Kultura

Wszyscy jesteśmy upadłymi aniołami

19 stycznia 2014

Dzisiejszy świat nie jest dla słabych ludzi, a anioły najwyraźniej w piekle nie do końca się odnajdują. Wszyscy jesteśmy aniołami, które być może są tu za karę. Ale jedne z trudami życia radzą sobie jako tako, racjonalnie wystawiając gardę i rozwiązując problemy, drugim odpadają skrzydła od wódki, dragów i pieprzenia się z kim popadnie. Smarzowski opowiadając Pilcha pokazał antologię alkoholowego upadku, historię zezwierzęcenia, zarzygania, słabości, brudu i smrodu. Pokazał tylko jedną twarz alkoholika, a on ma tysiące twarzy. Być może i twoją.

To nie jest zły film. To film bardzo dobry, ale wychodząc z kina i mijając zasikanego pijaka leżącego na przystanku możemy pomyśleć – uff jak dobrze, że mnie to nie dotyczy. Smarzowski pokazał margines, co prawda przycupnęli na nim i ksiądz i reżyser i pisarz, przemieszani z nizinami społecznymi, ale tak piją tylko nieliczni. Dlatego, gdy przychodzimy do domu, otwierając 10 piwo w tym tygodniu, możemy z ulgą pomyśleć, jak dobrze, że to nie my. I pić dalej.

Alkoholizm ma setki twarzy, tysiące pozżeranych życiorysów, urwanych filmów, skrzywdzonych ludzi. Tego w tym filmie nie ma. Niby są różne historie, ale zawsze kończy się tak samo, czyli na totalnym dnie. Dlatego ci, którzy piją mówią sobie „skoro się nie zarzygałem, nie wpieprzyłem starej i nie wypadłem z 3 piętra, to przecież nie jest tak najgorzej, nie mam żadnego problemu z piciem, kontroluje je”.

To słowo klucz. Kontrolowanie. Kontrolują ci, którzy codziennie po pracy piją 2-3 drinki albo piwa, tak dla rozluźnienia atmosfery. Oni nie muszą przecież pić, tak samo wychodzi, że ten alkohol w lodówce zawsze jest, a jeden drink dziennie to nie grzech. Błąd. W alkoholizmie nie chodzi wcale o ilość, w którą Smarzowski z Pilchem poszli, tylko o częstotliwość.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że większość alkoholików to wcale nie ci zarzygani, leżący pod sklepem z winem za 4.5 zł, to ci, których nie widać gołym okiem. Piją, bo są słabi, nadwrażliwi i zabija ich otaczająca rzeczywistość. Zbyt brutalna, żeby potrafili wziąć życie za mordę. Alkoholizm ma twarz eleganckiej pani adwokat, która co wieczór wypija butelkę wina do kolacji. I lekarza, który codziennie sączy whisky. Ma twarz moich przyjaciół, którzy twierdzą, że kontrolują. I twarz tych, którzy nie wiedzą, że mają problem. Może ma też twoją twarz.

Przeczytaj również