Lifestyle

Piłka jest jedna a bramki są dwie czyli piłkarskie święto czas zacząć

14 czerwca 2018

Jestem chłopczycą. Mentalnie, bo fizycznie mimo braku cycków jednak widać, że baba. Ale combo charakteru mojej mamy i wszystkich moich prababek spowodowało, że mam większe jaja niż niejeden facet. Dlatego się z facetami przyjaźnię i dlatego najbardziej na świecie kocham piłkę nożną. Stąd raz na 2 lata znikam na miesiąc zaszywając się w krainie bramek, emocji, piwa i spalonych.

Nie wiem, czy to marzenia mojego ojca, błąd w matrixie czy zwykły przypadek spowodowały, że zasiadłam przed telewizorem mając lat pięć i obejrzałam swój pierwszy w życiu mecz. Czy byłam zainteresowana? Pewnie średnio, jak na pięciolatkę przystało. Z drugiej strony na tyle, że przy każdym kolejnym meczu/ mistrzostwach wsiąkałam coraz bardziej. Pamiętam, jak Baggio nie strzelił karnego, pamiętam jak wyłam, gdy Włosi odpadli w Euro po złotej bramce, pamiętam najcudowniejszą na świecie Brazylię, która wchodziła na boisko trzymając się za ręce. Pamiętam Danię, która wygrała u siebie Euro i Schmeichela nie do pokonania, pamiętam Holandię z De Boerami i Overmarsem szybkim jak błyskawica, która zawsze pięknie grała i zawsze miała cholernego pecha. Pamiętam pięknego Batistutę i Camposa, kolorowego bramkarza z Meksyku, Valderramę z rudą lwią grzywa, Greków, na których nikt nie stawiał i zrobili niespodziankę. Pamiętam, jak się wkurzałam, gdy mama zabraniała mi oglądać meczów w nocy i jak czekałam na niedzielny program Domenica Sportiva na rai uno, żeby być z włoską liga na bieżąco. Pamiętam jak na ślubie mojej koleżanki wymknęłam się do pubu, żeby w spokoju podziwiać Wybrzeże Kości Słoniowej i Drogbę w akcji i jak kibicowałam Hiszpanom, którym zwycięstwo od lat się należało.

Czy robiłam to dla przystojnych piłkarzy? Być może. Dla kolegów, którym chciałam zaimponować. Raczej nie, wtedy byłam na etapie psiapsiół, czego do dziś żałuję. Przede wszystkim dla piękna i nieprzewidywalności tego sportu. Niektórzy mówią, że dla nich piłka nożna ma oblicze Piłkarskiego Pokera i pewnie coś w tym jest. Ale ma też cudowne emocje, niespodziewane zwroty akcji, widowiskowość i wszystko to, co sport idealny posiadać powinien. Na boisku możesz być faworytem i boleśnie przegrać, możesz wchodzić na mecz jak gwiazda, a schodzić jak kompletny przegrany. Może imponują mi ich charaktery, może wola walki a może piękne męskie łydki. W każdym razie raz na dwa lata znikam w męskim świecie. Życzę wszystkim cudownych emocji i niech wygra lepszy!

P.S. I wiem, co to jest spalony. Chociaż nie wiem gdzie będę na kolejnych mistrzostwach i z kim jedno jest pewne, na pewno będę przed telewizorem. No chyba, że na stadionie:)

Przeczytaj również