Myśli zebrane

Tylko mi uwierz

18 lutego 2019

Wiedziałam, że to wróci. Że po prostu przyjdzie niepostrzeżenie wtedy, kiedy najmniej będę się tego spodziewać. Że kolejny przyklejony uśmiech próbuje oszukać otoczenie. Ale nie mnie samą. Bo widzę nową zmarszczkę pośrodku czoła. I nowy siwy włos na skroni. Widzę spojrzenie, które patrzy na mnie badawczo. Oczy, które mówią, naprawdę wierzysz w to, że ktokolwiek się da nabrać. Sama się nabierasz. Naprawdę, w cokolwiek jeszcze wierzysz?…

Przez dwa miesiące byłam związana z kimś, kto mówił do mnie słowa. Które nie były tymi słowami. Przez dwa miesiące spotykałam się z mężczyzną, którego każdy gest, każdy wyraz, każde zachowanie było obliczone na konkretny efekt. A jedyną prawdą było imię i to, że jego rodzice nie żyją. Gdybym nabrała się na obcą osobę z internetu, mogłabym powiedzieć, że sama jestem sobie winna. Nabrał mnie przyjaciel mojego przyjaciela…

Nie umiem kłamać. Na zajęciach, podczas których wcielamy się w role odpadam w przedbiegach. Jedyne role, które umiem odgrywać to swoje własne, za którymi stoi szczerość i prawda. Tak wyniosłam z domu. Dlatego ciężko mi opisać, jak się czuję…

Wyobraź sobie, że zawsze przechodzisz na zielonym. W supermarkecie nigdy nie zwinąłeś nawet orzeszka. Nie ukradłeś pracy magisterskiej. Mówisz, to co myślisz. A nie to, co wypada. Albo ktoś chce usłyszeć. Wyobraź sobie, że są ludzie, którzy jadą na czerwonym, kiedy ty grzecznie czekasz na swoją kolej. Nie wychodzisz z założenia, że przycwaniakujesz i zdążysz, tylko szanujesz zasady, które ktoś ustalił dla wspólnego, społecznego dobra. A potem spotykasz kogoś, kto ma w dupie jakiekolwiek społeczne normy.

Gdybym Was zapytała, co jest jedną z podstawowych zasad związku odpowiedzielibyście, że zaufanie. Tak, ludzie powinni sobie ufać, żeby móc razem funkcjonować. Tylko, że zaufanie w początkowej fazie relacji jest a konto. To nasze wyobrażenie o tym, jak ktoś się zachowa w danej sytuacji na podstawie tego, co opowiedział. I dopóki jego słowa nie znajdą potwierdzenia w rzeczywistości, to będzie tylko zaufanie wirtualne. Ufaj mi, bo ja tak mówię. A skoro tak mówię, to tak jest. Gorzej gdy znajdujemy się w sytuacji, kiedy każde słowo jest nieprawdą.

Czyny potwierdzają słowa z czasem. W sytuacji, gdy możesz na kogoś liczyć. Gdy ktoś dotrzymał danej obietnicy. Wtedy gdy to, co mówimy i to co robimy jest spójne. To daje gwarancję zaufania. Dlatego na początku relacji to czysta intencja. Czyjaś, żeby było tak jak mówi, że jest. I moja, żeby wierzyć w to, co mówi.

Ja o tym zaufaniu mówię bardzo dużo. Bo spotkało mnie w relacjach wiele niefajnych rzeczy. I ciężko mi zaufać. Więc zdarza mi się, że podważam cudze słowa. Mój mózg wyłapuje drobne nieścisłości. Fakty, które nie pasują. Niestety moja potrzeba bycia kochanym i ważnym dla kogoś wyłącza moją intuicję i inteligencję. Łapałam go na drobnych nieścisłościach. Momentach zawahania, gdy przypominał sobie, jaką historię mi sprzedał. W najśmielszych snach nie podejrzewałabym, że wszystko, absolutnie wszystko, co usłyszałam było zmyślone.

Wiem, że jest chory. Wyrzucam sobie, że po tylu akcjach wciąż ufam komukolwiek. Ale jak zbudować relację, bez zaufania i wiary w ludzi? Wściekam się, że wpuściłam go do mojego domu. Moich przyjaciół. Mojego życia. Że powinnam zauważyć. Chociaż nie ma szans na rozpoznanie, że ktoś ciągle kłamie, skoro robi to od lat. Dla niego wchodzenie w role jest naturalnym procesem. Każdego dnia może być tym, kim zechce. Wszystko, byleby tylko nie być tym, kim się jest.

Kiedy opadł pierwszy szok chciałam go zniszczyć. Chciałam pokazać wszystkim, jakim jest człowiekiem i ostrzec wszystkie kobiety, na które dostałam namiary. Dopóki nie zauważyłam, że sprawa ma drugie dno. Że to, co robi wynika z jakiegoś ogromnego poczucia samotności i odrzucenia. Bo on też jest ofiarą. Ktoś go niszczy, rozpieprzając mu każdą poważniejszą relację i trzymając na tyle blisko, żeby nie poszedł sobie w jasną cholerę. Jednocześnie sącząc mu do ucha jad, jak bardzo jest beznadziejny.

Chciałam pomóc. Może załączył mi się system ratownika. A może chciałam zdjąć z siebie poczucie winy za to, co mu powiedziałam na odchodne. A może chciałam nie myśleć. O tym, co się wydarzyło. I jakie to ma dla mnie konsekwencje. Jakie będzie miało.

Nie można pomóc ludziom, którzy nie mają świadomości problemu. Tak jak nie można kogoś dotykać znienacka. Gdy po całej historii ktoś chciał mnie przytulić niespodziewanie, a ja zareagowałam agresją. Bo to trochę tak, jakby chcieć przytulić ofiarę gwałtu. Ktoś zgwałcił moją duszę. Tak się właśnie czuje…

Ludzie mają różną moralność. Mój kumpel zapytał mnie o co wielkiego chodzi, bo nie rozumie. Że on zna bardzo dużo ludzi, którzy kłamią albo udają kogoś, kim nie są. Zapytałam go, jakby się czuł, gdyby kobieta z którą żyje okazała się kimś innym. Czasem ciężko nam sobie wyobrazić coś, dopóki nas to nie spotka. A potem usłyszałam od przyjaciółki – musisz zadbać o siebie, nie o niego.

Nie możesz udawać, że już zapomniałaś, bo to wróci. I musisz wybaczyć sobie, że się dałaś nabrać. Nie ważne, czy to był przypadek czy zaplanowana akcja. Musisz sobie wybaczyć. I zadbać o swoje emocje, z którymi zostałaś. I uczucia, które ktoś tak brutalnie zdeptał. Bo jeśli tego nie zrobisz, to wróci. W najmniej odpowiednim momencie.

Przeczytaj również