Psyche

Jak kochać? – odpowiadam na Wasze pytania

21 października 2018

Większość pytań, które się pojawiły, dotyczyła relacji toksycznej. Takiej, w której czujemy, że coś jest nie ok. Nasze JA i potrzeby nie są szanowane. Spychane na margines. Nie jesteśmy szczęśliwi. Zawsze warto się zastanowić, dlaczego się w takiej a nie innej sytuacji znaleźliśmy. Czy to na pewno nasz pierwszy raz. A jeśli nie, to dlaczego może się tak dziać, a nie inaczej. Zaglądajmy w siebie. Uświadamiajmy sobie schematy i zależności. I pracujmy z nimi, jeśli niszczą nam lub drugiej osobie życie.


Czy po rozstaniu tęsknimy za ta osobą, która odeszła czy za emocjami, które mieliśmy w sobie, gdy była z nami?

Myślę, że to tożsame. W końcu to ta konkretna osoba wywoływała w nas te właśnie uczucia. I te uczucia są przypisane do danej relacji. Niestety na ogół tęsknimy za emocjami negatywnymi, bo z naukowego punktu widzenia silne emocje wiążą nas bardziej, a to może mieć niewiele wspólnego z daną osobą. W 1974 roku dwóch profesorów psychologii, Donald Dutton i Arthur Aron przeprowadziło eksperyment z mostami – grupa mężczyzn miała za zadanie przejść po dwóch mostach – jednym niskim i stabilnym, drugim wysokim i chwiejnym. Na końcu każdego z nich czekała bardzo atrakcyjna kobieta, przeprowadzając ankietę i udostępniając swój nr telefonu, gdyby się chcieli dowiedzieć czegoś na temat eksperymentu. Średnio co drugi pan z wysokiego i niebezpiecznego mostu zadzwonił, przy znacznie mniejszym odsetku panów z mostu drugiego. Mimo, że kobieta była ta sama. Ale emocje towarzyszące całej sytuacji już inne. Więc w dużej mierze silne emocje związane z daną relacją przywiązują nas do konkretnej osoby bardziej. Myślę, że relacja z tą samą osobą bez tych emocji nie byłaby nawet w połowie tak silna.

Ile ciosów trzeba przyjąć, żeby przestało nam zależeć na kimś, kto nie jest w stanie przeskoczyć swojego zawyżonego ego dla Ciebie?

Nie umiem stwierdzić, który z tych ciosów będzie ostateczny. Bo to sprawa indywidualna. Dziś, będąc dojrzalszą i ważniejszą dla siebie samej myślę, że do momentu, aż pokochasz siebie. To kluczowe, by przestać biegać za osobami, które nas nie chcą. Przeglądałam dzisiaj moje stare zdjęcia. Zdjęcia z Nim. Na każdym uśmiecham się, a kąciki opadają mi smutno w dół. Bo jestem smutna w środku. Teraz, kiedy mam inne poczucie własnej wartości śmieję się całą sobą. Nie warto biegać za egoistami, bo oni się nie zmienią. A jeśli chcemy kogoś zmienić od A do Z, to czy to na pewno ta osoba? Po zajęciach z psychologii miłości wiem na pewno, że każda, ale to każda relacja jest uznawana za normalną. Dopóki nie krzywdzi obu osób w związku i otoczenia. Zawyżone ego to często osobowość narcystyczna. Jeśli zależy jej na tobie warto porozmawiać i wspólnie określić problem, jeśli to ty biegasz ciągle za kimś, kto cię nie chce, warto się zastanowić dlaczego. W większości dzieje się tak właśnie z powodu obniżonego poczucia własnej wartości.

Czy to jeszcze uczucie czy toksyczne uzależnienie?

Toksyczna miłość to też miłość. Tylko uwarunkowana innymi zależnościami. A one wynikają ze schematów, w które wchodzimy i z deficytów, których uzupełnienia w drugiej osobie szukamy. Myślę, że granica między jednym a drugim wynika z szacunku do siebie. Uzależnienie jest wtedy, gdy cierpisz. Gdy boli cię jego zachowanie, ale mimo wszystko nie potrafisz z tego zachowania zrezygnować. Jeśli tak się dzieje, warto się zastanowić dlaczego.

