Psyche

Zróbmy sobie jakąś krzywdę czyli o schematach słów kilka

5 stycznia 2018

Wyobraźcie sobie, że poznajecie kogoś z drugiego końca kraju. Że przez bezduszną, bezosobową aplikację, w której kliknęliście i zamieniliście kilka zdań z setkami osób, spotykasz kogoś, kto jest podobny. Podobny do tych, którzy już byli. I podobny do ciebie. Jak to możliwe, że na podstawie zdjęć i kilku zamienionych ze sobą zdań istnieje tak wielkie przyciąganie? Ponieważ nasz mózg operuje na schematach. A nasza podświadomość ma milion razy większą moc rażenia, niż świadomość.


Na świecie istnieją setki teorii na temat tego, na jakich zasadach ludzie dobierają się w pary. Nie ważne, czy w pary na chwilę czy na całe życie. Po prostu się dobierają. Poniżej przedstawiam Wam kilka z nich, rozszerzonych o teorie psychologiczne i moje własne spostrzeżenia.

Schematy z dzieciństwa czyli kto był niedostępny i co to dla nas oznacza

Nasz mózg ma wdrukowane matryce. I chociaż chcielibyśmy wierzyć, że zauroczenie, zakochanie, miłość to wypadkowa chemii, pożądania, zaciekawienia drugą osobą lub metafizycznego połączenia dusz i przeznaczenia, to wszystko jest jednak dużo bardziej skomplikowane. Albo prostsze.
W dużej mierze działa tu wewnętrzny magnes, który przyciąga podobne doświadczenia. Mężczyzna z niedostępnym ojcem i nadgorliwą matką będzie szukał kobiet niedostępnych, takich u których musi zasłużyć na miłość. Fascynować go będą tylko te relacje, w których będzie wyczuwał podobieństwa. I najbardziej będzie się starał wtedy, gdy kobieta będzie przed nim uciekać i go gnoić. Ludzie nazywają to trudnymi, toksycznymi związkami i zastanawiają się często przeklinając los, dlaczego trafili na taką osobę. No właśnie dlatego! Dlatego, że w dzieciństwie wdrukowano wam schemat, który teraz powoduje, że osoby spoza niego, nawet jeśli miałyby was uczynić najszczęśliwszymi na świecie są dla was nieatrakcyjne. Jeśli w pary dobierze się mężczyzna, który lubi gonić z kobietą, która lubi uciekać, relacja taka będzie najeżona negatywnymi emocjami i tak naprawdę nie będzie miała wiele wspólnego z prawdziwym zbliżeniem się. Każde z nich nie wyjdzie ze swojego schematu. Jeszcze gorzej się stanie, gdy w tej relacji będą zamieniać się rolami. Czyli mieli podobne doświadczenia z przeszłości i w zależności od chwili i poczucia bezpieczeństwa/zagrożenia to on lub ona będą niedostępni. Takie sprzężenie zwrotne gwarantuje jazdę bez trzymanki. Uwierzcie mi, i was there…

Na przykład ktoś decyduje się na związek z silną kobietą, ale ponieważ siła go przeraża, będzie chciał z niej zrobić uległą kurę domową. Jeśli ona się zbuntuje, to on utwierdzi się w przekonaniu, że silne kobiety są okropne we współżyciu. Jeśli ona się podda, też niedobrze, bo taka już na niego nie będzie działała.( Sens, O miłości nr 4/2015)

Sama zastanawiam się, jak to się sprawdza w moim przypadku. Bo jakby zajrzeć tak pobieżnie na zaplecze mojego dzieciństwa, to pozornie wszystko było ok. Dobry dom, kochający rodzice, przez długi czas jedynaczka. Miałam wszystko, ale…No właśnie.
Moi rodzice rzadko mi mówili, co czują. Chyba teraz potrafią mi powiedzieć częściej, że mnie kochają niż wtedy, kiedy potrzebowałam tego najbardziej. Moja mama jest kobietą niedostępną, duszącą w sobie wszystkie emocje. Z kolei mój ojciec ma wszystko na wierzchu. Potrafił mi robić emocjonalne jazdy, a za 10 minut mnie przepraszać i zdychać w drzwiach mojego pokoju z poczucia winy. I już wszystko jasne. Fascynują mnie niedostępni mężczyźni, którzy zafundują mi życiowy armaggedon. Bo mój organizm jest do tego przyzwyczajony. W sytuacji bezpiecznej sama zaczynam się odsuwać, zanim ktoś mnie zrani. Bo mój mózg nie wie, co to bezpieczeństwo. W końcu jak w dzieciństwie było stabilnie, to zawsze prędzej czy później ktoś wkładał bombę w system i już nie było. To takie znajome i przytulne . Mało tego, uświadomiłam sobie, że nie dość że większość moich relacji taka była, tzn. operowała na tym schemacie, to większość moich znajomych pochodzi z podobnych domów… Niedostępny ojciec i nadopiekuńcza matka próbująca zrekompensować tą nieprzystępność. Albo odwrotnie. Ale zawsze z dysfunkcją. A zatem czy to działa nie tylko w związkach, ale i w relacjach w ogóle? Czy ludzie uzupełniają sobie te deficyty w przyjacielsko-kumpelskich kontaktach? Czy po prostu lepiej się rozumieją?

