Ona & On

Trzy stany skupienia

19 marca 2014

Wszyscy chcemy być kochani. Nawet jeśli sami nie potrafimy kochać. Nawet jeśli umawiamy się z kimś tylko i wyłącznie na seks, nie chcielibyśmy, gdyby tuż po ktoś nam mówił a teraz spadaj maleńka do domu. Wszyscy chcemy być kochani. Ale nie wszyscy wiemy, jak się kocha.

Może dlatego, że tak ławo pomylić ze sobą 3 stany świadomości. Organizm można oszukać. Ale im większe oszustwo, nawet jeśli nie jesteśmy go świadomi, tym większe nasze rozczarowanie.

Fascynacja

Najsilniejsze uczucie. Przez pierwsze 5 minut. Im większa fascynacja, tym bardziej burzliwy koniec i pierdolnięcie o glebę. Nie znam przypadku, gdzie z fascynacji powstał fajny związek. Zazwyczaj pojawia się wtedy, gdy spotykamy na swojej drodze kogoś z zupełnie nie naszej bajki. Gdzie połączenie nas samych jest zarazem tak ekstremalnie absurdalne, że aż pociągające. Zbudowana w dużej mierze na seksie. Przez 3 miesiące nie wychodzicie z łóżka, przez kolejne 3 zastanawiacie się co w niej lub nim widzieliście. Konieczna do przeżycia, bo nic nie daje tak silnych emocji, kiedy trzęsą wam się ręce, nogi i cycki. Ale jedna w życiu zdecydowanie wystarczy.

Zakochanie
Pamiętacie motyle? No właśnie, te przeklęte motyle! To bardziej przypomina drapanie brzytwą po żołądku, w każdym razie coś jest na rzeczy. Kiedy ty i on spotykacie się gdzieś w połowie świata, w połowie miasta, w połowie drogi, w połowie słowa. A potem zaczynacie robić wszystko, żeby połowa zamieniła się w całość. W zdrowym związku nigdy tak być nie powinno, a respektowanie nawzajem własnej odrębności jest solidną podstawą do kolejnego etapu. Zakochanie to piękny czas, kiedy widzicie wszystko w samych superlatywach, on jest Bradem Pittem, ty Angeliną, a na świecie nie ma Putina. Po jakimś czasie okazuje się, że Brad jednak też rzuca brudne skarpety na wyro, a Angelina miewa okres. I tu zaczyna się ciężka praca. Jeśli się dogadacie, macie szansę na długo i szczęśliwie, a przynajmniej dobijecie do pierwszej rocznicy.

Miłość
Złośliwi, starzy, brzydcy, zgorzkniali i ja mówią, że nie istnieje. A nawet jeśli, to nie jest bezkresna, bo taki może być tylko ocean. Ale któż zabroni wam wierzyć? Miłość jest wtedy, gdy ona ma ten swój okres i z wkurwem na twarzy gnoi cię o skarpety, a ty masz ochotę pocałować ją w czoło. Miłość jest wtedy, gdy jesteś chory, a ona przykrywa cię kocem. I wtedy,  gdy biegniecie bez tchu po plaży wrzeszcząc jak opętani. I wtedy, gdy ona płacze. Albo ty płaczesz. I żadne nie wyciera łez, bo cisza to też rozmowa. I wtedy, gdy się kłócicie tylko po to, by za chwilę się godzić. I gdy siedzicie na trawie, gapiąc się na księżyc i paląc jedną fajkę. I wtedy gdy on jest zły, a ty mu robisz budyń, bo lubi. Albo ty jesteś zła. Ale nie lubisz budyniu, więc on wyrzuca śmieci, bo wie, że mu się oberwie. Miłość jest wtedy, gdy jesteście najlepszymi kumplami. Szanujecie siebie i swoje światy. Nie tylko wtedy, gdy wyglądacie jak z konkursu viva najpiękniejsi, ale też wtedy gdy czujecie się chujowo. I gdy zamkniesz oczy i zobaczysz siebie na starość a ona/on wciąż tam będzie – to jest miłość.

A może jest jeszcze coś pomiędzy?

Przeczytaj również