Czyli bardziej kochamy niedostępnych, albo tych, którzy od czasu do czasu pokazują nam plecy. Tylko czy te emocje to miłość, czy raczej zraniona duma i ambicja? Bo miłość z definicji powinna być bezwarunkowa.A my krzyczymy „skurwiel”, jeśli nas nie chce i idzie do innej. A może należałoby powiedzieć „taki fajny facet, a ja to zepsułam”

Myślenie, że coś zepsułam i to moja wina jest jednym z nieodłącznych schematów kobiety, zwłaszcza kobiety o zaniżonym poczuci wartości. Skrajne przypadki potrafią sobie wytłumaczyć największe krzywdy ze strony mężczyzny swoimi błędami! Jeśli chodzi o niedostępność i emocje z tym związane, to pisałam już o tym powyżej, inna sprawa, że tak jesteśmy skonstruowani, że wolimy iść na polowanie niż zjeść padlinę leżącą przed wejściem do jaskini. Lubimy gonić. I lubimy niedostępność. Dlatego lepiej dla relacji będzie, jak partnerzy od czasu do czasu dadzą sobie odrobinę luzu, zamiast dyszeć sobie w kark. Jeśli chodzi o zranioną dumę i ambicje, to myślę, że to tylko jedne z szeregu całych palet emocji i odczuć, które towarzyszą nam przy relacjach toksycznych. A miłość bezwarunkowa brzmi pięknie i idealistycznie, niestety najczęściej zdarza się na linii rodzic-dziecko:)

Kiedy powiedzieć stop ? Sobie, jemu, nam? Dlaczego czasem tak długo czekamy z decyzją? Jak wiele kobiet mówi-mogłam to zrobić dużo wcześniej!

Nigdy nie jest za późno na zmiany. I to sprawa indywidualna. Generalnie pierwsze sygnały daje nam nasze ciało, gdy odczuwamy, że jakieś zachowanie partnera w stosunku do nas nie jest ok. Jeśli nam przeszkadza sposób, w jaki nas traktuje to zamiast się odsuwać czy zamiatać sprawę pod dywan albo liczyć, że się sama naprawi powinniśmy porozmawiać i powiedzieć o tym, co nas boli. Jeśli zależy nam na związku a zachowanie partnera ma głębsze podłoże, bo wynika z jakichś naleciałości albo np. jest to osobowość narcystyczna, powinniśmy się zdecydować na terapię. Ludzie nie odchodzą lub nie przerywają toksycznych relacji z wielu powodów. Proszę pamiętać też czasem, że zachodzi sytuacja, w której jedna ze stron jest zawsze w roli ofiary i narzekacza na swój związek i tylko w takim układzie się odnajduje. Ale ma to już głębsze podstawy psychologiczne. Poza tym, to co dla nas z bocznej kamery może się wydawać relacją katastrofalną i sami byśmy tak nie mogli, wcale nie musi takie być dla tych dwóch osób tworzących związek. Dopóki są razem szczęśliwe wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Jak to jest z ludźmi – czy jest tak, że człowiek tak bardzo potrafi się zmienić czy my pewne rzeczy dostrzegamy dopiero po latach? Czy jesteśmy w stanie po kilku miesiącach znajomości poznać kogoś na tyle by zaufać? Skąd wiadomo, że tym razem będzie inaczej?