Deficyty czyli szukamy tego, czego nie dostaliśmy i nasz mózg wie, że ktoś to ma

Dobieramy się również na zasadach deficytów. Czyli jeśli w dzieciństwie ktoś czegoś nie dostał, jakiegoś uczucia, to podświadomie wybiera osobę, która mogłaby mu to dać. Dziecięce pragnienia, które nie zostały zaspokojone. To wszystko jest niestety okraszone ogromnym lękiem, bo organizm podświadomie krzyczy „boje się”. Wszak będąc dzieckiem też się starałeś i nic z tego nie wyszło. Nie dostałeś tego, czego potrzebowałeś najbardziej i to naturalne, że teraz takie zachowanie budzi w tobie strach. Wyczuwamy ryzyko i zagrożenie na poziomie skojarzeń, tembru głosu, intonacji, zapachu czy sytuacji, stawiając mury, które mają nas ochronić przed krzywdą.

A może szukamy tego, co za kurtyną? Czyli teoria Skynnera

Wg Henrego Dicksa, pioniera terapii małżeńskiej nieświadomy pociąg prowadzący do zakochania i przekonania, że znaleźliśmy właśnie tę osobę bierze się z nieświadomego rozpoznania kogoś ze swojej rodziny. Znajomego zachowania. Acha, czyli znowu schemat!
Pamiętajcie, że sporo sygnałów wysyłamy zupełnie przypadkiem. Sygnałów, które odczytuje drugi mózg i dopasowuje je do swojej matrycy. Sposób chodzenia, mówienia, intonacja czy nawet sposób w jaki robimy sobie herbatę. Te ukryte podobieństwa do zachowań rodzinnych kogoś z naszego dzieciństwa rozpoznaje właśnie nasza podświadomość!

Z kolei Robin Skynner uważa, że ludzie zakochują się w tym, co znajduje się przed kurtyną w tak zwanym oknie wystawowym. Z jednej strony widzimy zatem te cechy, które chcemy widzieć w drugiej osobie i które ktoś nam chce pokazać, z drugiej jednak nasza podświadomość wyczuwa, że w środku drugiej osoby siedzi zalęknione dziecko, które czegoś nie dostało. Takie zachowania i relacje bywają fascynujące. Ponieważ muszą podnieść naszą czujność, nie wiemy, kiedy spadnie na nas cios ze strony tego dziecka. Kiedy zobaczymy to, co znajduje się za kurtyną. I czy w ogóle.

To wszystko przez kurtyny, czyli bariery jakie tworzy nasza psychika. Za nimi instynktownie chowamy nasze uczucia, spychamy traumy i przykre doświadczenia. W nadziei – że schowane, nie będą miały na nas wpływu. Paradoks polega na tym, że mają, i to większy, niż gdybyśmy przyjęli je do wiadomości.( Sens, O miłości nr 4/2015)

Parom, które fundują sobie emocjonalne huśtawki, bo za kurtyną mają te same lęki i to samo smutne dziecko ciężko się rozejść. Dopóki są razem, czują się bardziej dowartościowani, lepsi od drugiej strony. Nie dostrzegają swoich braków emocjonalnych, jednocześnie nieustannie wytykając braki partnerowi. Każde z nich twierdzi, że to przecież wina partnera, nie zauważając, że naprawę powinni zacząć od siebie. Z drugiej strony taki rodzaj związku ma ogromny potencjał, bo dwie osoby rozumieją się jak żadne inne. Istnieje jednak ogromny lęk, bo nigdy nie wiadomo w jaki sposób ukochana osoba tę wiedzę wykorzysta.

Dzieje się tak dlatego, że zarówno jedna jak i druga osoba nigdy nie zajęła się swoimi lękami, swoim nienasyconym dzieckiem, zakaz na okazywanie i przyjmowanie miłości otrzymany w dzieciństwie pozostał w nich wciąż silny. Z tego powodu panicznie potrzebują związku, miłości, ale potrafią dawać i brać tylko taką miłość, jaką znają czyli bez-miłość. ( Sens, O miłości nr 4/2015)

A jeśli nie podświadomość to co? Czyli jaki mamy tak naprawdę wpływ na nasz wybór?…

No tak, to tyle o mózgu. A co z dobieraniem się w pary na podstawie zewnętrznych obserwacji?
Tego, kto jak wygląda, w jaki sposób się wysławia, co czuje, co myśli, w co wierzy. Jednym słowem, czy są to nasze klimaty czy nie. I wydaje nam się, że takiego wyboru dokonujemy sami, świadomie. Ale czy na pewno? Czy nasz mózg nie płata nam przypadkiem wtedy również psikusa, wybierając dla nas osobę, która naszym zdaniem daje gwarancję przetrwania naszych genów? W psychologii teoria ta nosi miano teorii biologicznej, która mówi, że szukamy partnera, który zwiększałby szansę przetrwania gatunku.

