce mieć jakąś pozorną możliwość kontroli i może w takiej relacji np. dawać niejasne sygnały, które wzbudzą zazdrość w drugiej osobie, żeby mieć w jakikolwiek sposób kontrolę.

Relacja falliczno-edypalna – wynika z braku możliwości pozytywnej identyfikacji z rodzicem swojej płci. W tym modelu występują błędne neurotyczne postawy wobec roli związanej z płcią – u kobiet przejawia się to w pozornej kobiecości, u mężczyzn w pozornej męskości. Np. sztywne osadzenie siebie i partnera w pewnej roli słabej kobietki i silnego mężczyzny. W tej koluzji możemy wyróżnić relację histeryczną, która przejawia się w egzaltacji i uwodzicielskiej teatralności kobiety histerycznej oraz współhisterycznej, biernej i zahamowanej postawie męża.

Istnieje jeszcze koluzja sadomasochistyczna, w której forma związku władca-poddany przybiera jeszcze bardziej przejaskrawione formy.

Więcej na ten temat poczytacie w książce Williego. Tematy opisane wyżej pojawiają się w każdym związku i partnerzy muszą się z nimi zmierzyć. Jeśli dzieje się to na zasadach opisanych w pierwszej części tekstu i gdy druga strona nie reaguje na zaczepki emocjonalne partnera, koluzje nie zachodzą. Jednak w sytuacjach, gdy druga strona podejmuje grę, możemy w takiej relacji trwać latami. I dopóki układ sił i przypisane role są stałe i ich nie zauważamy, relacja ta jest w miarę ok dla nas, chociaż dla otoczenia może się wydawać dziwna. Gorzej, gdy któraś ze stron wyjdzie z roli, wtedy dopiero zaczyna się dramat.

Przeczytaj również