Ona & On

Ja,ona i on czyli entliczek pentliczek

2 kwietnia 2018

A gdyby ktoś wyjawił ci tajemnicę? A gdybyś usłyszała słowa, których słyszeć nie powinnaś? Gdybyś została tą drugą zupełnie nieświadomie? To jak wyglądałby twój świat i jej i jego świat? Gdyby ktoś pewnego dnia postawił cię w sytuacji bez wyboru, bo jedynym wyjściem jest jego wybór, którego nie potrafi dokonać potrafiłabyś czekać, zapomnieć czy znienawidzić?

Nie mogę nienawidzić jej, bo to nie jej wina. Nie mogę nienawidzić jego, bo nie potrafię. Mogę jedynie znienawidzić siebie za to, że jestem słaba i to ja powinnam wybrać zapominając, to jedyny słuszny wybór.

Kiedyś byłam nią. Po drugiej stronie lustra niczym Alicja w krainie czarów obserwowałam z boku magię, która nie była moim udziałem. Byłam nią, czyli tą drugą. Tą, która chce zabrać, jej nic nie dając w zamian. Tą, która chce zniszczyć, bo wydawało mi się, że to co on z nią stworzył już nie istnieje. Wygrał jego zdrowy rozsądek i mój koniec fascynacji nim. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie chcę być dla kogoś zamiast, dla kogoś odskocznią, ucieczką i pozorną zmianą. Albo będę całością jego świata albo nie będzie mnie wcale. Żadnych substytutów.

Tym razem los zdecydował za mnie. Gdy już widziałam początek opowieści, gdy już zaczynałam myśleć nieśmiało o mnie i o nim jak o nas dnia, którego nie chcę pamiętać usłyszałam coś, co już zostanie mi w głowie na zawsze. – A co byś powiedziała, gdybym ci wyznał, że przyszedłem do ciebie od innej kobiety, którą prawdopodobnie kochałem? A potem podał mi papierosa widząc w moich oczach te błyski, które zwiastują śmierć kawałka mnie, jego albo tej chwili, wszystkich chwil, których nie przeżyliśmy i których nie dane nam będzie przeżyć. Od pewnego czasu zamieniam swoje serce w kawałek lodu, a dupę w twardą skałę. Wtedy też chciałam być twarda, chciałam myśleć racjonalnie, chciałam pokazać, że mnie nie zabolało, nie obeszło, że jestem dzielna. Szepnęłam tylko – opowiedz. I usłyszałam historię, której nie powinnam była słuchać, przepełnioną sentymentem i emocjami przeplatanymi rozczarowaniem i żalem. I strachem. Historię ucieczki od kogoś, kto miał być idealny i nawet jeśli był, jego życie w 100% nie pokrywało się z jego wyobrażeniem o życiu idealnym. Bo życie nie jest idealne, ale on jeszcze o tym nie wie. Po życiowej porażce obiecał sobie, że takie będzie albo nie będzie go wcale.

A potem powiedziałam coś, za co nienawidzę siebie do dnia dzisiejszego. Że jest mi jej żal. I że przez jego strach musi bardzo cierpieć. Chciałam wykazać się empatią, chciałam być tak dorosła jak tylko nie umiem być. On wyszedł i zniknął tak jak tylko koty i oni znikać lubią. I pojawił się znowu w środku nocy wracając z tamtego świata z powrotem do mojej historii. A ja chcąc być najlepszą przyjaciółką, najlepszą kochanką i najlepszą kobietą powiedziałam wtedy – musisz wybrać. Dałam mu do ręki broń, która miała powoli i boleśnie zabijać ją, zabijać mnie i zabijać jego.

Nie lubię pożegnań. Pożegnania są ostateczne, ale tej nocy siedząc na podłodze w moim pokoju oboje wiedzieliśmy, że chociaż dajemy czas, żeby załatwił pewne sprawy za nas, jeszcze się spotkamy.

