Myśli zebrane

W imię ojca i córki

24 stycznia 2018

Jest taka książka – wszystko, co faceci wiedzą o kobietach. A w środku sto pustych kartek… Jest taki czas, kiedy facet musi w swoim życiu z tą wiedzą, a raczej jej brakiem się zmierzyć. Taki moment, gdy trzyma się po raz pierwszy w swoich wielkich łapach te małe łapki istoty z zupełnie obcej planety. I ta niewiedza musi wystarczyć, żeby stworzyć relację. Najtrudniejszą i najpiękniejszą, jaka pomiędzy mężczyzną a kobietą może się wydarzyć. Ojca i córki.

O tym się mało mówi. Zdecydowanie za mało. Pomiędzy kobietą a dzieckiem w jej brzuchu naturalnie rodzi się więź. Kobieta ma instynkt i nawet jeśli nie jest jeszcze gotowa na bycie matką, kocha dziecko z automatu i bezwarunkowo. A potem facet bierze na ręce to dziecko i też ma je kochać od razu, już, po prostu. I nie umie. I boi się do tego przyznać. Bo ona nie zrozumie, rodzina nie zrozumie, nikt nie zrozumie. I patrzy ten facet na to dziecko jak na ufo i nawet jeśli tego bardzo chciał, zastanawia się po cholerę jasną mu to było. Faceci w ogóle mają gorzej z tą całą miłością, pewnie dlatego, że to my jesteśmy bardziej empatyczne i emocjonalne. A jemu nie dość, że z trudem przyszło kochanie własnej kobiety, to teraz nagle ma jeszcze kochać dziecko. Jak to dziecko płacze i nic nie umie. Jak kobieta mu mówi, że on też nie umie przy tym dziecku nic. Jak kobieta się odsuwa, bo pada na pysk i czuje się niezrozumiana. Jak kobieta na pierwszym miejscu stawia dziecko i wtedy on czuje się niezrozumiany, bo jest na szarym końcu. Jak ona śpi z dzieckiem w sypialni, a on idzie na kanapę. I jak tu wtedy kochać?

Jeśli na świat przychodzi chłopak, mężczyzna czuje chociaż więzy płci. Widzi oczyma wyobraźni te mecze, które będą oglądać i dupy za którymi wspólnie będą się rozglądać. A jeśli rodzi się córka? To cała niewiadoma dotycząca kobiet, strach przed ich zachowaniami i niezrozumienie nagle masz w jednym małym człowieczku, którego nie dość, że musisz kochać, to jeszcze powinieneś wychować. Ta miłość to najtrudniejsza rzecz w życiu, z jaką facet musi się zmierzyć. To jest tak, jakbyś nagle dostał wszystko o czym od dziecka marzyłeś, czyli kobietę, ale niekoniecznie w takiej postaci.

Mój kumpel powiedział mi, że małe dziewczynki to wszystko, co najlepsze w kobiecie i jeszcze nieskażone dorosłością. My uczymy się w dzieciństwie sztuczek, które przydadzą nam się w dorosłym życiu. I które będziemy stosować na facetach. Ale pierwszym królikiem doświadczalnym jest nasz ojciec. To na nim testujemy słodkie oczy, humory, tupanie nóżką i histerie. To oni pozwalają nam rozwinąć do mistrzowskiego levelu wszystko to, czego
u dorosłych kobiet totalnie nie rozumieją. A przecież idealna relacja pomiędzy ojcem a córką pozwoli jej kiedyś stworzyć idealny związek. Bo tylko on może jej opowiedzieć o tym, jak wygląda ten z pozoru obcy, zimny i wrogi świat.

Miałam okazje obserwować różne relacje ojców i córek, na czele z moją własną. Są ojcowie, którzy ten obcy świat traktują pytaniami jak było w szkole i czy wszystko ok. I myślę, że nawet jeśli w dzieciństwie spędzali ze swoimi księżniczkami sporo czasu na zabawach przychodzi taki moment, kiedy dziewczynka przeistacza się w kobietę i facet po prostu przestaje ją rozumieć, no bo o czym tu rozmawiać? O chłopakach? Okresie? Dojrzewaniu
i humorach? Przecież to logiczne, że pierwszym wyborem będzie mama. A gdyby ojciec dorastającej córce potrafił wytłumaczyć emocje i zachowania
i lęki dorastających chłopców to może byłoby jej łatwiej?

W sumie tak naprawdę to nie wiem, jakie rozwiązanie jest dobre. Bo kobieta będzie szukać partnera zawsze albo na wzór i podobieństwo ojca albo jego totalne przeciwieństwo. W pierwszym przypadku będzie szukać kogoś, kto dorówna ideałowi ojca w jej głowie i kto zawsze będzie miał pod górkę, bo nigdy ojca nie doścignie. W drugim tak naprawdę będzie szukać facetów z cechami, których nie miał jej ojciec i których brak zanegowała. Najlepiej tę miłość i relację wypośrodkować, bez robienia z córek księżniczek i bez podchodzenia do tematu, jak pies do jeża.

Ojcowie pozwalają nam na wszystko ze strachu. Boją się, że jak na coś nie pozwolą przestaniemy ich kochać, bo przecież i tak w życiu dziecka mama zawsze będzie najważniejsza. I ci tatusiowie myślą potem, że muszą się sto razy bardziej starać. A my was i tak kochamy. Po swojemu. Nawet jeśli częściej przytulamy się i dzwonimy do mamy. Bo relacja między matką a córką jest naturalna, nie tylko przez więź rodzicielską, ale i wspólnotę płci. Za to więź ojca z córką jest szczególna. To tak, jakby odwiecznych wrogów wsadzić do jednej klatki i musieli sobie przysiąc miłość po wsze czasy. Nawet jeśli jedno będzie wiecznie narzekać na drugie to i tak po pewnym czasie skoczyliby za sobą w ogień.

Przeczytaj również