Myśli zebrane

Wszystkie te chwile

21 sierpnia 2018

Zastanawialiście się kiedyś, czym jest szczęście? Ostatnio mieliśmy ciekawą dyskusję z Rafałem na ten temat. Bo ja uważam, że moment, kiedy byliśmy szczęśliwi potrafimy dopiero ocenić z perspektywy czasu. I najczęściej tak robimy. Rzadko kto umie powiedzieć, tu i teraz, że jest mu dobrze. Za to po jakimś czasookresie, kiedy nabierzemy dystansu, perspektywy albo spotkały nas gorsze/lepsze rzeczy umiemy powiedzieć – ooo, 3 msc temu to ja dopiero byłem szczęśliwy!

Jak ja lubię się z Tobą nie zgadzać! A tutaj mogę się nie zgodzić w pełni. Z perspektywy czasu mogę ocenić, że miałem więcej włosów, mniej kilogramów, super seks albo cudowny relaks. I mogę ocenić, że byłem radosny albo „złapałem chwilę złudnego szczęścia”. Złudnego, bo tak przynajmniej mi się wydaje, myląc szczęście płynące ze mnie z zaspokojeniem płynącym z zewnątrz. A to dwie, odrobinę różniące się między sobą sprawy.

A to Twoje zaspokojenie z zewnątrz to nie mogą być rzeczy, które na nas wpływają? Ludzie, sytuacje, piękno przyrody? Jakiś czas temu będąc nad morzem i gapiąc się na zaćmienie księżyca było mi bardzo dobrze. Wiesz, taki moment, kiedy wszystko jest na swoim miejscu. Ty, chwila, życie. Tylko, że moim zdaniem zbyt często te momenty potrafimy docenić z perspektywy czasu, myśląc sobie, że wtedy to dopiero było fajnie!

Bo może wtedy byłaś właśnie szczęśliwa!? Nie możesz być szczęśliwa „wtedy”. Nie możesz być szczęśliwa „jutro”. Tylko w tej chwili, w której się znajdujesz. Wspominanie szczęścia? Czy to nie jedynie plasterek na obecną chwilę? Ilu ludzi patrzy w przeszłość i mówi sobie (a często wręcz wmawia): „Ależ wtedy byłam szczęśliwa!”, „Byłem głupi, że z tego zrezygnowałem”. Czasem patrząc na sytuacje, w których nie tylko nie byli szczęśliwi, ale wręcz cierpieli, myślą, że byli szczęśliwi. A to już tylko złudzenie i reinterpretacja. A nie w chwili, w której się znajdujemy.

Czyli szczęście to tylko ta chwila teraz? Przecież my, ludzie w danej chwili możemy co najwyżej narzekać, bo jesteśmy mistrzami w znajdowaniu tego, co złe, nie tego, co dobre. Skupiamy się na porażkach i smutkach. Tym, co nas wkurza. Kierowcy, który nam zajechał drogę. Dziecku, które nas zdenerwowało od rana. Za długiej kolejce. Za małej wypłacie. A nie tych chwilach, w których jest nam fajnie. Beztrosko. Dobrze. Jakkolwiek byśmy tego nie nazwali. Wydaje nam się, że szczęście to musi być coś wielkiego. Własny jacht. Mercedes. Albo chociaż dom z ogródkiem. Ale szczęście to przede wszystkim małe chwile. Czyjeś słowo, kiedy nam smutno. Poranek, kiedy nam dobrze. Niesamowite jedzenie. Muzyka, która porusza. Sportowy sukces. Praca, która daje nam satysfakcję. Wiele różnych elementów, połączonych w jedną całość. A może za każdym razem drobne elementy, których nie zauważamy?

Wiesz co, kiedyś też tak myślałem. W sumie jeszcze całkiem niedawno – zaledwie 5 lat temu. Ale okazało się, że w pewnym momencie poczułem się szczęśliwy niezależnie od tego, czy coś wyszło, czy nie. Czy miałem mało, czy dużo. Tak naprawdę pierwszy raz naprawdę szczęśliwy poczułem się, gdy nie miałem już nic i byłem w totalnym dołku. I dalej byłem w dołku, było mi źle, płakałem, ale byłem szczęśliwy. Są chwile, w których nie mam siły, ogarnia mnie totalna rezygnacja, marzę, by się już więcej nie obudzić, są te, gdy jestem radosny, uśmiechnięty i wszystko mi się w życiu udaje. Ale nie pamiętam już chwil, kiedy szczęście nie stało przy mnie. Bo dla mnie to uczucie nie ma już nic wspólnego z nastrojem. Jest bardziej poczuciem tego, że w każdym momencie, nie ważne jak słaby czy silny jestem, jak radosna czy smutna jest dla mnie dana chwila – jestem wobec siebie uczciwy i nie muszę się oszukiwać. Stałem się swoim przyjacielem. I gdybym miał w najprostszy sposób powiedzieć, czym dla mnie jest szczęście powiedziałbym, że jest każdą chwilą, w której siebie kochasz. Bo jeśli kogoś kochasz, robisz to niezależnie od tego, jak mu się w danej chwili w życiu wiedzie. A on/a wie, że zawsze jesteś obok. Bez przerwy. Przez całe życie.

W ogóle to to całe szczęście to mocno przereklamowany temat. Bo po pierwsze dla każdego będzie oznaczać coś innego, w zależności od charakteru, mentalności, środowiska, życia i kontekstu w ogóle. Po drugie szczęście się nie wartościuje – dobrze, lepiej, szczęście. Więc w sumie nie wiadomo, co to tak naprawdę jest!

No nie wiadomo – przez tyle wieków ludzie zastanawiają się, czym jest szczęście i dalej nic nie wiedzą na ten temat. To tak, jak miłość – każdy ma zupełnie coś innego na myśli. Albo czym jest mądrość? Co ciekawe, ludzie nie mają problemu z określeniem, czym jest brak miłości czy nieszczęście. Bo to w końcu „oczywiste”. Gdyby życie było kelnerem na naszym przyjęciu, to ja bym mu cholernie współczuł. Podchodzi do gościa i pyta: „Co podać na szczęście?”. A w odpowiedzi słyszy: „No nie wiem, muszę się zastanowić. Ale wie Pan, ja nie lubię wakacji i mojej żony. Z kolei moja żona nie lubi swojej pracy, a jest księgową i ja tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć. A co nam Pan może poleca?”. A szczęście z uśmiechem na ustach myśli sobie: „Polecam spierdalać’.

Przeczytaj również