Ona & On

Kiedy chcesz to, czego nie masz

12 września 2018

Nie wiem, dlaczego jeszcze nigdy nie zajmowałam się tym tematem w całości. Co prawda przewijał się gdzieś przy innych okazjach, ale nie było jednego tekstu mu poświęconego. A tak naprawdę dotyczy niemal każdego z nas. Bo niemal każdy zdradzał. Lub był zdradzany. Dla jednych to chleb powszedni i zawsze w związku grają na dwa fronty. Dla innych to usprawiedliwienie dla „nie potrafię wybrać”, dla jeszcze innych świństwo, którego nigdy nie zrobiliby partnerowi. Ale nigdy nie mów nigdy.

Będąc młodą, wrażliwą i naiwną też mi się tak wydawało. Że miłość to tylko na wieki i jak się kogoś kocha, to nie ma opcji rozglądania się na boki. A potem dorosłam. A potem ktoś mnie zdradził. I to co było wczoraj przestało się liczyć. Do dziś pamiętam to uczucie, jak siedzę na ławce w obcym kraju, po tym jak się dowiedziałam. Samotniejsza niż kiedykolwiek. I nie wiem, co ze sobą zrobić. Dokąd iść. Nie mogłam spojrzeć mu w twarz. Chciałam biec przed siebie, aż skończy się świat.

Wybaczyłam mu. Chociaż będąc naprawdę dorosłą (tak, mając lat prawie 38 wreszcie mogę to powiedzieć:)) nie wierzę w wybaczanie zdrad. Nie dlatego, że trzeba mieć naprawdę silną psychikę, żeby to przetrwać. Nie dlatego, że są rożne rodzaje zdrad. Ale o tym za chwilę. Dlatego, że kiedyś to wybaczenie może wam się odbić czkawką. Kiedyś. Za rok, dwa, 5 a może 20. Ktoś z was tę zdradę wykorzysta. Wypomni. Ona mu da przywilej bycia lepszym. Podczas kłótni. Podczas kryzysu. Kiedyś. Osoba zdradzona będzie chciała być na górze. I wtedy ją wyciągnie.

Wybaczyłam mu. I poleciałam go pilnować, bo wydawało mi się, że jak będę miała na niego oko, to nic złego nie może się wydarzyć. Przez dwa miesiące mieszkałam z nią i z nim pod jednym dachem na drugim końcu Europy. To chyba jeden z gorszych okresów mojego życia.

Kolejna młodociana bzdura. Nasze spojrzenia, kontrola, gesty nie uchronią żadnego związku przed zdradą. Ba, pod latarnią najciemniej. Nie można kogoś pilnować, żeby nie przydarzyło wam się nic złego. Bo skąd będziesz mieć pewność, czy się nie przydarza dlatego, że on nie chce czy dlatego, że go pilnujesz? Ludzie mają wolną wolę. I nie są niczyją własnością. I jak będą mieli ochotę albo okazję, to nikt i nic ich nie powstrzyma.

Wykorzystałam to. Ta zdrada dała mi przyzwolenie do przesuwania granicy. Do przeglądania się w cudzych oczach i patrzenia, co z tego wyniknie. Bo wydawało mi się, że mogłam. Bo on zdradzając mnie pierwszy dał mi przyzwolenie na to, żebym ja zachowywała się jak świnia. Znam takich przypadków więcej. Niby ktoś mówi, że wybaczył. Ale tak naprawdę nigdy mentalnie nie poradził sobie ze zdradą. Bo nie oszukujmy się. To jest cholernie trudne. Nie mówię tu o związkach otwartych, tylko o takich, gdzie ludzie mówią sobie kocham cię, mają dzieci albo szepczą do ucha, chcę być z tobą na zawszę. Bo jak przeboleć to, że ktoś chce być z tobą, a następnego dnia pakuje w kogoś innego penisa? Jak się w tym odnaleźć? Dziś myślę, że jedyną zdrową drogą do uleczenia związku jest wspólna terapia. Nie ma drogi na skróty.

No właśnie, ale czy ten penis w drugiej osobie jest taki ważny? I tak i nie. Bo są różne rodzaje zdrady. I myślę też, że od rodzaju więzi, jaką się ma z drugą osobą, można łatwiej wybaczyć zdradę cielesna. Lub mentalną. Bo dla kobiet w pewnym momencie ten penis nie jest taki istotny. Jednorazowy wyskok na wyjeździe integracyjnym? No trudno, stało się. Może był pijany. Może nie kochałam się z nim od 3 lat i to dlatego wzięły nad nim górę instynkty? Ale jak ją całował i mówił, że kocha to już grubsza sprawa. No bo tu mamy jeszcze dwie zdrady – jedna, kiedy z kimś jesteśmy, ale zakochaliśmy się w kimś innym. Nie zwykły romans, fascynacja seksualna. Tylko czysta miłość albo chociaż chwilowe zauroczenie, które powoduje, że to z tą osobą chcemy być, a nie z tą, z którą jesteśmy. Z takiej zdrady ciężko jest wybrnąć. W takiej zdradzie ciężko jest wytrwać. W takiej zdradzie ciężko jest wybrać. Bo na ogół kochamy wtedy dwie osoby. Bo mamy za sobą przeszłość. A przed sobą przyszłość. Bo każda nam daje coś innego. Chociaż kiedyś stary przyjaciel powiedział mi, że jak musisz wybierać i każdy ci daje coś innego, to znaczy, że żaden nie jest tym właściwym. Znajdź tego, który da ci wszystko. Przeczytałam ostatnio coś, o czym już pisałam w tekście A kiedy przyjdzie inne. Zdradza jedna strona. Ale za zdradę i jakość relacji odpowiedzialne są zawsze dwie.