Mój brat mówi, że ludzie się nie zmieniają. Ja myślę, że pod wpływem określonych zdarzeń, przeżyć czy ludzi, których spotykają zmieniają się dosyć mocno. Wchodzimy też w różne role w relacjach z różnymi ludźmi i uwypuklają się lub zanikają nam pod wpływem znajomych czy partnerów określone zachowania. To dlatego możemy być różni, choć wydaje nam się, że wcale się nie zmieniliśmy. Czas zawsze daje nam odpowiednią perspektywę. Potrafi zneutralizować jakieś zachowanie lub wydarzenie albo je wyolbrzymić. Kilka miesięcy znajomości może być bardzo intensywne, pełne wzajemnej wymiany informacji, bliskości i budowaniu intymności, która sprzyja zaufaniu i otwieraniu się, jak i dosyć ogólne. Myślę, że budowanie zaufania zależy od konkretnej osoby. Jednej chcemy od razu powiedzieć wszystko, przed inną otwieramy się o wiele dłużej. Nie wiem, co znaczy inaczej. Jeśli cały czas jest „ tak samo” warto się zastanowić, czy nie wpadamy z jakichś przyczyn w swoje schematy. To nie tak, że 20 partnerów pod rząd nas zdradza albo zostawia. Z jakichś powodów ich wybieramy.

Dlaczego nie zawsze potrafimy szczerze sami przed sobą przyznać, że nie jesteśmy szczęśliwi? Dlaczego tkwimy w związkach czy relacjach, które nas nie satysfakcjonują? Dlaczego nie potrafimy na tyle się szanować, by odejść od tego co nas rani i nie daje szczęścia?

Każdy z nas inaczej definiuje szczęście. I tak jak już pisałam wyżej, dla jednych jakiś model związku będzie totalną porażką, a dla innych będzie najlepszym związkiem na świecie! Czasem nie potrafimy się przyznać do nieszczęścia, bo przybieramy różne maski. Czasem są one przynależne do konkretnego typu osobowości np. narcyza, czasem są wynikiem wewnętrznego konfliktu, który toczy się w nas samych. Jeśli dana relacja nas nie satysfakcjonuje, powinniśmy się zastanowić, czy jest to związane z partnerem, jego zachowaniem względem nas czy oczekiwaniami związanymi z tą relacją. A może coś, co dawało nam satysfakcje przez ostatnie 10 lat nagle już nie daje, bo to my się zmieniliśmy i zaczęliśmy jako problem dostrzegać coś, co wcześniej problemem nie było. Często tkwimy w relacjach, które nas nie satysfakcjonują z powodu różnego rodzaju psychologicznych podległości i symbioz, które wytworzyliśmy z partnerem. On daje nam coś, czego potrzebujemy i na odwrót. Szacunek do siebie to też temat, który wynika z uksztaltowania naszego ja, tego co dostaliśmy w dzieciństwie i poczucia własnej wartości.

Ile razy można moczyć stopę w tak zwanej „tej samej” rzece?

Dobrze wiemy, że rzeka nigdy nie jest taka sama:) I właśnie to powoduje, że chcemy do niej wciąż i wciąż wchodzić! Bo liczymy, że coś się zmieniło. My, partner, toksyczne uczucia i emocje, które nas wiązały. Dlatego czasem próbujemy po raz kolejny i kolejny, tylko jeśli nic się nie zmienia, to znaczy, że między dwiema osobami, które próbują tworzyć związek zachodzi jakiś mechanizm, który powoduje, że działają na siebie w ten, a nie inny sposób. Może to wynikać z konkretnych typów osobowości, skryptów, które zostały nam wdrukowane lub koluzji, czyli działania partnerów na gruncie podświadomym, które powodują określone reakcje. Więcej o tych zagadnieniach wkrótce w nowym tekście!

Podobno egoizm jest największym wrogiem dojrzalej mądrej miłości. Z drugiej strony dobroć, empatia nie jest doceniana, szanowana. Co na ten temat sądzisz? Dlaczego mężczyźni kochają zołzy, sztuczne, puste laski?

