Myśli zebrane

Narodziny bloga czyli na tropie pasji

23 października 2018

Przez większość swojego życia zastanawiałam się nad tym, co mi naprawdę sprawia przyjemność i w czym jestem dobra. Praca, zainteresowania. Wszystko ok. ale cały czas brakowało mi czegoś wielkiego. No bo wiecie, pasja to musi być coś przez wielkie P! Spektakularne! Do podziwiania i przekraczania swoich własnych barier. Blog powstał trochę z potrzeby chwili. Bo szukałam ujścia dla swoich emocji, których mam bardzo wiele. I chociaż piszę dla Was, dla mnie to też rodzaj terapii. Zapisania wszystkiego co ważne i w co wierzę, żebym mogła sobie przypomnieć w chwilach zwątpienia. I przede wszystkim stosować.

Zawsze lubiłam pisać. Ale co innego mieć najlepsze w klasie wypracowania. Co innego studiować, jak się prawidłowo konstruuje newsy i artykuły. A co innego pisać na tak ważny temat, jakim jest miłość, relacje i emocje.
No właśnie jak znaleźć to, w czym czujemy się najlepiej? Moja „specjalizacja” wyszła trochę przypadkiem. Nie dlatego, że nie chciałam robić sobie selfie z nową szminką w windzie. Och jak chciałam! Ale jednak mam dużo więcej doświadczeń miłosnych niż szminek. Więcej przemyśleń z nimi związanych. I analiz niektórych zachowań. I w pewnym kiepskim momencie swojego życia zaczęłam przelewać myśli na ekran.

Blog w obecnej formie to moja praca z ostatniego roku. Po rozstaniu z nurkiem (jakiś czas temu doszłyśmy do wniosku, że wszyscy moim mężczyźni mieli ksywki oprócz Niego, co też jest ciekawym tematem do analizy, ale może innym razem) doszłam do wniosku, że po pierwsze muszę wyrzucić z siebie emocje z tego związku, po drugie, to było świetne zajęcie na niemyślenie i jesienne wieczory, a po trzecie trochę chyba jemu na złość, bo twierdził, że to co robię to straszne bzdury.

No i przybyło Was w ciągu roku ponad 11 tys. chociaż blog ma prawie 6 lat…

Od ponad 10 lat zajmuje się reklamą i marketingiem. Ale najtrudniejsze było przełożenie swojej wiedzy na ten temat na blog. I chociaż wiem, że książek o blogowaniu jest sporo i swego czasu byłam mocno zapatrzona w Tomka Tomczyka i to co robi w blogosferze, myślałam, że coś fajnego obroni się samo. Że pewnego dnia wstanę, a na fanpage będę miała dziesiątki wiadomości i lajków. To się nigdy nie wydarzy. W reklamę bloga i promowanie postów przez te 6 lat wrzuciłam jakieś 1000 dolarów. Pewnie miałabym za to wakacje na Dominikanie. Ale nie chcę. I uwierzcie mi, to niewielka kwota przy tym, ile inni w reklamę wrzucają. Czy promocja jest potrzebna? Nie, jeśli chcesz liczyć na przypadek. Jeśli chcesz odnieść mniejszy czy większy sukces jest niezbędna. Jeden z moich ulubionych cytatów o reklamie Sutarta mówi, że prowadzenie biznesu bez reklamy jest jak puszczanie oka do dziewczyny po ciemku. Nikt poza nami nie wie, co robimy. Możesz zatem tworzyć najfajniejsze treści i poświęcać im sporo pracy, ale nikt się o nich nie dowie.

Owszem możesz też robić świetne treści i ludzie będą je udostępniać i lajkować. Tak jak wczoraj, gdy ktoś wyciągnął mój tekst o męskości z czeluści internetu i na bloga jednego dnia weszło tyle osób, ile w ciągu miesiąca. Ale takich przypadków jest kilka na setki tysięcy blogów, kont w mediach społecznościowych i kanałów na YT. W większości to ciężka praca. I zrozumienie, że to nie coś, co możesz traktować po macoszemu właśnie czyli tworzyć jak masz ochotę. Tylko miejsce, które powinieneś rozwijać i publikować regularnie. Choć podobno przymus zabija wszelką kreatywność.
Odkąd zaczęłam pisać systematycznie, czyli prawie rok temu, efekty były coraz lepsze. Raz, wzrastała liczba fanów. Dwa, zaczęłam lepiej pisać, bo cały czas szkoliłam warsztat. Wiadomo przecież, że im częściej coś robisz, tym jesteś lepszy. Trzy, odnalazłam swoją pasję. Nie tę wielką. Nie tę do pobijania rekordów. Moją własną. Coś co kocham i czuję całym sercem.

Dostaję od Was sporo maili i wiadomości. Większość zahacza o związki, głównie te trudne. Utożsamiacie się z tym, co sama przeżyłam. Szukacie rady. Zawsze chętnie odpisuje, bo wiem jak ważne jest to, żeby się wygadać. Wiem, że mam świetnych fanów. Że dajecie mi pozytywnego kopa i lubię się z Wami dzielić przemyśleniami. Że mało tu hejterów, a dominują ludzie mądrzy i wrażliwi. I tak jak kiedyś pisałam tylko dla siebie, dziś w dużej mierze piszę dla Was. Ku pokrzepieniu samotnych, zagubionych, niezrozumianych dusz i serc. Żebyście mogli lepiej zrozumieć innych. I siebie.

Ten tekst dedykuję wszystkim, którzy szukają swojej drogi. Bo pomysł na seksuologię i psychologię gdzieś tam w tle wziął się z bloga właśnie. A w głowie majaczą w oddali kolejne projekty. Jeśli szukacie swojej pomysłu na siebie i nie wiecie, w czym jesteście dobrzy, po prostu róbcie to, co lubicie. Powoli. Cierpliwie. Konsekwentnie. Autentyczność zawsze się obroni. Fajne treści i materiały zawsze znajdą swoich odbiorców. Nie zastanawiajcie się, czy to co robicie jest bardzo ważne, średnio ważne czy zupełnie błahe. Róbcie to, co sprawia Wam przyjemność. Znajdźcie swoją niszę. Moje zafiksowanie na relacje wyniknęło z konieczności zrozumienia pewnych mechanizmów, z powodu których ludzie łączą się w pary i funkcjonują. Jeśli coś Was interesuje i jesteście w tym dobrzy działajcie!

Przeczytaj również