Myśli zebrane

Jestem emocją

2 lipca 2018

Są ludzie, dla których kontrolowanie swoich emocji jest sensem życia. Od których praca, środowisko albo rodzice zawsze wymagali, żeby byli opanowani i nie pokazywali, co czują. Bo przecież Franek nie może płakać, chłopcy nie płaczą. A Małgosia być smutna, bo dziewczynki nie mają focha. I ci dorośli mali ludzie nagromadzili w sobie tyle emocji, że wychodzą im bokiem chorobami albo życiową frustracją. Ja mam inaczej. Odkąd pamiętam, karmiłam się emocjami. Moi rodzice pozwalali mi na ryki, fochy i histerie. Przegięcie? Jasne! Ale gdyby nie one, nie mogłabym dla Was tak pisać.

Pamiętam taką sytuację z dzieciństwa. Mam 5 lat, jestem rozpuszczonym do granic możliwości brzydkim i nieszczęśliwym bachorem. Albo na odwrót. Ale tata mnie kocha. Tata chce mi sprawić przyjemność i łapie mi motylka. Do słoika, a wiadomo, że w słoiku żyć może tylko fasola albo piasek znad morza. Motylek nie utargał i odszedł ode mnie po jakichś 2 godzinach niemego podziwu przez szkło. Ale ja chciałam podziwiać go dalej. Mała ja chce motylka, tata chce złapać nowego, ale ja chcę tego, ma żyć tu dla mnie, zaraz, natychmiast. I bek. I wycie. I zbiorowa histeria. I jakieś 10 tysięcy siwych włosów na głowach moich rodziców.

Dobre emocje są dobre. Dobre emocje dwojgu emocjonalnym ludziom potrafią zabrać oddech i przyspieszyć tętno do 200. Dobre emocje sprawią, że nikt nie będzie tak do Ciebie pisał. Nikt nie będzie tak do Ciebie mówił. Nikt nie będzie tak Cię dotykał. Nikt tak bardzo nie sprawi, że poczujesz się wyjątkowy. Nikt nie da Ci tyle uczuć, miłości, bliskości, obecności. Nikt. Nigdy. Więc wyobraźcie sobie ten kosmos, gdy spotykają się dwie emocjonalne osoby. Najlepsze teksty na blogu powstały przez nich, dla nich i o nich.

Złe emocje są złe. Są najgorsze. Nikt Ci tyle nie zabierze. Nikt nie powie Ci tyle zła w jednym momencie. Nikt tak bardzo nie będzie Cię nienawidził. Robił świństw. Nikt tak bardzo nie będzie chciał, żebyś zniknął. Nikt nie da Ci tyle zła, krzywdy i słów, których nie można wymazać.

Im jestem starsza, tym bardziej staram się to wypośrodkowywać. Bo wiem już z doświadczenia, że jak dwie osoby, które są emocjonalne wejdą w fazę drugą, zostaną tylko zgliszcza. Więc staram się zostawić to, co było niedobre i karmić się tylko tym, co fajne, pozytywne, niespotykane. Co ciekawe, będąc tak bardzo emocjonalna nigdy (no prawie, za wyjątkiem rzucanego solidarnie wypowiedzenia, bo ktoś chciał skrzywdzić osobę, którą lubiłam i szanowałam) nie pokazuje emocji w pracy. Nie płaczę. Nie dramatyzuje. Nie kopię pod nikim dołków. Robię swoje.

Wiem też, że nie potrafiłabym funkcjonować z kimś, kto posługuje się tylko swoją sferą racjonalną. Wyobraźcie sobie, że chcecie się do kogoś przytulić i powiedzieć mu, że jest dla Was całym światem, a on na to mówi, a nooo OK. I nie ma tu nic do rzeczy, czy potrafi się mówić o tym, co się czuje. Chodzi o to, żeby w ogóle czuć. I ten facet może być dla kogoś najwspanialszy na świecie. Prawdopodobnie będzie się potrafił drugą stroną bardziej opiekować i zagwarantuje jej solidną, stabilną miłość. Ale to nie mój świat.

Pisałam ostatnio o miłości. Pojawiły się zarzuty, że jestem infantylna, dziecięca, że motylki są zawsze tylko na początku. Ja nie wartościuje miłości. Mówię o tym, jaka ma być dla mnie. Przecież są takie osoby, dla których motylków nie będzie wcale. Bo po prostu takie są. Racjonalne, bez emocji. Pomiędzy nimi a mną nigdy nie byłoby chemii, picia wina do rana na plaży, biegania w deszczu i czytania sobie książek na głos. Pewnie byłyby dzieci, wspólny kredyt i ładne zdjęcia z wakacji. I to nie jest złe. Każda miłość jest inna i każdy musi szukać swojej drogi.

To po prostu nie jest dla mnie.

Bo jak zamknę oczy, chcę widzieć pod powiekami Jego. Jak skończę rozmawiać, chcę, żeby znowu do mnie zadzwonił. Jak płaczę, chcę żeby wycierał mi łzy. Chcę czuć jego zapach na swojej skórze i swoich majtkach. Chce Go mieć wdrukowanego w mózg. Niech powietrze będzie gęste i lepkie od nas. Niech nas sklei.
Dopóki emocje nas nie rozłączą…

Przeczytaj również