Psyche

A ty jak chciałbyś umrzeć?

26 listopada 2013

Gdy byłam mała, chciałam się zabić tuż po 40-tce. Ta liczba wydawała mi się magiczną granicą, kiedy opadają ci cycki, faceci przestają zdychać na twojej wycieraczce i nic cię już nie czeka. Nawet perspektywa emerytury z Zus-u nie była w stanie osłodzić mi mojej wizji starości. Teraz kiedy starość stoi tuż za rogiem, chcę się zabić po 50-tce. Bo to, że moje życie jest w moich rękach nigdy nie budziło mojej wątpliwości.

Katolicy wierzą, że starość i cierpienie ubogaca nas duchowo. A im bardziej cierpimy i zdychamy na różne choroby, tym większa zasługa spotka nas po drugiej stronie lustra. Paradoksalnie 99 na 100 katolików panicznie boi się śmierci, a zgodnie z ich wiarą to powinien być najcudowniejszy moment w życiu. Przygotowują się na spotkanie boga i wszystko, co będzie tam, będzie lepsze od tego, co było tu. Skąd zatem ten strach? Skąd rodzinna żałoba? Powinno się wyprawiać wielką fiestę po śmierci. Hurra, udało się zakończyć wreszcie ten marny, ludzki, pełen grzechów żywot, by zacząć nowe życie tam, w idealnym świecie, gdzie dziwki i koka nie są potrzebne, żeby sobie lukrować rzeczywistość.

Starość jest źle wymyślona. Może w krajach azjatyckich, gdzie podeszły wiek wiąże się z szacunkiem i życiowym doświadczeniem żyje się inaczej. U nas żyje się czasem gorzej od psa. W Polsce starzy ludzie są niepotrzebni. I tak się czują. Na nic ich nie stać, nikt ich nie chce, wnuki przychodzą tylko po kasę, dzieci przychodzą z poczucia obowiązku, a listonosz dzwoni dwa razy z biedną rentą, która w krajach cywilizowanych starcza na porządny obiad. W tym porąbanym świecie eutanazja powinna być w pakiecie do życia. Jakim prawem ktoś za mnie ma decydować ile mam żyć, ile cierpieć i ile umierać w samotności?

Dziś we Francji za sprawą pary 80-latków, którzy sami wzięli sprawy w swoje ręce na nowo rozgorzała dyskusja o eutanazji. W kraju, w którym przeciętnemu biedakowi żyje się lepiej od naszej klasy średniej, a religia nie wyprała im mózgów, to kolejny krok w kierunku tego, co nieuniknione. Człowiek nie jest niczyją własnością i to nie państwo, rodzina ani kościół powinny decydować o tym, jak długo ma żyć. Bo nawet jeśli jesteś stary, a nie jesteś biedny, nawet jeśli jesteś stary, a dzieci wciąż o tobie pamiętają to nie śmierci, biedy i samotności boisz się najbardziej. Najbardziej przeraża utrata godności i to, że staniesz się od kogoś zależny. Nie wtedy, gdy sąsiad będzie ci musiał pomóc z zakupami, a wnuk przyjść zaparzyć herbaty. Tylko wtedy, gdy będziesz robić pod siebie, powtarzać w kółko te same historie i zapomnisz, po co zakłada się majtki. Starość jest źle wymyślona. Ale śmierć może być dobra, gdy wymyślimy ją sami.

Przeczytaj również