Eros

Akcja masturbacja!

30 listopada 2018

Zacznijmy od tego, że ostatnio jej nie lubię. Mamy jakiś nierozwiązany konflikt między nami, bo chyba podświadomie oskarżyłam ją o wszystkie moje problemy i wodzenie na pokuszenie. Na zatracenie mężczyzn i moje własne. I założyłam bana na dotykanie.

To jest w ogóle ciekawe obserwować siebie w trochę innej roli. Studiuję seksuologię, jednocześnie starając się zablokować moją seksualność. To stąd pomysł na krótsze włosy. Psycholog kiedyś powiedział mi, że emanuję seksualnością. Nie, żeby tam była jakaś ze mnie Malena. Po prostu myślę, że energię seksualną się ma albo nie. I nie da się tego wyuczyć. Ani tego pozbyć… A dziś usłyszałam, że włosy też nie pomogły. Czyli jak krew w piach.

Nie masturbuje się, bo jestem na nią zła. Jakoś tak sobie wyciszyłam popęd, co być może powoduje też, a nawet na pewno, że ostatnio jestem permanentnie wkurwiona. Ale nadchodzi weekend, ja mam nowy wibrator, więc może tak jak nam się często zdarzało, dam sobie i jej przyjemność, odkrywając nowe granice seksualnej rozkoszy. Muszę tylko znowu ją polubić.

Zacznijmy jednak od tego, że samo słowo masturbacja do końca nie ma w sobie konotacji pozytywnych. Bo jak to brzmi prawda? Jak robienie sobie krzywdy młotem udarowym. Onanizm też jakoś nieciekawie, poza tym określenie to wywodzi się od biblijnego Onana. A samogwałt to już w ogóle jakbyśmy się dotykali trochę wbrew własnej woli, czyli ręka chce, a głowa to już niekoniecznie. Zatem konia z rzędem temu, kto wymyśli piękną nazwę na samospełnienie seksualne!

Jest taki fajny film Było sobie kłamstwo i jest w nim taka scena, kiedy facet przychodzi po kobietę na randkę, a ona wypala – cześć, właśnie się masturbowałam. Bo samozaspokajanie to trochę temat tabu. Nawet jeśli jesteśmy mało pruderyjni i wyzwoleni seksualnie, rozmawiając o potrzebach, sposobach czy podbojach przy obiedzie czy drinku, to rzadko kiedy rozmawiamy o masturbacji. To temat intymny, tak jak załatwianie potrzeb fizjologicznych. A gdyby tak masturbację odczarować?

Jeszcze w XIX wieku masturbacja uważana była za ciężką chorobę, a każdy, kto robił te nieczyste rzeczy mógł umrzeć, a już na pewno pójść do piekła. Nie wiem czy wiecie, ale prototyp płatków kukurydzianych – pokruszone krakersy Grahama, amerykańskiego pastora prezbitariańskiego powstały, żeby zapobiegać temu niecnemu procederowi, uznawanemu za chorobę społeczną. Więc tak, jeśli dziś z zapałem wcinacie płatki śniadaniowe, wszystko dzięki masturbacji!

Poznawanie swoich narządów płciowych to najkrótsza droga do zrozumienia, co nam daje przyjemność. I najzdrowsza. Wszak trudno jest się czymś zarazić przy eksperymentach z samym sobą. W okresie dojrzewania, gdy hormony buzują dotykalibyśmy się najchętniej cały czas. I nie, nie ma w tym nic złego! Poznawanie swojego ciała i swojej seksualności jest biologicznie uwarunkowane i na nasz popęd nie mamy wpływu. Warunkują go bowiem hormony, a jako ciekawostkę dodam, że organy przyjemności seksualnej czynne są już od narodzenia, jedynie od czasu zależy, kiedy dziecko to odkryje. Bardzo często rodzice mają nierealistyczne oczekiwania w stosunku do dziecka, że przestanie się masturbować. Nie wiedzą, że jak mózg odkryje przyjemność z pobudzania organów płciowych, nie da się tego procesu powstrzymać ani cofnąć! Z ciekawością słuchałam na zajęciach, jak jedna z dziewczyn opowiadała, że rodzina przysłała do niej chłopaka, aby go wyleczyła z masturbacji. Bo uwaga – jest nastolatkiem i robi TO kilka razy dziennie! Biedny chłopak, nie dość, że doznaje upokorzenia, bo ktoś z powodów zupełnie odrealnionych, nie rozumiejąc biologii, wysyła go do lekarza. To dodatkowo fundują mu traumę, stygmatyzując, że coś z nim nie tak. Dlatego jeśli jakikolwiek rodzic będzie próbował wmówić dziecku, że to co robi jest złe, grzeszne albo chorobliwe, to funduje mu prosta drogę do seksualnych problemów w przyszłości.