Zależy jaki egoizm. Egoizm narcyza, który potrzebuje drugiej osoby, żeby się w niej przeglądać albo świecić jeszcze jaśniej jak najbardziej. Ale zdrowy egoizm, mający na uwadze nasze dobro, jako odrębnych jednostek jest potrzebny. Chyba, że tworzymy związki symbiotyczne i bycie w tak mocno zacieśnionej relacji odpowiada obu partnerom. Idąc tym tropem, moglibyśmy powiedzieć, że kobiety kochają maczo a mężczyźni zołzy. Tylko, że taki dobór partnerów dzieje się wg jakiegoś psychologicznego klucza. Bo nie wszyscy to maczo i zołzy. Cechy, które wymieniłaś w zdrowej relacji na pewno będą doceniane i pożądane, pewnie trudniej będzie z ich gloryfikacją przez mężczyznę, który jest maczo. O problemie możemy mówić, gdy wybieramy cały czas osoby, które mają takie cechy gdzieś, jednocześnie narzekając, że mamy faceta, który tego nie docenia. Bo raz, może lubimy narzekać i wchodzimy w rolę wiecznego cierpiętnika, dwa może lubimy taki typ i mężczyznę, który by ww cechy docenił uznamy za nudziarza?

Czy związek z osobą chorą psychicznie lub uzależnioną może się udać? Jak wyznaczyć sobie granice w relacji z druga osoba?Czy sapioseksualizm to nie snobizm?

Odpowiadając kolejno – zależy od stopnia schorzenia. Wczoraj na zajęciach mieliśmy przytoczony przykład pary, którą tworzą dwie osoby o osobowościach psychotycznych i ich związek jest udany. Teoretycznie więc, każdy związek może się udać, jeśli obu osobom da szczęście. I relacja opiekun-opiekujący i władca- poddany i narcyz-osoba, która musi kogoś podziwiać. Gorzej, gdy dwie osoby nie są z tego samego schematu. Jeśli chodzi o uzależnienie, to rozumiem, że nikt nie chce być uzależniony cały czas i chce coś zmienić. Leczy się. Każdy zasługuje na szansę. Jednak nie można złożyć swojego życia na ołtarzu cudzych problemów, no chyba, że masz schemat opiekun-opiekujący i chcesz go ratować, wtedy się uda. Dopóki on będzie tej opieki/ratunku wymagał. Bo co jeśli się wyleczy, a ty będziesz go dalej chciała ratować? To czy i jakie granice wyznaczać, zależy od tego, jakich oboje potrzebujemy granic w związku. Dla jednych będą one zamknięte, dla innych mocno rozmyte. Jeśli obojgu partnerom wystarcza tylko ich świat do osiągnięcia pełnej satysfakcji z relacji, to nie ma w tym nic złego. Zastanów się, jakich granic potrzebujesz i czy partner jest w stanie je uszanować, bez straty i poczucia nieszczęścia u niego samego. Sapioseksualizm musiałam sobie wyguglać:) Przeczytałam definicję i w sumie to trochę dorabianie ideologii – no bo po pierwsze nie od razu się zakochujesz, no kurde od razu to się zakochują nastolatki. Wolisz świetną rozmowę od okazjonalnego seksu, no ale mi odkrywcze! Pociąga cię wiedza itp. Więc tak naprawdę myślę, że to ukucie terminologii do tego, co preferuje większość z nas. Ale słowo ładnie brzmi;)

Czy odnowa spotkań i jasno postawione granice w związku to „zdrowy egoizm” czy oznacza to bycie samolubnym?

Nie wiem, co oznacza odmowa spotkań i z jakiego powodu? Inną sytuacją jest u jednej strony potrzeba widywania się codziennie a u drugiej nie, bo czuje się osaczona. Ważne, żeby się dobierać wg swoich klanów (o tym będzie więcej wkrótce), czyli ważnych elementów życia i podejścia do pewnych spraw i tematów. Zdrowy egoizm jak już pisałam jest potrzebny. Może się jednak zdarzyć sytuacja, gdzie ty czujesz się super, bo się widujecie dwa razy w tygodniu, a druga osoba chciałaby codziennie. Warto rozmawiać i obserwować sytuacje. I siebie. Jak się z danymi emocjami czujemy. Czy dla nas to jest ok. i czy nie unieszczęśliwia drugiej osoby.

Przeczytaj również