Ona & On

Krok do przodu dwa kroki do tyłu

30 kwietnia 2018

Wyobraź sobie, że wybierasz się w podróż. Lecisz na wakacje, takie wypasione z najlepszego katalogu, gdzie będzie największy basen, najlepszy hotel i drinki z palemką za darmo. A potem wsiadasz do samolotu, który wcale nie przypomina środka transportu w wymarzone miejsce. A do tego całą drogę lecicie w burzy i turbulencjach. Na miejscu jest brudno, jedzenie okropne, basen to sadzawka a za darmo jest co najwyżej wino stołowe marnej jakości. Poleciałbyś drugi raz?

Pewnie większość z Was nie, ja również. A jednak bardzo często wchodzimy dwa razy do tej samej rzeki, licząc na cudowną metamorfozę partnera i nas samych i obiecując sobie, że tym razem będzie inaczej. Ale zastanówcie się tak na chłopski rozum, czy jest w tym głębszy sens? No bo skoro zdecydowaliście się rozstać z jakichś powodów, to te powody za drugim, trzecim ani piątym podejściem nie znikną. Bo ludzie się nie zmieniają. Jedyne co się pojawi to wasza większa desperacja, chęć przymknięcia oka na to, co kiedyś nie pasowało. I nadzieja. A jak wiadomo, ona umiera ostatnia.

Mózg ludzki ma to do siebie, że chce pamiętać tylko rzeczy dobre. Po jakimś czasie gloryfikujemy partnerów i chwile z nimi spędzone, zapominając, że ktoś nas nie szanował, miał paskudny charakter albo małego fiuta. Myślimy sobie, że w sumie to błahostki i jacy my byliśmy głupi – bo lepszy znajomy syf niż obcy, wszak nowy związek to niebezpieczeństwo. Możemy co prawda dostać coś fajnego, co jest jednak obarczone ogromnym ryzykiem, ale równie dobrze możemy dostać cały syf, który mieliśmy plus hiv w komplecie. I jednak przyszłość nie rysuje się wtedy tak różowo.

I przychodzi magiczny moment, kiedy zaczynamy tęsknić za tym, co było. I stawiamy sobie pytanie, a co by było gdyby i czy naprawdę musieliśmy to kończyć. A może teraz będzie inaczej?…Bo przecież jak się bardzo chce, to można wszystko. Wystarczy, że porozmawiacie, przepracujecie swoje błędy, naprawicie niepasujące cechy charakteru, a potem już z górki!

No nie. Bo o ile na początku dostaniecie w głowę obopólnym entuzjazmem i chęcią stworzenia z powrotem tego, co się rozpadło. O tyle po pewnym czasie dojdziecie do tego samego wniosku, co poprzednim razem. On/ona się nie zmieni i dalsza współegzystencja nie ma sensu.

Powroty wyglądają dobrze tylko w teorii i amerykańskich filmach. Sama mam problem z rozstaniami myśląc czasem, czy nie warto było dać drugiej szansy. A w jednym ze związków dawaliśmy ich sobie z 25, ufając i wierząc w to, że za kolejnym razem będzie inaczej. Nie było. Wychodziliśmy z tej relacji za każdym razem jeszcze bardziej poobijani, rozbijając nasze oczekiwania o ścianę rzeczywistości. Co nie zmienia faktu, że do dziś tęsknię za nim najbardziej na świecie i pewnie gdybym miała okazję, zastanowiłabym się, czy nie warto podjąć ryzyka po raz 26. W mojej głowie nie funkcjonują bowiem te wszystkie krzywdy, które mi zrobił a ja jemu. Zepchnęłam je w zakamarki pamięci, przypominając sobie tylko to, co było dobre.

Mój brat powtarza mi zawsze swoją maksymę jak mantrę – ludzie się nie zmieniają. I coś w tym jest. Jeśli oczekujecie od drugiej strony, że się zmieni pod wasze wyobrażenia zastanówcie się, ile razy wy trwale zmieniliście swoje zachowanie i podejście. No właśnie. Coś co jest łatwe na poziomie deklaracji, staje się dużo trudniejsze w rzeczywistości, albo z daną osobą wręcz niemożliwe.

Dlatego nie należy dwa razy wchodzić w ten sam związek, bo udane powroty występują jedynie na lotniskach, gdzie ludzie rzucają się sobie na szyje i żyją długo i szczęśliwie. W rzeczywistości po prostu wybieramy łatwą opcję, godząc się na znajomy syf, zamiast ryzykować poszukiwania i czas na kogoś nowego.

Przeczytaj również