Psyche

A ty kiedy zrobiłeś coś ostatnio po raz pierwszy?

5 grudnia 2016

Gdy jesteśmy mali i dopiero uczymy się świata, każdy dzień jest pełen przygód, niespodzianek i pierwszych rzeczy. Niestety, im jesteśmy starsi, tym częściej owijamy się w bezpieczne kołderki utartych schematów, które co prawda sprawiają, że nic złego nie powinno nam się stać, ale też niczego nowego nie poznajemy. Przede wszystkim nie poznajemy też siebie.

Wyświechtane przez coachów i odmieniane na wszystkie sposoby wychodzenie ze strefy własnego komfortu zrobiło więcej złego niż dobrego. Ci, którzy robili to bez obaw do tej pory, nie potrzebują ładnych nazw do uczenia się nowych rzeczy i wytartych sloganów. Ci, którzy mają z tym problem, zamiast zająć się tym co dolega, przyblokowali się łatką „tego całego kołczingu”.

Więc nazywajmy to jak chcemy i jak nam wygodnie. Generalnie chodzi o to, żeby każdego dnia albo chociaż tygodnia doświadczać nowych rzeczy. Tylko wtedy człowiek się rozwija, gdy robi coś po raz pierwszy i doświadcza całego arsenału emocji z tym związanych. Niepokoju. Adrenaliny. Satysfakcji. Są ludzie, którzy bez tych emocji nie potrafią żyć i nie jest to czytanie nowej książki pod kocem na fotelu, w którym zawsze czytasz książki. Chodzi o coś więcej – nowe doświadczenia i umiejętności, które sprawiają, że jesteśmy mądrzejsi. Są też ludzie, których każda nowa rzecz przyprawia o palpitację serca, stres czy sobie poradzą i dochodzenie do wniosku, że to co mają zrobić jest im jednak niepotrzebne. To ja. Tak zostałam zaprogramowana w dzieciństwie. I nie mam o to żalu. No dobra, może trochę mam. W każdym bądź razie jeśli macie dzieci i teraz mnie czytacie, to dobrze zastanówcie się za każdym razem, gdy im mówicie – uważaj, bo się przewrócisz, nie biegaj szybko, bo się spocisz, a rowerem tylko dookoła bloku. Może i te przestrogi uratowały mi życie, cholera wie, ale w dużej mierze wpływają teraz na podejmowanie decyzji o wychodzeniu ze strefy komfortu, bo za każdym razem gdy zaczynałam biec, a niedajborze się przewracałam, przypominałam sobie przestrogę, że lepiej jednak było nie biegać. Te zakodowane hasła w naszych głowach w połączeniu z cechami charakteru powodują, że zamiast zdobywać Everest wolimy oglądać Trudne Sprawy. No dobrze, wierzę, że są tu mądrzy rodzice i potrafią to jakoś wypośrodkować. Tak jak my powinniśmy się znaleźć gdzieś między Everestem a kanapą. Tak jak ja próbuje sobie z tym radzić. Jest część nowych rzeczy, które po prostu musimy robić. Bo praca, szkoła, dom wymagają od nas nabywania nowych umiejętności. Druga część, ta trudniejsza, to rzeczy których robić nie musimy, a powinniśmy. Dla własnego rozwoju. To dobieranie sobie hobby, podróże, zmiany. Coś co sprawia, że pewnego dnia budzimy się innym człowiekiem.

Nie musisz zaczynać od wyprawy w głąb dżungli. Jeśli codziennie wracasz z pracy tą samą drogą, jutro wróć inną. Jeśli co tydzień jesz niedzielny obiad w tej samej knajpie, raz spróbuj czegoś nowego. To są małe kroki, która zaprowadzą cię do wielkich zmian i lepszego poznania siebie.

No dobra, koniec biadolenia, pochwalcie się, co zrobiliście w tym roku po raz pierwszy! Ja wrzucam kilka moich „dokonań”:

Jazda samochodem po Warszawie – tak wiem, heheszki żaden wielki wyczyn, ale no właśnie dla kogoś niewielki, dla kogoś ogromny. Nie deprecjonujmy cudzych „osiągnięć” i nie mierzmy wszystkich swoją miarą. W ciągu roku zrobiłam 60 tys. km i pomyśleć, że jeszcze niedawno sama jazda po Poznaniu sprawiała, że nie spałam z nerwów. A w Warszawie nie tylko musiałam śmigać 10 h dziennie po wszystkich trasach, ale i pilnować konwoju 8 samochodów, jednocześnie kręcąc film promocyjny. Także ten.

Jazda hulajnogą – jak się ma 35 lat to średni wyczyn, bo powinnam zaliczyć ten level gdzieś w wieku lat trzech i pół, za to jaka frajda! Tak wielka, że kupiłam sobie własną i latem poruszam się po mieście w ten właśnie sposób.

Pójście na siłownię i rozpoczęcie treningów – żeby ruszyć dupę z kanapy trzeba wykonać sporą pracę we własnej głowie. Skreślić zamartwianie się tym, co ludzie powiedzą, tym, że się spocisz i tym, że kobieta nie powinna dźwigać ciężarów, bo jej urosną muły i będzie wyglądać jak facet. Nic bardziej mylnego! Po latach poszukiwań odnalazłam swoją pasję, fajnie wyrzeźbiłam sylwetkę i mam 6 cm mniej w biodrach!

Nauka gry na gitarze – jestem beztalenciem muzycznym, co nie przeszkadza mi próbować, czy na czymś jednak nie nauczę się grać. Z drugiej strony pewnie gdybym chciała i to było moje prawdziwe marzenie, to bym się nauczyła. W każdym razie spróbowałam, umiem trzymać gitarę i wiem, jakie to trudne.

Nie bójmy się nowych rzeczy. Tylko dzięki nim jesteśmy bogatsi i nie stoimy w miejscu.

Przeczytaj również