Zdrada nam się nie przytrafia ot tak sobie. Nie wychodzimy do pracy i nie trafia nam się po drodze przygodny seks. Ona ewoluuje. Jeśli mamy w związku zaspokojone wszystkie potrzeby – emocjonalne, seksualne, intelektualne, ktoś nas kocha, szanuje, akceptuje, motywuje i jednym słowem uzupełnia, nie ma szans, żeby zainteresowała nas inna osoba. Jak masz w domu 5-daniowy obiad, to nie wpieprzasz kebaba na mieście, proste nie?

Jeszcze innym rodzajem jest zdrada mentalna. Taka, gdy ktoś spędza czas z drugą osobą, zamiast z tobą. Dzieli się z nią swoimi problemami, daje jej więcej wsparcia niż tobie. Kradnie wasz czas, darując go jej. Przechodziłam to. Mój partner za cholerę nie chciał zrozumieć, dlaczego rozpieprza mi serce i mózg na kawałki, ratując zawsze swoją byłą z opresji, będąc na każde jej zawołanie i spędzając z nią każdą wolną chwilę. I co z tego, że nie było seksu. Jak ona miała to wszystko, czego dla mnie już zabrakło. Taka zdrada rani bardziej, niż penis w obcym ciele.

Myślę, że ze zdradą jest tak, że jak pozwolisz sobie na nią raz i zobaczysz, że od tego się nie umiera i nie kończy się świat, zaczynasz przesuwać granice. Że jeśli kiedyś kogoś zdradzisz, będziesz mógł to zrobić kolejny raz. I kolejny. Nie mówię, że to zrobisz. Tylko, że będziesz mógł. Zdradziłam kiedyś. Tego mężczyznę, który zdradził mnie. Bo wydawało mi się, że mogłam. Że będziemy kwita. Zdrada to nigdy nie jest coś za coś. Czasem zdarza mi się czytać, że jedna strona daruje drugiej skok w bok w prezencie za swoje wyskoki. To nie jest dobra droga.

Byłam też po drugiej stronie. Byłam tą drugą. Dziś już nigdy bym się na to nie zdecydowała. I jak patrzę z perspektywy czasu na te historie, to nasuwa mi się jeden wniosek. Faceci w takich układach romansowych zawsze wykorzystują kobietę. Wykorzystują jej niedowartościowanie. Wydaje im się, że jak ją dopieszczą werbalnie i w inny sposób, to ona będzie się czuła zauważona i kochana. Co z tego, że na pół gwizdka. Ważne, że w ogóle! Kobiety świadome swojej wartości nie godzą się na takie układy. Nie chcą być zamiast. Chyba, że w domu też mają partnera lub męża i taka zdrada to tylko seks. Poza tym wydaje mi się, że żony lub partnerki często wiedzą, że ich facet, nazwijmy to jada na mieście. I przymykają na to oko. Bo mają sporo korzyści. Mężczyzna wraca do domu spełniony, uśmiechnięty. I kran naprawi. I na zakupy pojedzie. I kwiaty kupi, bo dręczy go nieustanne poczucie winy. I jakieś urozmaicenie do łóżka wprowadzi, bo a nuż się czegoś nauczył.

Byłam też w sytuacji, gdy poszłam do łóżka z kimś, mając przerwę (trochę jak Ross z Przyjaciół, tylko dłuższą:)) Czyli tak naprawdę będąc wolną osobą. Mój partner nigdy tego nie zrozumiał. Dla niego to była najgorsza sprawa na świecie i zawsze, kiedy potrzebował wziąć nade mną górę nazywał mnie kurwą. Nie ważne co on zrobił i jak bardzo zdradził mnie mentalnie ze swoją eks (to ta historia z kilku akapitów wyżej), zawsze mógł mnie nazwać kurwą. Jakby to wymazywało każde jego zachowanie. Każdą krzywdę, którą mi zrobił. Inna sprawa, że zrobiłam to z zemsty. Wiedziałam, że to go zrani do krwi. Tego też nie róbcie. Zdrada z zemsty to tak naprawdę chęć odegrania się na osobie, którą się kocha. Bo stracicie szacunek do siebie. A próba posklejania relacji na takich fundamentach będzie żmudna i bolesna.

Dziś o wiele łatwiej jest zdradzać. Można wejść do internetu i otworzyć przed kimś serce i duszę, a nasz niczego nieświadomy partner siedzący na kanapie nigdy się nie dowie, z kim i o czym rozmawiamy. Można znaleźć przygodny seks. Można się umawiać na dziesiątki randek i niby z kimś być, a tak naprawdę wybierać najlepszą z opcji. Można się upić i iść do łóżka na imprezie firmowej, bo alkohol i magia chwili. Można szukać tego, czego w związku brakuje. A można się też po prostu zakochać. Myślę tylko, ba wiem to, że zdradzając kogoś to trochę tak, jak zdradzać samego siebie. Te ideały, w które się wierzyło. Wasze wszystkie wspomnienia. Ale nie oceniam, bo wiem, że tyle jest powodów zdrad, ile ludzi na świecie. I wiem, że zdrada to trochę droga w jedną stronę.

Raz zdradzisz, a już zawsze będzie ci łatwiej. Raz zostaniesz zdradzony, a już zawsze będziesz niekompletny.

Przeczytaj również