Myśli zebrane

Wszystkie krzywdy, które robimy sobie sami

14 listopada 2018

Niepamiętanie to dobry sposób na niecierpienie. Możesz codziennie dziesiątki razy zamykać oczy i przypominać sobie jego uśmiech. Możesz przywoływać w głowie wasze wspólne wspomnienia. Wszystkie te chwile, kiedy mówił o kiedyś z tobą u boku. Zapach jego skóry. Pieprzyk na twarzy. Jego wzrok na twoim ciele. Twoje myśli stykające się z jego słowami. Waszą historię. Tylko po co. Historia to historia.

Gdy mnie ktoś zapytał, dlaczego tak radykalnie, wiedziałam, że tak trzeba. Nie dlatego, że każdy powinien kroczyć taką samą drogą. Tylko dlatego, że wiedziałam, że to droga dobra dla mnie. Przez całe moje życie nazbierałam sobie tych postaci pierwszo i drugoplanowych całkiem sporo. Spotkałam też Jego, chociaż dziś wiem, że to nie on zabrał mi wiarę w miłość. Tylko to wszystko, co się między nami wydarzyło to był gwóźdź do trumny. Powoli zaczęłam rozumieć, że coś co wpływa na mnie dziś zdarzyło się dawno temu, a ja wyparłam to głęboko w podświadomość. Może kiedyś wam o tym opowiem. Wiedziałam, że żeby odzyskać spokój muszę oczyścić wszystko. Wyrzucić artefakty i wspomnienia. Pokasować historię kontaktów w mediach społecznościowych, poblokować telefony. Że to mi da upragniony spokój i pozwoli się skupić na sobie.

Ludzie wybierają różne rozwiązania. Zdarza się, że szukają części zamiennych. Myślą, że wyrwę, którą mają w sercu zakleją nim, nią lub cudzym zainteresowaniem. Pół biedy, jeśli robią to na chwilę. Szybki seks, rozmowa, powrót do siebie. Gorzej, gdy oszukują. I „do siebie” staje się tylko mglistym złudzeniem. Bo cudze spojrzenie nigdy nie będzie TYM spojrzeniem. Dotyk nigdy nie będzie JEGO dotykiem. I pewnego dnia obudzisz się koło substytutu, zauważając, że substytutem jest też twoje życie. Czy z zamienników wyrastają piękne związki? Być może. Jednak dużo częściej zdarzają się złamane serca. Twoje. I kogoś, kogo zraniłeś. Szukając tego, co straciłeś nadaremno u innych, zabijasz powoli cząstkę siebie, dostając w pakiecie nieustannie rozczarowanie i rozgoryczenie. Bo on, ona nigdy nie będą tamtymi osobami. Pozwól sobie na stratę. Ciszę. I pobycie z samym sobą, zamiast nieustanne poszukiwania. Bo jeśli ktoś się zakocha, a ty potrzebowałeś tylko plaster? Bo jeśli dla kogoś zostaniesz KIMŚ, kogo świadomie wybrał na partnera, a on był dla Ciebie tylko częścią zamienną?

Czasem jestem wkurzona. Obserwuje Wasze reakcje na moje wpisy i myślę, że z kobietami dziś stało się coś niedobrego. Że za wszelką cenę pragną jedna drugiej udowodnić, że są fajniejsze. Mają lepsze życie. Lepszą miłość. Są lepszymi matkami. Facet by nigdy w komentarzu drugiemu facetowi nie napisał, co z ciebie za ojciec, bo nie ubrałeś dziecku czapki albo dajesz parówki. Kobiety często. Kobiety ciągle. Jakby przywalenie drugiej samicy było niezbędnym elementem dowartościowania się. Jest taki blog, który stworzył mężczyzna i w ponad rok zdobył 100 tys. fanów. Jego jedyną tematyką jest miłość, strata, cierpienie, tęsknota. I jak na faceta przystało ma rzesze fanek. I wiecie co? Nigdy nie widziałam , żeby którakolwiek wytknęła mu, że coś z nim nie tak, bo ciągle o tym samym. Że może by już zapomniał o tej swojej wielkiej miłości. Że jest niespójny. Bo jednego dnia tęskni. Drugiego idzie z kimś na kawę, seks, śniadanie. Kobiety mu współczują. Wywołuje w nich odruch opiekuńczy. Chcą go uratować przed nim samym i pokazać, na czym polega prawdziwa miłość.

Ja dostawałam sporo komentarzy, że coś ze mną nie tak. Że muszę być niezrównoważona emocjonalnie, skoro raz tęsknię, a raz nie. Że puszczalska. Histeryczka. I w ogóle moje życie jest jednym wielkim chaosem. Mnóstwo dobrych rad od pań idealnych, które chcą się poczuć lepiej.

I przypomniała mi się taka historia, która pięknie dopełnia, dlaczego nie wierzę w ten idealny związkowy świat. Tak, bo jestem nadwrażliwa. Bo zraniono mnie wiele razy. Bo patrzyłam na szczęśliwe związki ładnie wyglądające na zewnątrz i wiedziałam, co jest w środku.

Jakiś czas temu organizowałam imprezę branżową, na której większość stanowili panowie. Siedzimy sobie wieczorem, pijemy piwo, rozmawiamy. Tylko jeden jakiś taki nerwowy. Średnio co pół godziny prowadzi długie rozmowy telefoniczne jakby co najmniej kupował akcje na drugim krańcu globu. Więc pytam jego znajomego, co z nim nie tak. A wiesz, on taki zaangażowany w swoją rodzinę. Co chwilę do żony dzwoni. Pyta, czy z dziećmi wszystko ok. Czy zjadły, wykąpały się, siku zrobiły. Dobranoc im 10 razy mówi. Fajnie myślę. Siedzimy dalej. Pijemy. Gadamy. Facet się uspokoił, pewnie rodzina poszła spać. I tak jakoś z kolejnym piwem siada coraz bliżej mnie. I zagaduje. I w oczy zagląda. I o życie pyta, o swoim opowiadając niebardzo. I nagle czuje, jak jego ręka wędruje wzdłuż mojego karku. A druga ląduje na moim kolanie. I nagle czuję, że świat to miliony misternie utkanych iluzji.

I nie czuję już nic.

Droga kobieto, na pewno Twoje życie jest takie idealne?…

Przeczytaj również