Myśli zebrane

Jestem dzieckiem lekarza czyli słów kilka o strajku

11 października 2017

Rzadko zabieram głos na tematy polityczne i angażuje się w przepychanki. Nie interesują mnie zbytnio górnicy, hutnicy, miesięcznicy i sukienkowi. Ale nie mogę nie zabrać głosu w kwestii strajku rezydentów. Bo jestem dzieckiem lekarza i znam temat od podszewki.
Przez ostatnie dni na strajkujących wylało się wiadro pomyj i fala hejtu. Bo jak to, zachłanne szuje chcą więcej zarabiać? Żeby mieć większe wille, bardziej wypasione mercedesy, robić większe zakupy w vitkacu?

Zadziwia mnie to, że ludzie nie mają nic przeciwko politykom, którzy nagminnie kłamią i kradną, sukienkowym, którzy potrafią na kontach zgromadzić miliony, a przypieprzają się do młodych lekarzy, którzy zarabiają 2 tys za kilkanaście godzin pracy. Po 6 latach nauki. No także tak…

Moja mama codziennie przyjmuje po 80 pacjentów i więcej. Nie dlatego, że chce bo jest zachłanna. Dlatego, że musi. W państwowej służbie zdrowia nie ma zapisów na konkretną godzinę, nie ma możliwości zapisania 20 pacjentów, a reszty odesłania do domu. Trzeba przyjąć wszystkich, wypisać kartotekę w komputerze, jechać na wizyty, jechać na chwilę do domu i wrócić na popołudniowe przyjęcia. Nigdy nie wzięła od nikogo złotówki, mimo że ludzie wciskali jej za państwowe wizyty pieniądze. Bo poprzedni lekarz ich tak nauczył. Nie twierdzę, że wszyscy lekarze są biedni albo przepracowani. Bo w każdej branży pracują różni ludzie. Tak jak nie wszyscy księża są pedofilami i nie wszyscy politycy kradną. Są też uczciwi lekarze, którzy nie biorą łapówek i chcą leczyć ludzi, bo kochają to robić. Bo to powołanie. Misja. Tak wybrali.
I nie chcą za to dostawać ochłapów równych pracy na kasie w biedronce. Nie żebym miała coś do pracy na kasie, ale porównajcie sobie jednak nakład pracy i zaangażowania.

A przede wszystkim istotę pracy. Ludzie, lekarze ratują Wam życie! Niech sobie zarabiają nawet 20 tys., byleby nie byli przemęczeni, nie musieli zasuwać na 3 etatach i być utrzymywanymi przez rodziców do 40-tki. Padł gdzieś zarzut, że lekarze nie są dostosowani do rynku pracy, bo powinni być mili, uprzejmi i w ogóle częstować kawą na wejściu. No nie. Lekarz ma być kompetentny. Jasne, że powinien być miły, ale przede wszystkim postawić właściwą diagnozę i wyleczyć pacjenta. Uśmiechać od rana do wieczora to się może modelka albo barmanka, która za to dostaje napiwki.
6 lat ciężkich studiów, specjalizacja, godzin wyrobione na praktykach – to wszystko musi się przekładać na zarobki. Żeby lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni mogli ze spokojem zająć się tym, co potrafią najlepiej, a nie myśleć o tym, że chce im się siku albo padać ze zmęczenia.

Żyjemy w kraju, w którym liczy się cwaniactwo. Jak jesteś sprytny, obrotny i przebiegły to masz wszystko. A do tego ludzie Cię podziwiają, bo sobie radzisz. Jak chcesz za swoje wykształcenie i ciężką pracę dostać godziwe pieniądze, to wszystkich to boli. Nie zaglądam nikomu do kieszeni, uważam, że ciężką pracą można osiągnąć wszystko. Ale zacznijmy do cholery innym godziwie płacić za tę pracę i przestańmy pobłażać tym, którzy gówno robią, a zarabiają setki tysięcy.

Przeczytaj również