Także masturbacja w związku nie jest niczym złym. Umówmy się, że czym innym jest kompulsywny onanizm 6 h dziennie przy porno, zamiast zwracania uwagi na partnera, a czym innym zaspokajanie siebie, kiedy partnera nie ma pod ręką albo kiedy mamy na to ochotę. Niestety kobiety często źle odbierają sytuacje, gdy nakryją faceta na zabawie z samym sobą. I mnie zdarzyło się wieki temu zrobić jednemu karczemną awanturę, gdy w historii komputera odkryłam porno. No bo jak to? Ja Ci już nie wystarczam? Nie kochasz mnie?! To działa też w drugą stronę, partner który się masturbuje w związku odczuwa czasem ogromny wstyd oraz poczucie winy z tym związane. W końcu coś musi być ze mną nie tak, że uprawiam seks z partnerką, a do tego mam potrzebę samozaspokajania.

Dziś patrzę na ludzką seksualność zupełnie inaczej, stąd potrzeba studiów. Poza tym jednym z moich ulubionych form aktu seksualnego jest obserwacja partnera podczas masturbacji. Dzięki temu uczę się jego instrukcji obsługi. Nie ma nic bardziej zmysłowego, niż patrzenie, jak partner się dotyka i jaka jest jego droga do uzyskania przyjemności. Swego czasu miałam ogromną zajawkę na kobiecy wytrysk. Bardzo chciałam tego doznać i wiedziałam, że gdzieś to we mnie jest, muszę się tylko postarać to odkryć. Oglądałam filmiki instruktażowe, żeby potem całą wiedzę wykorzystać w praktyce. I w końcu się udało. Dzięki temu poznałam kolejny level swojej seksualności i umiem odpowiednio poinstruować partnera w czasie pieszczot. Bez eksperymentów sam na sam ze swoim ciałem niektóre rzeczy są po prostu niemożliwe do osiągnięcia albo zajmą nam dużo więcej czasu.

Dlatego jestem bardzo zdziwiona, że niektóre kobiety w ogóle nie wiedzą, jak TAM wyglądają. Bo ja tam oglądam się codziennie. Wagina to narząd jak każdy inny. Masturbacja niestety jest nam kulturowo obrzydzana, dlatego traktujemy ją jak coś zdrożnego, nieprawidłowego a w najlepszym wypadku jako zło konieczne albo szybki sposób na rozładowanie napięcia. Samodzielne zaspokajanie potrzeby seksualnej może być również pomocne przy drodze do orgazmu w czasie stosunku z partnerem. Poznanie naszego ciała i funkcjonowania narządów płciowych z pewnością ułatwi nam poinstruowanie partnera albo takie ułożenie ciała, w którym mamy większą szanse osiągnąć spełnienie.

Kobiecy orgazm w ogóle wydaje mi się z jednej strony demonizowany jako trudny do osiągnięcia. Z drugiej mężczyźni niewiele na ten temat wiedzą (tych, którzy zaraz napiszą, że uogólniam uprzedzam, że nie wszyscy i nie zawsze:)) Badania pokazują, że w związkach orgazm podczas penetracji osiąga średnio ok. 30% kobiet. Reszta obchodzi się smakiem. Wynika to po prostu z naszej budowy i tak panowie, żebyśmy mogły mieć orgazm w czasie penetracji nasza łechtaczka musi się znajdować w stanie erekcji! Bo łechtaczka, to nie tylko ten guziczek, który widzimy, ale też tkanki erekcyjne, odchodzące po obu stronach wejścia do pochwy. Ich odpowiedni stan napięciowy powoduje zwiększenie pobudliwości mięśni przy wejściu do pochwy. Gdy jesteśmy w stanie gotowości genitalnej te mięśnie przygotowują się, żeby „złapać” penisa, który ma w nas wejść. Większość kobiet podejmuje akt w stanie niepełnej gotowości genitalnej albo półgotowości, gdyby było inaczej, to też zawsze byśmy miały orgazm.

Tak więc brak erekcji łechtaczki = brak orgazmu. Niektóre z kobiet osiągają go w trakcie określonych pozycji, inne pomagają sobie dłonią lub masażerem, jeszcze inne biorą na klatę, że nigdy w czasie stosunku orgazmu nie doznają. Co ciekawe, podczas masturbacji obie płcie dochodzą do orgazmu w podobnym czasie! Podczas penetracji jednak różnice w czasie są kolosalne. Mnie się zdarzały stosunki bez orgazmu, co ciekawe robiąc badania terenowe, większość panów była zdziwiona, bo jak to poprzedniczki po 10 ruchach w przód i w tył wiły się z rozkoszy.

Ja nie twierdzę, że nie ma kobiet, które w ten sposób szybko nie dochodzą. Ale jednak bliżej im do jednorożców niż do przeciętnej kobiety z ulicy. Więc uwaga panowie – ktoś was tu oszukał. A nikt nie jest w oszukiwaniu tak świetny, jak my! To też trochę Wasza wina, bo za cholerę naszego orgazmu nie umiecie rozpoznać. Dlatego zapamiętajcie, że oznaką zbliżania się GO jest napięcie mięśniowe. Bez niego to tylko dobra gra aktorska;)

Przeczytaj również