Bardzo chętnie sięgamy też po partnerów, dzięki którym czujemy się lepsi. To trochę nasze lustra, w których widzimy nie siebie, ale takimi jakim chcielibyśmy być. Dowartościowują nas. Sprawiają, że czujemy się ważni. Bardziej docenieni. Bardziej kobiecy lub bardziej męscy. To ludzie, którzy uruchamiają w nas cechy, których sami wcześniej nie widzieliśmy. Albo dawno o nich zapomnieliśmy. To w psychologii tzw. teoria persony.

Teoria Imago czyli nasz mózg szuka zadośćuczynienia krzywd

Najbardziej zaciekawiła mnie jednak teoria, którą odkryłam kilka dni temu, a która zazębia kilka z wyżej wymienionych.
Wg Paula D. Mcleana, który stworzył teorię Imago, mózg możemy podzielić na 3 obszary:
1) pień mózgu (tzw. stary mózg) Jest to warstwa mózgu ewolucyjnie najstarsza (występuje już u gadów). Odpowiada za reprodukcję, instynkt samozachowawczy, krążenie krwi, oddychanie, skurcze mięśni w odpowiedzi na bodźce zewnętrzne.
2) układ limbiczny – jego funkcją jest generowanie intensywnych emocji.
3) kora mózgowa – najbardziej rozwinięta część mózgu człowieka. (tzw. nowy mózg) Jest to świadoma część mózgu. Odpowiada za myślenie, reagowanie, nasze obserwacje, plany, przewidywania, pomysły, porządkowanie informacji, analizowanie różnych sytuacji.
Główne zadanie starego mózgu (naszej nieświadomości) to zapewnienie nam przetrwania. Jest on niemal cały czas w gotowości i “troszczy się” o nasze bezpieczeństwo. Jednak informacje o zewnętrznym świecie czerpie on z obrazów, myśli i symboli wytworzonych przez nowy (świadomy) umysł. Działa więc zupełnie inaczej niż nowy mózg, który bezpośrednio styka się ze światem zewnętrznym.
Nasz stary mózg nie odróżnia przeszłości od teraźniejszości i ma jedynie mgliste pojęcie o świecie zewnętrznym. A jednocześnie odpowiada głównie za bezpieczeństwo i reprodukcję.
Gdy więc wybieramy partnera – w dużej mierze nasz stary mózg ODTWARZA OTOCZENIE Z DZIECIŃSTWA!
Okazuje się, że poszukujemy osoby, której dominujące cechy charakteru są podobne do cech osób, które nas wychowały. To, co spotkało nas w dzieciństwie – jest znane staremu mózgowi, a w związku z tym, że dla niego nie istnieje przeszłość– traktuje nasze dzieciństwo jak matrycę, do której się odwołuje.
Czyli niejako pomylił naszego partnera z rodzicem
I nie zrobił nam tego na złość
Kierował się potrzebą uleczenia krzywd i urazów, jakie doznaliśmy w dzieciństwie!

Tyle teoria.
W jakiejkolwiek relacji byście nie byli. Jakichkolwiek schematów byście nie zauważyli. Uświadomionych lub mniej lęków, pamiętajcie, że ze wszystkim można się zmierzyć. Ale łatwiej jest mierzyć się z problemami partnera, niż swoimi własnymi. Chociaż to od nich wszystko się zaczyna. Również partnerzy, jakich sobie dobieramy.

Przy tym tekście posiłkowałam się teorią Imago, którą znalazłam tu: https://zenforest.wordpress.com/2008/09/09/imago-czy-naszych-partnerow-wybieramyswiadomie/ W necie jest kilka takich samych kopii a pod każdą się podpisał ktoś inny, więc ciężko m stwierdzić, kto jest autorem tego tekstu niestety:/

Oraz Pokochaj życie, wydanie specjalne magazynu Sens z kwietnia 2015 i zaznaczone cytaty pochodzą właśnie z niego. Jeśli ktoś będzie chciał dowiedzieć się więcej na temat, co, jak, skąd i dlaczego służę skanami z tego pisma. Teksty tam są naprawdę niesamowite.

Przeczytaj również