Ona & On

Oczyszczenie

9 października 2018

Czasem kłamię. Daję Wam lekcje, chodź sama nie umiem z nich korzystać. Samotność zaczyna mnie przerażać. Nie. To coś innego. Przeraża mnie fakt, że nie umiem już wyjść z tej ciszy. Zamknęłam jakąś bramę i zgubiłam klucz. Szukając nie ufam. Pragnąc nie czuję. Kochając nie kocham. Otaczają mnie ludzie, których uwielbiam. Ale oni są wtedy, kiedy chcą być. Nie wtedy, kiedy ich potrzebuję. I widzą to, co chcę im pokazać. Nie to, co jest.

Wiem, że cenicie moją szczerość. Że w skurwiałym świecie plastikowych dup i sztucznych opowieści moje emocje są prawdziwe. Bo są też Waszymi emocjami. Czasem kłamię. Piszę o tym, że trzeba ludziom pozwolić odejść. Chociaż Jego mam ze sobą codziennie.

Gdyby nie On nigdy bym tak nie pisała. I nie byłabym tym, kim jestem. Naszą historię opisałam na starym blogu, chociaż potem wydarzyła się jeszcze setka wątków. Odchodziliśmy od siebie, kiedy my mieliśmy na to ochotę. I wracaliśmy, kiedy my mieliśmy na to ochotę. Nie bacząc na emocje i uczucia drugiej strony. Nigdy.

Wczorajszy list to moja próba przelania emocji na papier. Bo po latach spotykania ludzi i prób ułożenia sobie życia doszłam do bolesnego wniosku, że pomijając fakt, jak bardzo czasem toksyczne emocje nas łączyły i jak bardzo nie umieliśmy oddzielić zła od miłości, mimo wszystko kochałam tylko Jego. To przy nim biło mi mocniej serce. To z nim widziałam swoją przyszłość. Swój dom. I swoją starą siebie.

On dostał drugi tak list. Bardziej osobisty, okraszony wyrzutami sumienia, że w ogóle to robię. Na swoje usprawiedliwienie miałam tylko jego sms sprzed 3 miesięcy. I pomyślałam, że warto. Że podejmowałam już dziesiątki prób, bo byliśmy jak bajkowy żuraw i czapla. Jak on wracał, to ja się zastanawiałam. Jak ja wracałam, to on nie chciał mnie znać. Pomyślałam…Do cholery, co ja sobie myślałam!

I poczułam dziś pierwszy raz od dawien dawna jak bije mi serce, kiedy telefon zadzwonił…

Napisałam Wam, że to iluzja. Nie to raczej poczucie, że zawsze będziemy się kochać, ale nie umiemy ze sobą żyć. Że jesteśmy z tym pogodzeni. Napisałam do niego dlatego, że minęły ponad dwa lata i zmieniliśmy się oboje. I pomyślałam, że może teraz. Może teraz będzie ten moment, gdy będziemy potrafili tego koncertowo nie spieprzyć.

Pomyliłam się.

Dawno nie mówiłam nikomu, że go kocham. I tylko raz w życiu usłyszałam, że ktoś będzie mnie kochał na zawsze. A potem zamknęły się za nami drzwi.

Byłam przygotowana na wszystko. I chociaż widziałam Go jakiś czas temu na tinderze, wiedziałam, że mnie czytuje, żeby sprawdzić co u mnie i rozmawialiśmy ze sobą po tym felernym sms, w życiu nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.

Nie tego, że już mnie nie kocha. Kochał, ale przestał. Rozumiem to. Nie można nikogo zmusić do miłości.

Tego, że spotkał ważniejsze miłości. Lepsze.

W mojej głowie zapamiętałam romantyczny obraz miłości niespełnionej dwojga ludzi, którzy są sobie pisani i nie umieją ze sobą żyć. Myślałam, że miłość, ta prawdziwa, największa nie ma terminu przydatności. Że ludzie mogą się spotkać po 20 latach i dalej się kochać.

Myliłam się.

Zapytałam Go, czemu mnie podgląda. Po co zaznacza czasem swoją obecność. Czemu będąc z tą swoją największą, najlepszą miłością podgląda mnie. Osobę, która nie jest tego warta… Bo ktoś Go zranił i postanowił się odezwać.

Teraz już wiecie, dlaczego trzeba pozwolić ludziom odejść. I dlaczego nigdy nie możecie robić takich rzeczy.
Dlaczego emocje, uczucia drugiej osoby nie mogą być drogą do odwetu na Waszych obecnych historiach.

Może zrobił to po to, żeby mi pomóc się od Niego uwolnić. Nie tak wyobrażałam sobie tą rozmowę. Nie dlatego, że wyobrażałam sobie cokolwiek. Dlatego, że nigdy nie spodziewałam się takich słów. Padło jeszcze wiele innych, dzięki którym wiem, że nasze 5 lat nie miało dla niego tak wielkiego znaczenia, jak dla mnie.

Nie wiem, czy byłam gotowa się tego dowiedzieć. Nie w taki sposób. Mógł powiedzieć, że kogoś kocha i jest szczęśliwy. To by wystarczyło. Ale to pomogło mi zdać sobie sprawę, że zrobił to, co zawsze. Nic się nie zmieniło. Wbił mi nóż. I obrócił nim kilka razy, tak dla lepszego efektu. To mi przypomniało, dlaczego nie jesteśmy razem. To mi przypomniało te emocje, których nie chcę już czuć.

Wiem, że ja muszę Go zabić w sobie. Bo inaczej zabije siebie. Kawałek po kawałku. Nadzieja po nadziei. Myśl za myślą. Stanę się zupełnie martwa.

Chciałam mu życzyć wszystkiego dobrego. Bo tak trzeba. Bo życzy się dobrze tym, których się kocha. Bo miłość nie wybiera i nie można nikogo zmusić do wzajemności.

Nie zdążyłam. Odłożył słuchawkę.
Teraz ja odkładam Go na półkę wspomnień. Na zawsze.

Przeczytaj również