To przeznaczenie, podpowiadało serce. To toksyczne bagno, podpowiadał rozum. On nigdy nie wybierze, licząc, że los zdecyduje za niego i którąś z was wpierdoli pod tramwaj podpowiadał najlepszy przyjaciel.

A ja dalej chciałam pokazać, że jestem silna i mądra i umiem czekać. I pewnie czekałabym w nieskończoność. To była gra, chociaż to ja miałam wszystkie atuty. Oni mieli wspólne wspomnienia, ja młodość, entuzjazm i wiedzę. Ona była nieświadoma, chociaż grała jak najlepszy mistrz. To ona była biedna, bo mdlała z rozpaczy, gdy zostawiał ją po raz kolejny, odłączając powoli od prądu zamiast po prostu wyrwać wtyczkę. Boleśnie – tak, ale skutecznie. Tymczasem ja z hardą miną mówiłam – ok, biorę to wszystko na klatę, walczę, bo warto, bo nie płaczę, bo jestem silna. Robiłam tym krzywdę sobie i jemu. Bo ona taka eteryczna i wrażliwa, a ja przy niej wychodziłam na twardą sukę, chociaż wrażliwością i łzami mogłabym obdzielić pół świata. Ale cierpiałam w samotności, pokazując siebie taką, jaką chciał mnie widzieć.

Wybrał, na chwilę. Wygrałam bitwę, ale nie wojnę i wiedziałam, że ta opowieść jeszcze kiedyś wróci. A potem uciekł ode mnie, bo kolejna kobieta, która miała być tą właściwą nie okazała się w 100% idealna. Uciekając od nich, ucieka od swoich strachów. Nie potrafiłam go zatrzymać. Nie potrafiłam do tego nie wracać. I on nie potrafił. Przeznaczenie, karma, chichot historii albo zwyczajne życiowe porąbanie plącze nasze losy wciąż i nieustannie. A potem sama wepchnęłam go w jej ręce. Chciałam mu zrobić krzywdę, chciałam jej dać wiedzę, której ja nie powinnam dostać, wiedzę z którą ja nie potrafiłam sobie poradzić. Ale tym razem też wyszłam na wredną sukę, która chce kogoś zniszczyć, a ona tak bardzo wszystko przeżyła i w ogóle jest zagubionym disnejowskim jelonkiem bambi.

Ona nie wie, że on wciąż jeszcze wybiera. Ona nie wie, że ja usłyszałam od niego, że jestem i będę najlepszą jaką w życiu spotkał. A ja wiem, że to kłamstwo i w nie wierzę. Chcę w nie wierzyć, chociaż coś podszeptuje mi, że może on wcale nie jest zagubionym łobuzem z trudnym dzieciństwem i traumą z małżeństwa (tak, zawsze muszę wszystkich tłumaczyć), tylko cynicznym cwaniakiem, który dobrze rozgrywa karty. Tak, żeby jemu było jak najlepiej. Nie myślącym ani o niej ani o mnie egoistą.

Dwa dni temu zapytałam kumpla, czy można kochać dwie kobiety naraz. Jedną, która jest spokojna jak las i cicha jak morze o zmroku i drugą, która jest chodzącym chaosem i huraganem. Bo jedna zaspokaja część twoich potrzeb, druga jest odpowiedzią na zupełnie inne. – Jak ktoś zaspokaja tylko część, to nigdy nie będzie nawet w ramce do wybierania. Jak z kimś mi źle to wypad, jak z kimś mi dobrze, to się nie oglądam, co to za filozofia.

On nie zdecyduje nigdy. Dlatego ja raz w życiu muszę mieć siłę zdecydować za nas wszystkich. Tym tekstem żegnam się z tą historią. Nie chce brać udziału w niekończącym się konkursie, w którym nagroda i tak w każdej chwili może sobie pójść w pizdu. To tak jakbym ciągle stała na parapecie i jeden fałszywy ruch mógł spowodować, że będę spadać. A ja chcę, żeby ktoś mnie schwycił i wciągnął do środka. I powiedział, że wszystko będzie dobrze.

Przeczytaj również