Myśli zebrane

Kasowanie przeszłości

27 maja 2018

Media społecznościowe zrobiły nam kuku. Bo z jednej strony jak z kimś jesteśmy, to warto pokazać naszą miłość jak z obrazka, nasze słodkie mordki, nasze wspólne wyjazdy, naszego kotka, pieska, urodziny, szczoteczki w kubku i w ogóle wspólne życie. No ale ludzie się rozstają. Coś się kończy. I co wtedy? Wypieprzyć te wszystkie symbole bycia z kimś w pizdu?

Sama to zrobiłam. Raz i więcej nie popełnię tego błędu. Poza tym już o tym pisałam i moim zdaniem im więcej dowodów na cudowną miłość i fajny związek w necie, tym mniej tego w rzeczywistości. Tak wiec raz jeden zarzuciłam mojego fejsa i instagram wspólnymi zdjęciami i hasztagami majloveforeeeva. No ale przecież tak jak wiemy, że my nie jesteśmy wieczni i śmierć czeka tuż za rogiem, tak miłość tym bardziej nie jest na zawsze. A i ta była na kilka miesięcy. No i klops. Nie dość, że musisz przełknąć gorzką pigułkę rozczarowania, to jeszcze siedzisz przed tym fejsem i zapamiętale usuwasz zdjęcia, odkładając na półkę życiowej porażki numer 385. I nie możesz już udawać, że pojechał w delegacje i wróci za dwa tygodnie, jak wszyscy znajomi widzą, że to jednak dłużej potrwa, a delegacja mogła się skończyć w majtkach koleżanki.

I ostatnio na fali dyskusji z kolejnym kandydatem do mojej ręki zastanowiłam się, jaka opcja jest słuszna. No bo jeśli z kimś było się w długim związku, ciężko wykasować ze swoich profili wszystkie, ale to wszystkie zdjęcia. I z drugiej strony po co? Przeszłość jest naszym nierozerwalnym elementem. Ukształtowała nas w jakiś sposób i nie powinniśmy ot tak chcieć nagle wszystkiego wykasować. Bo to tak, jakbyśmy zapragnęli w mózgu nacisnąć wielki przycisk delete i zaczynali wszystko od nowa.

Z drugiej strony myślę sobie, że jak się ma na swoim profilu zdjęcia swoich byłych, to ta obecna może się czuć z tym jednak niefajnie. Bo skoro je ma, to może za nimi tęskni? Może tęskni za wspólnymi przygodami, może nie przepracował tego, co się stało? Może żyje przeszłością i nie jest gotowy na przyszłość? I masz prawo się zastanawiać, czy jeśli na jego fejsie królują inne damy, jest w jego życiu miejsce dla ciebie. I jak długo tą damą będziesz, nie wpadając za chwilę do worka z napisem „przeszłość”.

Dzisiaj chronię swoją prywatność. I chociaż to kuriozalnie zabrzmi, bo przecież opisuje swoje życie, to nikt z Was nie wie z kim jestem, byłam albo będę (mam nadzieję:)) Staram się robić porządki po każdym związku. W swojej głowie i w swojej internetowej przestrzeni. Nie utrzymywać relacji z tym, co było, a nie jest. Bo nie da się automatycznie przeskoczyć z opcji partner na opcję przyjaciel. Dlatego czasem się dziwię, po co tak wielu ludzi chce się przyjaźnić ze swoimi byłymi i co tym osiągnąć? Iluzoryczne pozory kontaktu? Niespuszczanie drugiej strony z oka? To jakiś łagodny rytuał przejścia, który pozwoli bez doznania szoku zaaklimatyzować się mózgowi pomiędzy byciem z kimś a niebyciem?

Dla mnie to jedyna dostępna opcja. Chowam zdjęcia do szuflady, a raczej na google drive. Wspomnienia układam na półce i czyszczę głowę. I chociaż perspektywa pokazania światu swojego szczęścia bywa kusząca, to zawsze należy wziąć pod uwagę fakt, że będziesz musiał posprzątać, gdy to szczęście rozsypie się w drobny mak.

Przeczytaj również